Strona główna » Blog » Agresywni i niebezpieczni pacjenci i ich rodziny

Agresywni i niebezpieczni pacjenci i ich rodziny

Problem agresji pacjentów i ich rodzin wobec personelu medycznego narasta. Z jednej strony pacjenci są coraz bardziej sfrustrowani i zirytowani sytuacją w placówkach medycznych – oczekiwaniem na konsultacje, problemem z dostępnością badań, a w przypadku ciężarnych czasem także odmową podania znieczulenia do porodu czy niedostateczną opieką po porodzie, spowodowaną zwykle niedoborem pracowników. Zastrzeżenia rzadko są jednak zgłaszane osobom odpowiedzialnym za takie sytuacje (np. dyrekcja szpitala), a częściej negatywne emocje rozładowywane są w postaci agresji w stosunku do personelu medycznego.

Często zdarza nam się takie sytuacje tolerować, bo doskonale rozumiemy emocje i stres pacjentek i ich rodzin. Ludzie w stresie mówią różne rzeczy, czasem podnoszą głos, czasem zrobią coś nieprzemyślanego pod wpływem emocji. Jednak zdarzają się sytuacje, kiedy agresja ze strony pacjentek i osób im towarzyszących staje się wyjątkowo uciążliwa, niebezpieczna, utrudniająca pracę. Co wtedy?

Położnym w czasie wykonywania obowiązków zawodowych przysługuje ochrona prawna, przewidziana dla funkcjonariuszy publicznych. Coraz częściej musimy korzystać z takiej możliwości.

Pamiętam sytuację, kiedy na oddziale położniczym, poza godzinami odwiedzin pojawił się ojciec jednego z dzieci. Zapytałam, dlaczego pojawił się o takiej porze i czy to coś pilnego. Na oddziale rano jest sporo pracy i osoby odwiedzjące w tym czasie utrudniają pracę. Mężczyzna zareagował w niegrzeczny, agresywny sposób, krzycząc, że będzie przychodził kiedy mu się podoba i nie interesuje go, co mamy na ten temat do powiedzenia (interpretując w delikatny sposób jego słowa, bo wolałabym nie cytować tych, których użył). Pewnym krokiem udał się do sali, w której leżała jego żona z dzieckiem. Dosłownie chwilę później weszło tam kilku lekarzy, odbywających „obchód”, jak zwykły to nazywać pacjentki. Słychać było podniesione głosy, po czym lekarze opuścili pokój mocno poirytowani. Jeden z nich wezwał policję. Domyślam się, że delikwent odmówił opuszczenia sali przynajmniej na czas badania pacjentek.

Zapytałam kilka innych położnych czy spotkały się z takimi sytuacjami. Każda potwierdziła, że to się zdarza. Jedna z nich opisała takie trzy historie:

Miałam 3 negatywne zdarzenia z moimi pacjentkami. Jedną podczas porodu, gdy pacjentka wykręciła mi rękę, oczywiście byłam jej osobą towarzyszącą przy porodzie. Za co jej nie obwiniłam, bo w trakcie bólu różne rzeczy kobieta mówi i robi. Druga sytuacja, gdy przyjmowałam poród, a partner kobiety krzyczał na mnie i domagał się obecności lekarza- chyba to było zderzenie tego pana z rzeczywistością, bo myślał że poród przyjmuje lekarz. A trzecia i najgorsza sytuacja była wtedy gdy pracowałam w prywatnej przychodni. Pacjentka wystosowała skargę pod moim adresem do menadżerki, że pobrałam jej krew zużytą igłą, którą już raz niby ją ukłułam – oczywiście moje słowo przeciwko słowu pacjentki, szefostwo zaproponowało tej pani pakiet bezpłatnych badań na wszelkiego rodzaju zakażenia. Pani ta nękała mnie telefonami w pracy, groziła mi konsekwencjami prawnymi i wynikającymi z odpowiedzialności zawodowej. Szefostwo nie zgłosiło sprawy na policję i zabroniło mi też to robić, pod groźbą utraty pracy, w tym konsekwencji zawodowych. Pacjentka potrafiła przychodzić do przychodni kilka razy w miesiącu i odgrywała osobę pokrzywdzoną (istny cyrk mówiąc oględnie, przychodziła zaniedbana, w starych dresach i z przetłuszczonymi włosami), opowiadając że spać po nocach nie może. Po kilku miesiącach, gdy sprawa przycichła, a jej wyniki były dobre, okazało się że owa pani lubiła dziergać sobie tatuaże i nie była pewna czy w ostatnim gabinecie czymś się nie zaraziła, więc znalazła sobie kozła ofiarnego (w postaci mnie), aby wyłudzić darmowe badania. Sprawa ta wyjaśniła się przez trzecie osoby, poza tym po kilku miesiącach sama przyszła do przychodni na wizytę u ginekologa, bardzo strojnie i bogato ubrana z odsłoniętymi ramionami i plecami, pokrytymi tatuażami. Więc słowa innych osób zostały potwierdzone. Sprawa rozeszła się po kościach, ale kosztowała mnie sporo zdrowia, nabawiłam się arytmii serca i przeszłam lekki udar. W przychodni nie usłyszałam przeprosin ani niczego takiego, zrezygnowałam z pracy u tych państwa i przeszłam do szpitala.

Oddział noworodkowy wydaje się być „bezpieczny”. Noworodek to uroczy pacjent i zupełnie niegroźny. Rodziców jednak miewa różnych… Marcie, położnej, pracującej na OIOM dla noworodków szczególnie zapadły w pamięć dwie historie. W obu przypadkach narażone było życie małych pacjentów – zupełnie bezbronnych i bardzo chorych.

OIOM noworodkowy w naszym szpitalu to malutki pokoik, w którym leżą noworodki w bardzo ciężkim stanie. Do tego pomieszczenia może wejść każdy, a w szpitalu nie ma niestety ochrony. Pamiętam sytuację, kiedy do tej sali wszedł ojciec jednego z noworodków i zaczął awanturę, że jego dziecko obudziło się i pewnie jest głodne, a nikt nie raczy go nakarmić. Obie z koleżanką wykonywałyśmy akurat poważny i wymagający skupienia zabieg przy innym, bardzo chorym wcześniaku. Poprosiłyśmy tego pana, aby nam nie przeszkadzał i wyszedł, bo stwarza zagrożenie dla malucha, którym akurat się opiekujemy. Mężczyzna mimo to wszedł na oddział, zaczął grzebać w lodówce, szukając mleka i krzycząc. Obrażał nas, groził, a my musiałyśmy dokończyć zabieg w stresie i nerwach. Na szczęście nic nie stało się naszemu pacjentowi ale natychmiast po tym zdarzeniu wezwałyśmy policję. Złożyłyśmy zeznania, a szpital wytoczył proces, bo obok takiego zachowania nie można przejść obojętnie.

Pamiętam też sytuację, kiedy na oddziale patologii noworodka pojawili się rodzice, chcący wypisać dziecko ze szpitala na własne żądanie. Maluch był w stanie stabilnym ale ciężkim i odłączenie go od aparatury monitorującej oraz leków stanowiłoby poważne zagrożenie dla jego życia. Wezwałyśmy lekarkę, prowadzącą noworodka, próbując w tym czasie wyjaśnić rodzicom, że nie mogą tak po prostu zabrać dziecka do domu. Nic do nich nie docierało, byli agresywni, bardzo nieprzyjemni, obrażali wszystkich dookoła. W czasie ostrej wymiany zdań między lekarką, mną, a rodzicami, moja koleżanka wezwała policję. Miała bardzo dobre przeczucie, ponieważ chwilę później rodzice mimo wszystko wyjęli noworodka z inkubatora i próbowali wynieść z oddziału. Zostali powstrzymani w ostatniej chwili, a sprawa natychmiast została skierowana do sądu. Na szczęście maluchowi nic złego się nie stało.

Kiedy przypominam sobie takie historię lub słucham opowieści innych położnych zastanawia mnie jeszcze jedno – dlaczego szpitale nie są w żaden sposób chronione? Dlaczego każdy może tam wejść, zupełnie niezauważony, a w razie nagłej potrzeby na terenie nie ma ochrony? Wiele z nas nie czuje się bezpiecznie, pełniąc swoje obowiązki w pracy. W szpitalach znajdują się ludzie chorzy i bezbronne dzieci. Same nie zawsze możemy chronić swoich podopiecznych.

Mam także nadzieję, że ten wpis skłoni do refleksji osoby, które nie czasem nie zdają sobie sprawy jak ich zachowanie może wpłynąć na pracę oddziału, wykonywanie obowiązków przez położne czy lekarzy. My staramy się rozumieć. Prosimy o to samo.

Autor: Maria Lepucka

Maria Lepucka
Położna, certyfikowany doradca laktacyjny, doktorantka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zajmuje się pracą naukową i dydaktyczną z zakresu położnictwa i ginekologii, a także prowadzeniem edukacji przedporodowej dla przyszłych rodziców i opieką nad pacjentkami w każdym wieku. Prowadzi prywatną praktykę położniczą z poradnią laktacyjną we Wrocławiu: https://poloznawroclaw.pl. Założycielka i główna autorka wpisów i artykułów w portalu FeminaSum.pl. Więcej »

Nie przegap

Położna na całe życie

Położna w każdym okresie twojego życia

Z okazji Dnia Położnej postanowiłam napisać o wyjątkowym zawodzie, jaki mam zaszczyt wykonywać. Większość kobiet …

Jeden komentarz

  1. Niektórzy się starają.Kiedyś pielęgniarka coś zaczęła się czepiać że niepokoję pacjenta a to nie moja wina że przynosiłem złe wiadomości.Stwierdziłem jedynie że te”leczenie” onkologiczne jest do bani.Dla mnie jest oczywiste-kto zaprzecza tak oczywistym faktom i popiera ludobójstwo powinien być srogo ukarany.A pacjenci czasami próbują się wyżywać nie na winnym ale na kimś innym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.