Strona główna » Blog » Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu HmongKobiety z plemienia Black Hmong nie korzystają z ciążowych „L-czwórek”, urlopów macierzyńskich, nie boją się porodu, a ciążę uznają za „normalny stan kobiety”. Dzieci Hmongów prawie nie płaczą, nie mają powodów – są wciąż noszone, przytulane, karmione, kołysane, a gdy podrosną, swobodnie poznają świat. Nikt nie stawia im sztucznych barier i nie biega za nimi krzycząc – „uważaj, bo się przewrócisz!”. Krótki czas spędzony wśród plemienia Black Hmong był niezwykle inspirujący i w pewnym stopniu zmienił moje spojrzenie na kwestie ciąży, porodu i opieki nad dzieckiem. Rodzicielstwo bliskości jest tam czymś naturalnym, to pielęgnowany od lat i przekazywany z pokolenia na pokolenie sposób opieki nad dzieckiem.

CIĄŻA I PORÓD NATURALNIE CZY MEDYCZNIE?

W Polsce podejście do ciąży i porodu jest coraz bardziej medyczne, coraz mniej naturalne. Zdecydowana większość kobiet wykonuje masę badań w czasie ciąży, zażywa suplementy diety, rodzi dziecko w szpitalu w otoczeniu sprzętu medycznego i często przy użyciu leków. Dzieci śpią w swoich łóżeczkach, wożone są w wózkach i dość wcześnie oddzielane od rodziców na większą część dnia. Nieliczni rodzice zagłębiają się w rodzicielstwo bliskości ale w naszych warunkach i tak jest to dość specyficzne dla sposobu życia w rozwiniętym regionie świata. Dlatego wizyta w wiosce Hmongów była jak przejście na drugą stronę, niezwykłe doświadczenie, oderwanie od mojej położniczej codzienności.

Wioski Hmongów nie odwiedziłam z zamiarem obserwacji życia rodzinnego w plemieniu. Po prostu wyjechałam na długi urlop do Wietnamu, chcąc zobaczyć kawałek innego świata, poznać różnorodność kulturową w tym pięknym kraju. Stąd też pomysł odwiedzenia mniejszości etnicznej, żyjącej wśród tarasów ryżowych w odciętej od świata górskiej wiosce. Dotarcie tam było możliwe dzięki organizacji, wspierającej tę mniejszość. Umożliwia ona spotkanie z przedstawicielem plemienia – przewodnikiem, który prowadzi do wsi i opowiada o życiu miejscowej ludności.

Naszym przewodnikiem okazała się młoda kobieta, a ponieważ wyruszyliśmy czteroosobową grupą, towarzyszyło jej jeszcze kilka kobiet z plemienia Hmong. Wszystkie panie ubrane były w identyczne, barwne stroje, a jedna z nich miała przywiązane na plecach niemowlę. Rodzicielstwo bliskości nie przeszkadzało jej w codziennej pracy, tym razem w oprowadzaniu po wsi i okolicy. Chłopczyk miał pół roku, mama zawinęła go w coś na kształt chusty. Od wioski dzieliła nas długa 16 kilometrowa droga, prowadząca przez tarasy ryżowe. Jak się później okazało droga była bardzo śliska, błotnista, nietrudno było się przewrócić, co zresztą kilka razy mi się zdarzyło. Padał deszcz, a wędrówka wąskim skrawkiem gliniastej ziemi wzdłuż tarasu ryżowego groziła upadkiem. Oprócz zanurzenia nogi w błotnistym tarasie ryżowym można było upaść dużo boleśniej, do tyłu, a tam wysokość była już znacznie większa. W tej sytuacji niesamowite było to, że przez cały czas wraz z nami wędrowała mama z półrocznym dzieciątkiem na plecach. Na bosych stopach miała gumowe klapki i nawet przez chwilę nie straciła równowagi. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby się pośliznęła i upadła.

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Niemowlęta uwiązane na plecach mam to tutaj naturalny widok

Każda z kobiet miała na plecach uwiązany pakunek, zwykle w postaci wiklinowego kosza. Być może dopiero po dłuższym czasie zwróciłam uwagę na zawiniątko na plecach naszej głównej przewodniczki. Wyglądało tak:

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Zawiniątko na plecach naszej lokalnej przewodniczki

Okazało się, że w przywiązanym na plecach kocyku znajdował się 3 tygodniowy noworodek. Kobieta w połogu, przemierzająca kilkanaście kilometrów w ciągu dnia taką trasą była dość zaskakującym zjawiskiem. Poza tym okazało się, że „odpoczynek po porodzie” to tutaj zaledwie… kilka dni! Oczywiście ciekawość położnej wzięła górę i już po chwili rozmawiałam z obiema mamami o macierzyństwie w plemieniu Hmongów.

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
3-tygodniowy noworodek wędrujący na plecach mamy

PRZYGOTOWANIE DO PORODU I CIĄŻA

Byłam ciekawa jak wygląda przygotowanie do przyjścia na świat dziecka, ciąża i poród w odległej od jakiegokolwiek miasta i opieki medycznej wiosce.

Okazało się, że Hmongowie nie przygotowują się jakoś szczególnie do narodzin dziecka, nie kupują wózków, łóżeczek, ubranek, bo niemowlęta noszone są w chustach, śpią z całą rodziną, a ubranka kobiety szyją zwykle same, więc koszty wyprawki i utrzymania dziecka są prawie żadne. Później, w domu gościnnych Hmongów przekonałam się, że rzeczywiście cała rodzina śpi razem, zazwyczaj na słomianym materacu umieszczonym na podłodze domu, składającego się często z jednego pomieszczenia, będącego jednocześnie kuchnią, pokojem, sypialnią, bawialnią. Niemowlęta zawsze noszone są przez rodzica w specjalnej chuście, dopóki nie nauczą się same chodzić.

Zdrowe kobiety z plemienia Hmongów rzadko korzystają z jakiejkolwiek opieki medycznej w czasie ciąży. Żyją „normalnie”, a więc pracują jak dotychczas, odżywiają się jak zazwyczaj. W zasadzie ciąża nie zmienia nic. W razie komplikacji kobiety w ciąży jeżdżą do miasta, do przychodni lub szpitala. Najbliższa palcówka medyczna oddalona jest o około 1,5 godziny jazdy motocyklem…

Założę się, że wielu z Was przeszła w tym momencie przez głowę myśl: „no tak, ale skąd mają wiedzieć, że coś jest nie tak, skoro nie robią badań?”. Takie pytania są chyba typowe dla człowieka przesiąkniętego cywilizacją. Ja też o to zapytałam. Młoda mama z uśmiechem na twarzy powiedziała mi, że w zasadzie nie mają wyboru, nie byłyby w stanie w każdej ciąży co kilka tygodni odwiedzać lekarza, bo w ich plemieniu rodzi się dużo dzieci, a pracować trzeba każdego dnia. Naturalnie nasunęło się kolejne pytanie o to, jak często zdarzają się niepowodzenia, poronienia, wcześniaki, dzieci chore. Okazało się, że są to bardzo rzadkie przypadki. O dzieciach z wadami nikt nawet nie słyszał, poronienia zdarzają się bardzo rzadko, a wcześniaki czasem się rodzą ale w szpitalach.

PORÓD DOMOWY W WIOSCE ODDALONEJ OD MIASTA

Większość kobiet z plemienia Hmong rodzi w domu bez opieki medycznej. W porodzie towarzyszą im najbliższe kobiety – siostry, mamy, a także teściowe (w plemieniu Hmong stosunki z teściową są ciepłe i bardzo bliskie ;-)). Te kobiety są dla rodzącej wsparciem. Nie mają wiedzy czy umiejętności medycznych, bazują wyłącznie na swoim doświadczeniu i instynkcie. Okazuje się, że można urodzić bez badań, monitorowania i leków, a taki poród ma duże szanse zakończyć się powodzeniem. Oczywiście w naszych europejskich warunkach nie polecam aż tak minimalistycznych rozwiązań ale może warto pokusić się o chwilę refleksji nad tym dokąd zmierza opieka okołoporodowa w naszym kraju? W Polsce poród domowy, nawet w asyście świetnej i doświadczonej położnej wciąż bywa różnie oceniany.

Zapytałam oczywiście co w sytuacji komplikacji w czasie trwania porodu. To jest duży problem, ponieważ, jak wspominałam, do najbliższego szpitala można dojechać motocyklem i zajmuje to około 1,5 godziny. W czasie porodu wydaje się to niewykonalne, a jednak od czasu do czasu taka sytuacja się zdarza. Innego wyboru nie ma.

RODZICIELSTWO BLISKOŚCI I KARMIENIE PIERSIĄ

Po prawie trzech godzinach wędrówki zatrzymaliśmy się na mały odpoczynek, bo młodszy osesek zaczynał się już nerwowo wiercić w swoim kokonie. Obie mamy wyjęły swoje dzieciątka z zawiniątek. Nakarmiły (piersią oczywiście) i zawinęły ponownie. Jako doradca laktacyjny od razu zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy kobiety w plemieniu Hmong maja problemy laktacyjne. Poza tym dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że żaden z maluchów ani raz nie zapłakał. Jak to możliwe? Rodzicielstwo bliskości to także zaspokajanie potrzeb dziecka, wtedy jest zdecydowanie mniej powodów do płaczu.

Kiedy zapytałam o problemy laktacyjne, żadna z pań nie wiedziała co to takiego, serio… Musiałam im wyjaśniać, że chodzi o problemy z karmieniem piersią i czy zdarza się, że karmienie naturalne jest niemożliwe. „Ale dlaczego?”, pytały dalej. Spróbowałam więc z innej strony – czy wszystkie kobiety w plemieniu karmią piersią? „A jak inaczej?” – padła odpowiedź. I wszystko jasne!  A jak długo dzieci Hmongów piją mleko mamy? Tu odpowiedź też była zaskakująco prosta: „tak długo jak chcą i kiedy chcą”.

Czy dzieci Hmongów często płaczą? We wsi spędziłam dwa dni i byłam otoczona maluchami w różnym wieku, żaden z nich nie urządził sceny histerii, żaden nie płakał. Czasem zdarzyło się, że niemowlę cichutko zakwiliło ale nawet nie można było nazwać tego płaczem, nie takim jaki znam z polskich domów. Wyjaśnienie tej kwestii było proste, wystarczyła krótka obserwacja tego, jak rodzice opiekują się dziećmi. Rodzicielstwo bliskości, spokój i czułość ale jednocześnie spora dawka wolności – to było widać na pierwszy rzut oka. Rodzice od urodzenia noszą swoje dzieci. Noszą i kołyszą. Dzieciątko uwiązane na plecach mamy lub taty czuje zapach i ciepło rodzica. Kiedy nasza przewodniczka zatrzymywała się w drodze, by o czymś ciekawym nam opowiedzieć, cały czas leciutko kołysała się na boki. Noworodek był cały okryty, miał osłoniętą przed słońcem buzię. Musiał czuć się bezpiecznie jak w brzuchu mamy – kołysany, ciasno otulony, w półmroku, czuł ciepło, zapach i słyszał głos mamy.

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Dzieci Hmongów zawsze są blisko rodziców

 

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Również ojcowie chętnie opiekują się swoimi dziećmi

Większe dzieci beztrosko biegają po podwórku. Kiedy się przewrócą, podnoszą się i idą dalej, nikt za nimi nie biega i nie krzyczy – „uważaj, bo się przewrócisz!”. Te dzieci wyglądają na szczęśliwe i beztroskie – bawią się sporymi grupami, są brudne i roześmiane. Obserwując je przypominałam sobie swoje dzieciństwo. 20-30 lat temu mieliśmy okazję żyć bez komputera, komórki, a w telewizji ewentualnie od czasu do czasu oglądało się dobranockę. Do wioski Hmongów pewnie też za chwilę zawita postęp ze wszystkimi swoimi dobrodziejstwami i zagrożeniami. Wtedy już nic nie będzie takie samo…

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Małe dzieci biegają po podwórku brudne i szczęśliwe 🙂

 

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Chłopiec beztrosko bawi się przy sklepie, w którym pracuje jego mama

Autor: Maria Lepucka

Maria Lepucka
Położna, certyfikowany doradca laktacyjny, doktorantka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zajmuje się pracą naukową i dydaktyczną z zakresu położnictwa i ginekologii, a także prowadzeniem edukacji przedporodowej dla przyszłych rodziców i opieką nad pacjentkami w każdym wieku. Prowadzi prywatną praktykę położniczą z poradnią laktacyjną we Wrocławiu: http://poloznawroclaw.pl. Założycielka i główna autorka wpisów i artykułów w portalu FeminaSum.pl. Więcej »

Nie przegap

Poród domowy i szpitalny oczami mam

Poród domowy i szpitalny – oczami mam

Poród domowy a poród w szpitalu – jakie są różnice widziane oczami mam, które miały …

12 komentarzy

  1. Przyznam, że rodzicielstwo w tym plemieniu różni się zupełnie od tego ”normalnego” naszego. Wiadomo, że różnią nasz kultury 🙂

  2. Jak widać co kultura to inne podejście itp. 🙂 Przysłowie się sprawdza: brudne dziecko to szczęśliwe dziecko 🙂

  3. Zupełnie inne podejście wychowawcze, określiłabym je mianem naturalne podejście. Widać, że dzieci są szczęśliwe tak samo jak ich rodzice.

  4. U nas mozna tylko uslyszec: nie nos dziecka bo sie przyzwyczai, zostaw w lozeczku poplacze i usnie samo… Masakra ale ja swoja corke nosze kolysze i przytulam bo czuje ze jest to potrzebne nam obu 🙂

  5. Mam pytanie może głupie ale czy zapytań dla pewności czy szxzepia takie malutkie dzieci?

  6. Bardzo ciekawe! Moje dziecko tez nigdy nie płakało, spała co prawda w swoim pokoju, ale gdy tylko pisnela bylam przy niej. Byla noszona bardzo duzo. Nie wyobrazam sobie aby sluchac jak malenstwo placze i czekac az sie wyplcze 🙁

    • Maria Lepucka

      Niestety wiele polskich rodzin uważa, że „wychowanie” od pierwszych dni to tresura dziecka i niereagowanie na płacz czy ograniczanie noszenia . Dlatego miło widzieć, że rodzicielstwo bliskości jest u nas coraz bardziej popularne.

  7. Cudownie! Mogłabym być mieszkanką plemienia Mongów. Okazuje się, że to co modnie zostało ostatnio nazwane „rodzicielstwem bliskości” to nic odkrywczego, tylko najbardziej naturalne podejście do wychowania dzieci. Mnie osobiście w naszych realiach denerwuje to jak mało podążamy za swoją intuicją, a zdajemy się na schematy, tabele, pigułki i tabletki…

  8. Świetny tekst. Pokazuje, że rodzicielstwo bliskości i motanie w chusty to tak naprawdę nie jest żaden wynalazek rozwiniętego świata, ale to jest naturalne.

  9. zazdroszczę tego typu urlopu, również nie jestem amatorką leżenia i nic nie robienia, lecz zwiedzania, poznawania, odkrywania tego co nieznane. W polsce z ciąży powoli robi się chorobę, większość mam juz w pierwszym dniu gdy dowie się o ciąży kładzie się plackiem z nogami w górze bo może się coś stać. Przeraża mnie to. Idąc do lekarza na pierwszą wizytę od razu słyszymy jakie badania trzeba koniecznie wykonać bo co dziecku może być, więc nie dziwię się, że stan ciąży jest tak postrzegany. Ja na pierwszej wizycie usłyszałam chyba o 20 chorobach lub różnego rodzaju deficytach które trzeba koniecznie zbadać. A niech pacjentka spróbuje odmówić to już jest traktowana jako wyrodna matka która nie chce się upewnić że wszystko jest ok.

  10. Bardzo ciekawy wpis, fakt zupełnie inna kultura, ale daje też inne spojrzenie na macierzyństwo

  11. Bardzo ciekawy ten wpis. Niby wszystkie jesteśmy mamami, ale jednak bardzo się różnimy. Najważniejsze, żeby dzieci były szczęśliwe 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *