Strona główna » Blog » Jak rodzą się dzieci na przestrzeni czasu?

Jak rodzą się dzieci na przestrzeni czasu?

Zastanawiałaś się jak rodziła Twoja babcia, jak Ty przyszłaś na świat, jak urodzą się Twoje wnuki?

Dziś porodom w krajach rozwiniętych towarzyszy rozwinięta medycyna. Z jednej strony to dobrze, bo w sytuacji zagrożenia zwykle udaje się uratować i matkę i dziecko, z drugiej, poród to intymny akt, a daleko posunięta medykalizacja odbiera mu pierwotną naturalność. Wiele kobiet, wracając do instynktu i wiary we własną kobiecość odwraca się od tego trendu i decyduje na poród domowy bez żadnych ingerencji. Nasze babki rodziły zupełnie inaczej niż my i co ciekawe mimo, iż ryzyko okołoporodowe było dużo większe, samemu rodzeniu i wychowaniu towarzyszył mniejszy lęk. Być może dlatego, że rodzenie było zwyczajnie częścią życia, czymś naturalnym i nie wymagało „filozofii” i rozmyślań, a młode mamy miały wsparcie tych starszych i bardziej doświadczonych.

RODZINA WIELODZIETNA – Z WYBORU CZY KONIECZNOŚCI?

Kiedyś rodziny były bardzo liczne. Nasze prababki miały często po kilkanaścioro dzieci. Rodziły w domach, bez opieki medycznej lub w towarzystwie akuszerki, czerpiącej głównie z medycyny ludowej. Śmierć lub kalectwo dziecka z powodu powikłań porodowych lub częstych wówczas chorób zakaźnych były dość częstym zjawiskiem. Można pomyśleć, że z tego powodu rodziny były tak liczne. Główna przyczyna była jednak znacznie bardziej prozaiczna – był nią brak skutecznej antykoncepcji.

Obecnie najpopularniejszy jest model rodziny z jednym lub dwójką dzieci. Porody odbywają się głównie w szpitalach, w otoczeniu sprzętu medycznego monitorującego przebieg porodu i pozwalającego na udzielenie pomocy w razie powikłań. Dzięki dobrym warunkom życia i powszechnym szczepieniom ochronnym ryzyko choroby zakaźnej, wraz z jej powikłaniami i zgonem jest niewielkie.

Oczywiście są też choroby, na które nie da się zaszczepić, których nie da się przewidzieć i uniknąć. Istnieją natomiast sposoby, aby zabezpieczyć się na taką ewentualność. Całkiem niedawno pisałam o bankowaniu krwi pępowinowej. To stosunkowo nowa możliwość zabezpieczenia swojego dziecka (ale często także rodzeństwa czy nawet rodziców) na wypadek poważnej choroby. Warto ją rozważyć, pomimo niemałych kosztów zwłaszcza wtedy, gdy w rodzinie występują np. choroby nowotworowe lub inne schorzenia, które są leczone dzięki komórkom macierzystym.

Tak zaawansowana medycyna jeszcze niedawno była trudna do wyobrażenia, dziś jest rzeczywistością. O ile zaawansowane metody diagnostyki i leczenia są niewątpliwym osiągnięciem medycyny, o tyle medykalizacja ciąży i porodu są skutkami ubocznymi utrudniającymi większości kobiet okres okołoporodowy.

CIĘCIE CESARSKIE

Pierwsze cięcia cesarskie wykonywano w starożytnym Rzymie na martwych kobietach w ciąży, gdyż prawo zakazywało pochowania matki wraz z dzieckiem w łonie. Cięcia cesarskie wykonywane na żywych kobietach, które skutkowały wydobyciem żywego dziecka zwykle i tak ostatecznie kończyły się śmiercią matki. Następowała ona w pierwszych minutach i godzinach po operacji wskutek krwotoku wewnętrznego. Kiedy nauczono się ograniczać krwawienie szyjąc odpowiednio rany, zwłaszcza te na macicy, większość matek i tak umierała w ciągu kilku – kilkunastu dni z powodu zakażenia.

Cięcia cesarskie jeszcze 20-30 lat temu należały do rzadkości i były związane ze sporym ryzykiem powikłań dla matki i dziecka ze względu na technikę operacji oraz znieczulenie ogólne, które było wówczas jedynym stosowanym do operacji.

Obecnie cięcia cesarskie są stosunkowo bezpieczne, dzięki zachowaniu zasad aseptyki, nowoczesnych rozwiązań chirurgicznych i znieczulenia regionalnego. Ryzyko powikłań dla matki i dziecka jest oczywiście wciąż znacząco wyższe niż po porodzie naturalnym. Mimo to oprócz operacji ze wskazań medycznych zdarzają się także cięcia cesarskie na życzenie kobiety.

PORODY NASZYCH BABĆ, MAM, NASZE I NASZYCH DZIECI

Porody naszych babć były z pewnością obarczone sporym ryzykiem okołoporodowym. Jeszcze 100 lat temu medycyna nie znała rozwiązań na większość okołoporodowych powikłań lub co gorsza stosowano różne metody „wspomagające poród”, które ostatecznie okazały się być zdecydowanie większym zagrożeniem niż korzyścią. Jednak w tamtych czasach kobietom nikt nie odbierał kompetencji i wiary w to, że mogą urodzić swoje dzieci. Poród był zjawiskiem intymnym, naturalnym i … kobiecym, bo obecność ojca przy porodzie raczej się nie zdarzała.

Jeśli masz jeszcze babcię, zapytaj ją o poród. Nawet jeśli ma już słabą pamięć, swoje porody pamięta niemal na pewno.

A jakie wspomnienia z porodu ma Twoja mama?

W czasach PRL umieralność okołoporodowa była zdecydowanie niższa niż przed wojną. Jednak życie kobiet wcale nie stało się łatwiejsze. O szpitalach położniczych z tamtych czasów do dziś krążą legendy. Kobiety rodziły na wieloosobowych salach, gdzie łóżka oddzielone były tylko parawanem, a przez cały czas porodu nie można było wstać nawet do toalety. Zakazywano także jedzenia i picia. Oczywiście o obecności bliskiej osoby w szpitalu nie mogło być mowy ani w czasie porodu ani też na oddziale położniczym.

Rozdzielano matki i dzieci, przynosząc maluchy jedynie na karmienie – regularnie co 3 godziny niezależnie od potrzeb dziecka. W ten sposób podstawowe potrzeby noworodka – bliskość i karmienie na czas, nie były zaspokajane.

Współczesne matki mają dużo więcej szczęścia, ponieważ poród rodzinny jest dziś normą, szpitale dysponują salami jednoosobowymi, zapewniającymi intymność. W wielu szpitalach można także skorzystać ze znieczulenia do porodu oraz licznych niefarmakologicznych metod łagodzenia bólu. Poród w naturalnej, wertykalnej pozycji nie jest także niczym nadzwyczajnym.

Noworodki po porodzie są cały czas z mamami, pieszczone i karmione na żądanie. Zaraz po porodzie zapewnia się im kontakt ze skórą matki i wtedy mają szansę po raz pierwszy przyssać się do piersi.

Naszym oddziałom do ideału wiele brakuje ale patrząc na to, jak szybko zmieniają się warunki, w jakich rodzimy, można przypuszczać, że będzie tylko lepiej.

Sądzę, że obecnie opieka okołoporodowa rozwija się w jednym z dwóch kierunków – powrotu do natury lub dalszej medykalizacji. Wiele zależy od poziomu świadomości i oczekiwań społeczeństwa, więc w pewnym stopniu dalszy los porodów w Polsce jest e naszych rękach.

Autor: Maria Lepucka

Maria Lepucka
Położna, certyfikowany doradca laktacyjny, doktorantka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zajmuje się pracą naukową i dydaktyczną z zakresu położnictwa i ginekologii, a także prowadzeniem edukacji przedporodowej dla przyszłych rodziców i opieką nad pacjentkami w każdym wieku. Prowadzi prywatną praktykę położniczą z poradnią laktacyjną we Wrocławiu: http://poloznawroclaw.pl. Założycielka i główna autorka wpisów i artykułów w portalu FeminaSum.pl. Więcej »

Nie przegap

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong

Kobiety z plemienia Black Hmong nie korzystają z ciążowych „L-czwórek”, urlopów macierzyńskich, nie boją się …

15 komentarzy

  1. Chyba ten poród za czasów PRL najgorszy- taki pod linijkę, wg przepisów i wytycznych, brrr.

  2. Rozmawiałam i z babcią i z mamą i.z ciociami. Wszystkie mi „zazdrościły” takich świadomych przygotowań do porodu

  3. Nauka i technika idzie do przodu, zatem poprawiły się także warunki rodzenia dzieci – i z pewnością się jeszcze poprawią. Wiem, jak rodziły moje babcie i mama – tak samo przyszła na świat moja trójka, czyli w sposób naturalny. Na pewno zmieniły się warunki, bowiem moja babcia rodziła w domu…
    A jak będzie w przyszłości rodzic moja córka, synowa??? Tego do końca nie wiem – czy coś się zmieni??? Sama jestem ciekawa 😛

  4. Moja mama i teściowa bardzo zazdrościły mi warunków do porodu i pobytu w szpitalu. Sama jak czytam o warunkach w PRL, to aż mam ciarki.

  5. Mnie to porusza jak się dłużej zastanowię nad warunkami porodu sprzed lat. Babcia mojego partnera miała dwoje dzieci i pierwsze z nich rodziła w domu, z położną czy akuszerką, a dopiero drugie w szpitalu.

  6. Ciekawy artykuł, chyba nie chciałabym rodzić w PRLu. Marzył mi się poród domowy, ale oba skończyły się cc

  7. Bardzo podoba mi się tematyka tego bloga. Jestem pod ogromnym wrażeniem.

  8. U nas cudna wielodzietność z wyboru 😀

  9. Gdybym miała rodzić, to na pewno nie zdecydowałabym się na poród rodzinny. Wolałabym, żeby nikt poza personelem medycznym mnie wtedy nie oglądał .

  10. Cieszę się, że ja rodziłam w takich, a nie innych czasach.

  11. Bardzo podoba mi się ten blog. Świetne informacje są tutaj zawarte. Będę polacać znajomym.

  12. Ciekawe informacje, nie wiedziałam, że cięć dokonywano już w starożytności. Dobrze, że idziemy w lepszą stronę porodów.

  13. Czasy się zmieniły i bardzo dobrze. Dobrze, że jako mamy jesteśmy bardziej świadome SWOICH PRAW. Bedę wracać do Ciebie, dziś nie mogłam się oderwać od czytania go.

  14. Medycyna idzie do przodu, Ja się cieszę i dziękuję Bogu, że przyszlo mi rodzic w naszych czasach. Syn był ułożony pośladkowo wiec mialam cc… Dawniej kobietą kazano rodzić i różnie się to kończyło.

  15. Brawo za wysiłek poświęcony w zagłębienie tematu jak to bylo dawniej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *