Ciąża i poród – w Polsce czy USA?

Czym różni się opieka medyczna nad kobietą w ciąży i rodzącą w Polsce i USA? Chris, Amerykanka mieszkająca w Polsce urodziła tutaj dwójkę dzieci. Opowiada o tym, jak wspomina ciąże, porody, polskie szpitale i opiekę medyczną, o tym, co ją zaskoczyło, zdziwiło, rozśmieszyło oraz jak jej znajomi z USA wyobrażają sobie poród w Polsce. Czy w Polsce można rodzić po ludzku, ronić po ludzku, być podmiotem, a nie… kroczem i opakowaniem na dziecko?

PRZYGOTOWANIA DO CIĄŻY

Chris, autorka bloga kielbasastories pochodzi z Pensylwanii, w Polsce mieszka od 15 lat. Swoje starania o dziecko zaczęła kiedy już przeprowadziła się do Polski. Wtedy wydawało jej się, że najważniejsze kwestie to wybór odpowiedniego szpitala oraz odpowiednia zawartość konta bankowego (zdecydowała się korzystać z prywatnej opieki lekarskiej, więc koszty wizyt i badań rzeczywiście musiały być niemałe). Po wybraniu szpitala należało jeszcze wybrać ginekologa, prowadzącego ciążę, który w tym miejscu jest zatrudniony. W zasadzie można uznać, że to typowo „amerykański” (i często niestety także polski) sposób myślenia (w USA porody są bardzo zmedykalizowane).

RODZIĆ PO LUDZKU I RONIĆ PO LUDZKU

Pierwsza ciąża była trudnym doświadczeniem, ponieważ zakończyła się wczesnym poronieniem. Chris pamięta moment kiedy się o tym dowiedziała – w czasie USG lekarz bezceremonialnie oświadczył „już pani nie jest w ciąży”. Akurat w tej samej chwili zajrzała do gabinetu niecierpliwa pacjentka pytając czy można wejść. W ciągu kilku sekund dwie osoby wykazały się brakiem taktu, a jedna dodatkowo kompletnym brakiem empatii, profesjonalizmu czy życzliwości. Pacjentka po usłyszeniu takiej wiadomości musiała szybko się ubrać i wyjść – nie miała nawet małej chwili, aby pozbierać się po usłyszeniu tak przykrej wiadomości.

Została umieszczona w sali z czterema pacjentkami po histerektomii, które z wielką fascynacją opowiadały o swoich chorobach. Chris przyznaje, że bardzo ją zaskakuje to, jak chętnie polskie pacjentki opowiadają o swoich chorobach, zabiegach, leczeniu. Wszystkie cztery panie bardzo chciały wiedzieć z jakiego powodu Chris znalazła się na oddziale, jednak ona nie miała ochoty o tym rozmawiać. Została uznana za nietowarzyską. Poprosiła o zmianę sali, na szczęście była taka możliwość.

Łyżeczkowanie jamy macicy po poronieniu wykonano w znieczuleniu ogólnym. W sali zabiegowej było 5 osób i zamieszanie. Nikt się nie przedstawił, nikt nie wyjaśnił planu zabiegu. Czuła się potraktowana przedmiotowo, ponieważ żaden lekarz, wykonujący różne, zwykle bardzo nieprzyjemne czynności nie uprzedził o nich, niczego nie wyjaśnił. Kazano jej się położyć, podano leki, rozłożono nogi, uśpiono. Może to dobrze, że nie pamięta zabiegu, kiedy się obudziła było już po wszystkim.

JEST PANI CHORA NA CIĄŻĘ!

Kiedy po wyjściu ze szpitala spotkała się ze swoim lekarzem, chcąc zaplanować kolejną ciążę usłyszała wyrazy współczucia, a następnie, że musi poczekać ze staraniami o dziecko 6-12 miesięcy i zrobić szereg kosztownych badań, z genetycznymi włącznie. Nie zgodziła się, mając słuszne przeczucie, że nie ma takiej potrzeby. Przecież jedno poronienie może zdarzyć się każdej kobiecie, nawet zupełnie zdrowej. Miała wrażenie, że bardziej niż o bezpieczeństwo jej i dziecka chodzi o… pieniądze. Jej odmowa spowodowała złość lekarza, straszenie i naciski. Już nie była pacjentką, a oporną klientką.

Po kilku miesiącach zaszła w ciążę i pełna radości zapisała się na wizytę w przychodni, aby przekonać się jak skomplikowany jest polski system opieki zdrowotnej dla kobiet w ciąży, przeganianych z gabinetu do gabinetu, bo przecież każdą kolejną drobną czynność wykonuje się gdzie indziej. Tym sposobem można spędzić w przychodni pół dnia.

W połowie ciąży przeżyła szok w czasie wizyty u lekarza. Zaproponował jej zwolnienie lekarskie(L4)! Była przekonana, że z nią lub dzieckiem dzieje się coś bardzo niedobrego. Lekarz odpowiedział, że nie, wszystko w porządku, po prostu chce dać jej zwolnienie. Nie skorzystała, czuła się zdrowa i nie mogła zrozumieć zwyczaju zwolnień z pracy z powodu ciąży.

Mimo wielu przygód z polskim systemem opieki zdrowotnej była pozytywnie nastawiona i aktywna do samego końca ciąży. Myślę, że śmiało mogłaby dawać Polkom lekcje optymizmu.

Sam poród Chris wspomina pozytywnie, położne w sali porodowej były miłe, a sam poród odbył się bez większych komplikacji. Dla swoich koleżanek z USA jest jednak bohaterką – to nie lada wyczyn rodzić bez znieczulenia, leków i wielu innych medycznych interwencji.

DZIEŃ DOBRY, PROSZĘ POKAZAĆ KROCZE

Natomiast po porodzie na oddziale położniczym czekała ją wczesna pobudka i pomiar temperatury ciała (termometrem, którzy trzeba było przynieść z domu, co było dla niej dość zabawne).

Chwilę później do sali wszedł lekarz i przywitał ją słowami: „dzień dobry, proszę pokazać krocze”. Była przekonana, że raczej usłyszy coś w stylu „jak się pani czuje” albo chociaż pan się przedstawi. Ten jednak nawet nie zamknął za sobą drzwi, a zażądał pokazania krocza.

Na zakończenie dodała, że polski szpital niemile zaskoczył ją brakiem znieczulenia porodu. Rodziła dwa razy bez znieczulenia, przeżyła ale czy o to chodzi? Niestety do dziś jest to spory problem w naszych szpitalach.

Pozytywnie zaskoczyła ją za to opieka poporodowa w domu. Wizyty położnej środowiskowej – miłej i doświadczonej, były bardzo przydatne. Nie zdawała sobie sprawy, że położna w czasie wizyty może usunąć także szwy z krocza. Po pierwszym porodzie nikt jej o tym nie powiedział i zapłaciła za to lekarzowi w jego prywatnym gabinecie. A można było wygodniej i bez dodatkowych opłat.

Chris pozytywnie ocenia pracę położnych w sali porodowej i po porodzie, w środowisku domowym. Uważa, że polskie położne są bardziej doświadczone w prowadzeniu porodów fizjologicznych niż amerykańskie, dają poczucie bezpieczeństwa, są profesjonalne. W USA również powstała inicjatywa na rzecz porodów naturalnych i unikania zbędnej medykalizacji. Wyszła ona od tamtejszych położnych, które są spychane na margines i odsuwane od sprawowania opieki położniczej na korzyść lekarzy i niekorzyść pacjentek.

GDZIE LEPIEJ RODZIĆ?

Polski system opieki nad ciężarną i rodzącą coraz bardziej przypomina amerykański. Przynajmniej pod względem podejścia do ciąży i porodu jako zagrożeń, patologii i chorób (za to warunki i sprzęt w naszych szpitalach z pewnością nie dorównują amerykańskim). Liczba interwencji medycznych rośnie wcale nie dlatego, że więcej jest problemów medycznych. Amerykanki nie postrzegają niestety tego zjawiska w sposób negatywny. Nie wiedzą, że zbędna medykalizacja prowadzi do komplikacji, nie jest dobra ani dla nich ani dla ich dzieci. W USA ogromny odsetek ciąż kończy się cięciem cesarskim, a porody drogami natury rzadko odbywają się bez znieczulenia, leków, oksytocyny, zbędnych badań i w pozycji innej niż leżąca. Oczywiście ze zdobyczy medycyny należy korzystać, ale tam, gdzie naprawdę jest to konieczne (np. w przypadku kiedy pacjentka nie radzi sobie z bólem porodowym powinna mieć zawsze możliwość otrzymania skutecznego znieczulenia).

Amerykańskie pacjentki postrzegają zwykle opiekę medyczną jako dobrą, na wysokim poziomie, a personel medyczny jako kompetentny i szanujący ich podmiotowość, godność i prawa. W tym zakresie niestety Polska ma wiele do „nadrobienia”. W naszych szpitalach wciąż zazwyczaj lekarz jest „bogiem”, a pacjent nie ma prawa głosu, co doskonale pokazuje historia Chris. Opieka medyczna w USA jest droga, a pacjentki przyzwyczajane są do tego, że to one są najważniejsze. Lekarz ma służyć pacjentom, a nie traktować ich jak zło konieczne.

 

Autor: Maria Lepucka

Maria Lepucka
Położna, certyfikowany doradca laktacyjny, doktorantka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zajmuje się pracą naukową i dydaktyczną z zakresu położnictwa i ginekologii, a także prowadzeniem edukacji przedporodowej dla przyszłych rodziców i opieką nad pacjentkami w każdym wieku. Prowadzi prywatną praktykę położniczą z poradnią laktacyjną we Wrocławiu: https://poloznawroclaw.pl. Założycielka i główna autorka wpisów i artykułów w portalu FeminaSum.pl. Więcej »

Nie przegap

Fakty i mity dotyczące blizny po cięciu cesarskim

Obecnie odsetek cieć cesarskich w Polsce przekracza już 40% i z roku na rok rośnie. …

2 komentarze

  1. thanks for the article. i had 1 baby in the states before i had 1 miscarriage (where the reaction of my doctor was „what did you do wrong!”) and 1 troubled pregnancy in poland. and then i had my last baby in the states. this is how i always describe it to people that ask the difference: in the states—i LOVE it! it’s like a big party where everyone celebrates. and so, when we found out we were pregnant for the last time, i did not hesitate to have my last baby in the states. as for my baby i had here—there are SOOO many things to say. but the comment box is possibly not the place for it. i completely agree with what you wrote—the doctor is „god” and the patient does not have the right to vote. i felt extremely violated. as for the midwife—she was good but only a student. anyhow—thanks for the article. a very interesting read. god bless your work! brooke

  2. Nie znam szczegółów w tej sprawie ale jeżeli chodzi o onkologię to patologia w USA pełna gębą!W PRL była cenzura polityczna ale w USA to jest nawet cenzura medyczna.To jest reżim już prawie jak w Korei Północnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.