Strona główna » Blog » Historia trzech niechcianych cięć cesarskich

Historia trzech niechcianych cięć cesarskich

Pomimo szkodliwej mody na cięcie cesarskie na życzenie, są wciąż mamy, które bardzo chcą urodzić swoje dzieci w sposób naturalny, bezpieczny, prawidłowy. Niestety nie każdej jest to dane. Od jakiegoś czasu miałam zamiar opisać historię jednej z moich pacjentek, której ciąża skończyła się cięciem cesarskim mimo, że poród fizjologiczny był jej marzeniem. Ostatnio napisała do mnie także mama dwójki maluchów, której ciąże również zostały zakończone operacyjnie, chociaż wcale nie planowała takiego rozwiązania. W związku z tym, że wspomnień trochę się nazbierało, przedstawię Wam dziś wszystkie trzy historie.

Oto pierwsza z nich, opisana przez Sarę, mamę kilkumiesięcznej dziewczynki:

Moja ciąża była nie tylko planowana ale i wyczekana, upragniona. Staraliśmy się o dziecko prawie 10 lat. Dopiero dzięki in vitro udało mi się zajść w ciążę. Od samego początku wiedziałam, że dla mojego dziecka zrobię wszystko, co tylko mogę, aby miało jak najlepszy start w życie. Zapisałam się na spotkania z położną, kupiłam dwie świetne książki dla przyszłych mam. Cały czas dbałam o zdrowe odżywianie, marzyłam o naturalnym karmieniu i pięknym naturalnym porodzie.

Zamiast skurczów zaczęło się krwawienie w 36 tygodniu ciąży, było dość masywne. Pojechałam przerażona do szpitala. Odklejało się łożysko. Nie było wyboru – natychmiastowe cięcie cesarskie uratowało i mnie i dziecko. Nie miałam mleka, przystawiałam dziecko co godzinę z pomocą położnej i doradcy laktacyjnego. Po operacji wszystko potwornie mnie bolało ale nie chciałam przesadzać z lekami przeciwbólowymi. Płakałam patrząc na moje głodne maleństwo, musiałam kilka razy dokarmić ją sztucznym mlekiem. Miałam poczucie winy, że nie donosiłam ciąży i nie potrafię wykarmić dziecka.

W czasie wizyty pediatrycznej usłyszałam od lekarki, że powinnam się cieszyć, że żyjemy obie, a nie „cudować” z tym karmieniem, bo na mleku z butelki dzieci też żyją. Może i żyją ale ja się nie poddałam. I karmię do dziś. Udało się. Bardzo pomogła mi wspaniała położna z oddziału położniczego. Poświęciła mi mnóstwo czasu, nie oceniała, wspierała.

Spędziłyśmy z córeczką parę dni w szpitalu i wyszłyśmy do domu. Już wszystko jest dobrze.

Drugą historię przesłała mi Magdalena – mama dwójki dzieci urodzonych przez ciecie cesarskie. Bardzo chciała, żeby poznały ją inne mamy. Wobec tego przedstawię Wam jej opis:

Moja opowieść zacznie się prosto: dwie kreski – radości nie było końca! Upragniona ciąża chociaż w młodym wieku. Cały okres ciąży przebiegał spokojnie aż do 32 tygodnia. Wtedy pierwszy raz usłyszałam o cesarskim cięciu: płód ma niewielką wadę serca, taką dziurkę. Jeśli nie zrośnie się do 38 tygodnia, prawdopodobnie będę rodzić poprzez cesarskie cięcie – zabrzmiało groźnie, jednak wszystko szczęśliwie się zrosło.

„Ale masz wielki brzuch! To chyba bliźniaki” – słyszałam za to coraz częściej. Wyznaczony termin porodu upłynął 31 sierpnia, a 9 września, po USG kontrolnym i KTG moja mało wylewna pani doktor wypisała mi skierowanie do szpitala nic nie mówiąc. Pojechałam, zostałam przyjęta na oddział patologii ciąży ze względu na „przenoszenie”. Ostatnie pytanie mojej mamy tego dnia: boisz się?? – nie, no czego? setki kobiet dziennie rodzi i jakoś żyją- odpowiedziałam i taka była prawda. Nie bałam się ani trochę. Następnego dnia około południa po obchodzie na którym niewiele się dowiedziałam, sam pan ordynator, zabrał mnie do pokoju badań. „Niech pani pokaże tego giganta” – zażartował. USG bez komentarzy… Święcie przekonana że zaraz podadzą mi coś na wywołanie, leżałam spokojnie i nagle usłyszałam:

– Nikt z naszego szpitala nie przeprowadzi tego porodu.

– Dlaczego?? Co się dzieje??

– Dziecko waży około 5 kg. Proponuję cięcie. Zgadza się pani?

– Chce naturalnie

– Porodówka to nie koncert życzeń. Dziecko może się udusić, nie wspominając co może stać się pani

– To gdzie mam podpisać?

Runęły moje marzenia przeżycia porodu… „potną mnie jak prosiaka!” – pomyślałam. Trudno, dziecko najważniejsze. podpisałam dokumenty, i od razu wylądowałam na stole. Antonina urodziła się z wagą 4400g. „Nie jest taka duża, dałaby pani radę spokojnie” – usłyszałam… załamałam się… pokroili mnie niepotrzebnie?

Było minęło. Mówiłam sobie, że następnym razem się uda. Rok później zaszłam w drugą ciążę. „Synek!” – nie wierzyłam, na każdej wizycie (u innego już lekarza) pytałam czy aby na pewno zdrowy, i czy siusiak nie odpadł. „Będziemy rodzić naturalnie, wszystko na to wskazuje” – tak mówił lekarz. Na początku 38 tygodnia zaczęły mi się sączyć delikatnie wody, trafiłam na Izbę Przyjęć, położna zmierzyła moją miednicę i pokręciła nosem „oj słaba słaba”… O co jej chodzi? Jaka słaba? potem USG i lekarz dyżurujący odesłał mnie do domu zapewniając, że z dzieckiem wszystko ok, że poczekać lepiej w domu aż wody odejdą lub zaczną się skurcze. Następnego dnia dla pewności pojechałam z wypisem do swojego lekarza i usłyszałam:

– Mam złe wieści. Ma Pani zwężoną miednicę, naprawdę bardzo zwężoną…

– Co to znaczy?

– Fizycznie pani ciało nie jest w stanie urodzić tego dziecka.

Załamana pojechałam do domu z wyznaczonym terminem cięcia cesarskiego. W tym dniu stawiłam się w izbie przyjęć, czułam się jakoś dziwnie – to pewnie stres – plecy nie bolały – źle spałam. Musiałam najpierw zostać na porodówce, żeby zrobili badania itd. Podłączono KTG.

-Boli mnie brzuch

– Zaraz sprawdzę – super miła położna zerknęła na KTG i krzyknęła:

– O matko! Skurcze co 3 minuty! Dlaczego nic Pani nie mówiła?

– Bo nic nie czułam.

Przyszedł lekarz, zrobiło się tłoczno, zrozumiałam tyle że nie ma anestezjologa.

-Urodzę! dam radę!- krzyczałam przekonując wszystkich dookoła że tak właśnie będzie…

Niestety zero rozwarcia, główka wysoko.

– Nie możemy ryzykować, jest pani już po jednej cesarce.

Skończyło się znów tak samo. Janek urodził się ważąc 3600g. Moje dzieci są wspaniałe! Kocham je ponad wszystko! Tylko wciąż siedzi mi w głowie: „nie dałaś rady, nie zasługujesz na bycie mamą. Prawdziwa Matka potrafi urodzić, ty nie”. I wciąż słyszę te uszczypliwe uwagi: cesarka to nie poród, to pójście na łatwiznę, trzeba było nie podpisywać, ty się nie znasz, przecież nie rodziłaś. Dziś z dystansem patrzę na to wszystko, jednak wciąż marzę o porodzie drogami natury. Małe już mam szanse, wiem, ale za kilka lat jednak spróbuję… wiele to dla mnie znaczy… chce się poczuć kobietą spełnioną…

Wbrew całej szkodliwej, postępującej medykalizacji porodów, są jeszcze mamy, które marzą o porodzie fizjologicznym, w zgodzie z naturą i sobą samą. Jednak nie zawsze jest to możliwe. Cięcie cesarskie to operacja, która powstała po to, żeby ratować życie i zdrowie mamy i dziecka. Gorzej, jeśli po fakcie okazuje się zbędna…

Autor: Maria Lepucka

Maria Lepucka
Położna, doktorantka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zajmuje się pracą naukową i dydaktyczną z zakresu położnictwa i ginekologii, a także prowadzeniem edukacji przedporodowej dla przyszłych rodziców i opieką nad pacjentkami w każdym wieku. Założycielka i główna autorka wpisów i artykułów w portalu FeminaSum.pl. Więcej »

Nie przegap

Ciąża i poród

Cesarka na życzenie to głupota, a ciąża to nie choroba… czyli macierzyństwo w Norwegii.

Cięcie cesarskie na życzenie? Zwolnienie lekarskie z powodu ciąży? Norweżkom nawet nie przyszłoby to do …

22 komentarze

  1. po prostu nie wierze w to co czytam!!!! ja miałam 2 cesarki i wcale nie czujje się że pocięto mnie jak prosiaka , a wrcz przeciwnie jestem wdzięczna losowi że nie musiałam przechodzić przez koszmar rodzenia naturalnego! a blizna po 2 cięciach niewidoczna!!! czy mimo tylu zagrożeń i przeciwskazan naprawdę chciała pani rodzić naturalnie niewierze!!!!!!!!!!!!???? a jakby coś się stało dziecku to do kogo miałaby pani pretensje???

    • Patrycja Białecka

      Koszmar rodzenia? Dziewczyno, o czym piszesz? Z takim podejściem to nei dziwię się, że z ulgą przyjęłaś cc ale niektóre kobiety żyją w zgodzie ze swoimi ciałami i pragną urodzić swoje dziecko same. Dla mnie poród to najpiękniejsze przeżycie. Bolało jak cholera, trwało 18 godzin ale jestem z siebie taaaka dumna! Teraz przeżyję już wszystko! Jestem silna!

      • Otóż to! Zupełnie sie zgadzam i zazdroszczę możliwości rodzenia naturalnego.

      • Patrycja wyobraz sobie że wiem co pisze!!! 20 godz. naturalnego rodzenia, 20 godz bóli krzyżowych , nie kończące się krolówki i zero rozwarcia a byłam już w 42 tyg. dziękuje losowi że zakończyły się moje cierpienia cc i dziękuje losowi że mam piękną zdrową córeczkę która ważyła 4,5 kg! ja żyje w zgodzie ze swoim ciałem ale najważniejsze jest zdrowie moich dzieci!!!! dlatego jak się dowiedziałam że synek też jest duży zdecydowałam się na cc! chciałam wspominać mój poród jako piękne przeżycie i od razu miałam dziecko przy sobie , był przystawiony od razu do piersi i ogólnie cały poród wspominam bardzo miło, lekarz który mówił co robi, pokazał mi dziecko zaraz po wyciągnięciu, anestezjolog który trzymał mnie za ręke , pielęgniarki które były bardzo miłe i sympatyczne i dodam jeszcze że rodziłam w państwowym szpitalu na podkarpaciu!!!!!!!!!!! i wyobraz sobie ze tez jestem dumna !!!!

    • Hmmm, a masz porównanie?? Dla mnie koszmarem była nieplanowana CC na pełnym rozwarciu i skurczami co parę minut ale ze skaczącym tętnem dziecka. Zostałam zastraszona i podpisałam zgodę na CC. Teraz wiem że dałabym radę dlatego że drugie dziecko urodziłam SN bo bardzo chciałam. I teraz dopiero czuję się spełnioną kobietą. Mogę powiedzieć że mój drugi poród był magiczny i cudowny, pierwszy kojarzy mi się tylko z bólem. I nie pamiętam w ogóle bólu porodowego tylko koszmarny ból po CC.

    • A co w tym dziwnego, ze matka chce urodzić swoje dziecko?

  2. Dziwny post. Ja mam macicę dwurożną z usunięta częściową przegrodą. Lekarze zdecydowali za mnie że CC. Trochę byłam rozczarowana, ale bez przesady. Taki wpis sugeruje mi że powinnam bardziej cierpieć z powodu braku możliwości porodu naturalnego. Na szczęście teraz kiedy moje dziewczynki mają już 9 i 3 lata – poród nie ma dla mnie znaczenia 😉

  3. Poród naturalny- jest naturalny- poprostu. Wiele kobiet chce zyc w zgodzie z naturą i dla nich cesarka jest koszmarem. Cesarskie cięcie jest niesamowitym szokiem dla dziecka. Jesli po cesarce, podobno koniecznej, nagle okazuje sie ze nie byla wcale konieczna, a kobieta chciała rodzic normalnie…. Zawodzi sie, bo ktos jej wmowil ze nie poradzi sobie z czymś do czego jest stworzona. Szkoda ze kobiety które chca rodzic naturalnie- nie mogą, a te które moglyby- za wszelka cenę szukają powodu, lub placa grubą kasę za ciecia cesarskie.

  4. A ja w pełni rozumiem. Sama jestem po cięciach cesarskich. Ostatnie było 23 lata temu a wciąż mam jakiś niedosyt. To nie tylko ambicja,żeby urodzić naturalnie. To też świadomość jak c.c. wpływa na dzieci i na nas, na życie, zdrowie, psychikę. I wiem co mówię, bo jestem zawodowo z tym związana. Pozdrawiam

  5. Ja bardzo chciałam rodzic naturalnie…..ale nie wyszlo….zaczęło się od odejścia wód plodowych przy minimalnym rozwarciu….rozwarcie doszlo do 4cm po 16h i czy w takim wypadku powinnam byla niezgodzic sie na c.c. Tylko czekać do 10cm ryzykując zakażenie wewnątrzmaciczne???

    • Maria Lepucka

      Nie znam dokładnie przebiegu tego porodu dlatego nie mogę odpowiedzieć Pani na to pytanie. Kobiety często mówią „rodziłam 50 godzin”, a mają na myśli np. także skurcze przepowiadające, które uznały za poród. Przedwczesne odejście wód płodowych jest wskazaniem do podania antybiotyku, a nie cc. Chyba, że u Pani brak było postępu porodu mimo zastosowanego wspomagania.

  6. Wspaniale, że są jeszcze kobiety, które chcą rodzić naturalnie. Chociaż rozumiem to, że nie zawsze jest możliwość naturalnego porodu. Mi na szczęście się to udało, teraz miło to wspominam, chociaż w czasie porodu myślałam, że to najgorszy i najboleśniejszy dzień w moim życiu 😉

  7. Poród sn na pewno jest piękny. Ja niesamowicie żałuję że nie było mi to dane. Kiedy w 6 miesiącu dowiedziałam się od kardiologa, że powinnam zdecydować się na cc płakałam kilka dni. Najgorsze było jednak to że musieli mnie znieczulić ogólnie (decyzja w dniu cesarki) to mega przykro mi było że nie zobaczę córki pierwsza i nie przytule jej od razu. Nawet sobie nie wyobrażam jakie to dla niej było straszne. Mąż dostał ją dopiero po 40 minutach więc przez ten czas była sama.

    • Maria Lepucka

      Najsmutniejsze są zawsze sytuacje, kiedy mama, która bardzo chce urodzić naturalnie nie może. O to jednak nie można mieć do siebie pretensji, czasem cięcie cesarskie to operacja ratująca zdrowie i życie, najważniejsze jest, aby sposób porodu był jak najbezpieczniejszy. A czy coś się działo z dzieciątkiem, że tato nie mógł mieć z nim kontaktu szybciej?

      • Mąż czekał pod salą i nawet nie wiedział że już zabrali malutką na oddział. Dopiero jak mnie wieźli to zapytał o nią i okazało się że jest już na sali. Zmarzła rybka i ją ogrzewali. Niedługo skończy pół roczku przylepka mała 😀

  8. Ja urodziłam trójkę dzieci ,dwoje przez sn a jedno cc .Niestety brak naturalnego porodu pomimo wskazań do cc spowodował dyskomfort psychiczny -czułam się tak jak bym kupiła dziecko w sklepie z zabawkami ,jakby ktoś otworzył ekspres błyskawiczny w moim brzuchu i sobie wyjął dziecko a nie jestem kangurem.
    Wiem ze to irracjonalne a cesarka ratuje życie ,też miałam już rozwarcie ,główkę przypartą 7 h porodu za sobą.
    Dzisiaj patrzę inaczej ale cztery lata temu było mi naprawdę ciężko.

  9. Też marzyłam o porodzie naturalnym, nie brałam innej opcji pod uwage. W 38tc w nocy wody odeszły, akcji brak, w szpitalu wywoływanie, akcji brak, skurczy brak, rozwarcia brak, godziny mijały, ja w kółko po schodach, decyzja -cesarka, pytam czemu, lekarz mowi o zagrożeniu infekcja dziecka i już nic się nie liczylo. Wściekła ale dałam się pokroic i teraz niczego nie zaluje 🙂

    • Dla mnie koszmarem był poród naturalny..i koniec.nie widzę nic w tym pięknego..jedna wielka rzeź i meczarnia.tak po porodzie juz są najpiękniejsze chwile ale nikt mi nie powie ze poród jest piekny.Teraz jestem w ciąży i nie wyobrażam sobie rodzic naturalnie..i może znowu mieć depresję poporodowa..podziękuję..szkoda ze musimy rodzic tak jak rodziły nasze prababki

      A niby wszystko się zmienia.poród to jedna wielka meczarnia.ja tak uważam i to moje zdanie.

  10. Rozumiem kobiety, które bardzo chcą rodzić SN a nie wychodzi i kończy się cc. Ja również chciałam rodzic SN i udało się co prawda z vacuum ale nie do końca jestem przekonana o tym, że lekarz podjął dobrą decyzję. Wszystko szło dobrze do pewnego momentu. Tak nie dawałam rady i poprosiłam o znieczulenie, którego cholernie żałuję, chociaż podobno to nie miało wpływu. To znieczulenie tylko spowodowało, że nie czułam przez trochę skurczy i akurat w tym krytycznym momencie 🙁 Poród szedł pięknie do momentu aż zaczęło gwałtownie spadać tętno mojego dziecka. Wtedy wszystko się zaczęło. Już była decyzja o cc za chwile tętno się zaczęło wyrównywac więc lekarz zdecydował, że raz próbujemy z vacuum i jak nie wyjdzie to cc. Wtedy zaczął się hardcore. Bardzo chciałam czuć skurcze a tu nic. Dostałam kroplowke. Jeden lekarz pchal we mnie vacuum i miał z tym problem a drugi naciskał na brzuch krzycząc przyj. Ciężko było nie wypuścić powietrza jak ktoś naciskał na przepone. W końcu się udało dwa parcia i mój kochany synek był tylko nie oddychal, był siny. Położyli go na chwilę na moim brzuchu a ja go tulilam i krzyczalam: co z moim synkiem, dlaczego nie oddycha, nie płacze. Ratujcie moje dziecko!. Szybko odcieli pepowine i zaczęła się walka o jego życie. Początkowo dostał 2pkt na szczęście w przeciągu 5 minut doszło do 9 pkt ale usłyszałam, że zaschlysnal się wodami, które były zielone i diagnoza ciężkiej zamartwicy. Urodziłam w 9 dobie po terminie. Wielokrotnie zgłaszam że już kiepsko się czuję. Na wszystkich ktogi usg wszystko wychodziło ok. A tu nagle, że dziecko było owinięte pepowina a moje łożysko czarne. Od czego i dlaczego nikt wcześniej tego nie widział! Odzywialam się zdrowo całą ciążę. Leżałam tak jak kazali bo za szybko skracala się szyjka. I co? Dziecko na szczęście jest zdrowe ale nadal jesteśmy pod opieką specjalistów. Ja mam pokiereszowane krocze i możliwe ze czeka mnie plastyka. A mogli zrobić cc. Już wcześniej inny lekarz na obchodzie mówił że mam za wąskie biodra i dziecko jest spore i nie wstawi się do kanału. Wpisał zalecenie cc. Może gdybym miała cc to dziecku nic by nie było i moje krocze mniej by ucierpiało. Bardzo chce mieć jeszcze dzieci ale przez ten poród boję się, że znowu coś się stanie dziecku a i teraz musze dłużej odczekać bo krocze jeszcze po 6 miesiącach nie doszło do siebie i kto wie co będzie dalej.
    Dlatego też rozumiem kobiety które chcą cc.

  11. Na pewno perspektywa jest inna z każdej strony i ciężko porównywać sytuacje, jeśli było się w tylko jednej z nich. Ale nie ma co się licytować. Myślę, że najważniejsze jest zdrowie dziecka, a w tak delikatnej sprawie jak poród to poczęści zależy też ono od zdrowia fizycznego i psychicznego matki. Ja też myślałam, że poród smln jest najlepszy i najbezpieczniejszy dla dziecka. Z synkiem ok północy z piątku na sobotę aczęły mi sączyć wody i ….trwało to kilkanaście godzin, zupełnie się nie spodziewałam bo nie było to „po kropelce” yylko chlust płynu jak tylko się ruszyłam. Zadzwoniłam do szpitala. Przyjechaliśmy na obserwacje ok 2-3. Zero skurczy więc odesłali do domu. Ok 5 próbowałam sie położyć spać i nagle skurcze. Mąż zmierzył i były co 5 min. Powrót do szpitala i ok 6 znów pod KTG. Rozmwarcie 2 cm. No to przenieśli na sale z położną. Miał być relaks w wannie ale za wysokie ciśnienie. Przenieśli na inny oddział. 8 rano i skurcze mocne alw wciąż 2-3cm. No to kroplówka. O 18 po kolejnych 4 kroplówkach i bólu strasznym nic sie nie zmieniło. Nie było postępu porodu. Przyszedl dr i pyta czy może jednak chce cc mówie że tego co jest dobre dla dziecka. No i próbuje dalej ale zgodziłam się na 5 kroplówle prosząc jednocześnie o znieczulenie. Anestezjolog godz opowiadał o ryzyku aż zniknął, kroplówke podłączyli a znieczulenia nie było. Nagle ruch dziwny że dziecku tętno spada i okazało się że ja mam ponad 40 st gorączki. Traciłam już przytomność między skurczami. Pobrali krew z główki dziecka i było źle..
    No to szybko na stół jeszcze w bólach rzucali mnie na stół….i uśpili…syn urodzony z cc o 21.05 w sobote. Miał gorączke i infekcje krwi. Zabrali go i nie pokazali aż do 6 rano, bo ja też leżąc na sali pooperacyjnej nie moglam wstać. 8 dni dostawał antybiotyk dożylnie. 8 dni też był problem z karmieniem. Nie poddaliśmy sie. Po powrocie do domu złapał pierś i tak 13 miesięcy. Oboje z męże wspominamy to strasznie. Trauma duża ale chcieliśmy drugiego dziecka. Pojawi się na świecie za 4 tyg. Zaplanowaliśmy cc mimo cewników szwów bólu i braku możliwości noszenia własnego synka ( waga ur 4,92kg) wolałam zaplanować operacje żeby sytuacja się nie powtórzyła i decyzji sie trzymam. Fakt że nie urodziłam naturalne na początku mnie męczył ale chyba właśnie dlatego że ludzie nie rozumieją. Poród to poród a matka to matka. Kocham syna i dziękuje Bogu że to przeżyliśmy i licze na spokojniejszy poród tym razem

  12. Ja miałam cc 2 tygodnie przed,terminem, spadek tętna u dziecka przy kontrolnym ktg albo po prostu stary sprzęt zrobił psikusa. Poza tym miałabym wskazania do cc ale trafiłam na okulistkę, która podchwyciła moją chęć ny rodzić sn mimo bardzo dużej wady wzroku. Podejrzewam też, że mogłabym.mieć problemy z urodzeniem dziecka ze względu na wielkość jego głowy. A moim jedynym problemem po cc był fakt, że stało się to nagle. Dotąd ni. miałam operacji więc przez jakiś czas źle czułam się z myślą, że nagle wylądowałam pół naga przed obcymi ludźmi. Cieszę się, że miałam.cc a syn urodził się zdrowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *