Strona główna » Blog » Mam dziecko z in vitro

Mam dziecko z in vitro

Wokół in vitro jest od dłuższego czasu wiele zamieszania. Techniki wspomaganego rozrodu i związane z nimi kwestie medyczne i etyczne wciąż budzą żywe dyskusje. W nieustającym od lat szumie medialnym wokół in vitro ginie jednak to, co najważniejsze –  w tych dyskusjach nikt nie zastanawia się nad życiem rodzin, dotkniętych problemem niepłodności. Postanowiłam więc porozmawiać z kobietami, które przeszły procedury zapłodnienia in vitro.

DZIECKO Z IN VITRO

Pierwsza z nich, Ania ma 32 lata, jest mężatką od 7 lat i od samego początku małżeństwa oboje z mężem marzyli o dziecku. Niestety czas mijał, a marzenie się nie spełniało. Przyszedł czas na wizytę u specjalisty, badania. Okazało się , ze z powodu niedrożności jajowodów Ania praktycznie nie ma szans na naturalne zajście w ciążę. Z drugiej strony poza tą nieprawidłowością oboje z mężem byli zdrowi. Zdecydowali się na zapłodnienie in vitro. Procedury trwają dość długo, najpierw stymulacja jajeczkowania, potem transfer embrionów do macicy. Ania zniosła wszystko bardzo dzielnie, ponieważ cały czas miała przed oczami upragniony cel. Niestety pierwsze próby zakończyły się niepowodzeniem. Za pierwszym razem wynik testu ciążowego po zapłodnieniu był negatywny, za drugim razem sytuacja się powtórzyła. Stracili nadzieję, zrobili przerwę w zabiegach, wyjechali na wspólne wakacje. po powrocie podjęli decyzję, ze chcą spróbować jeszcze raz. Tym razem zobaczyli upragnione dwie kreski na teście ciążowym. Dalej wszystko potoczyło się jak w bajce. Ania wspomina ciążę jako najpiękniejszy czas w swoim życiu. Dziecko urodziło się o czasie i bez komplikacji. Co szczęśliwi rodzice sadza o zamieszaniu wokół in vitro?

Nie wyobrażam sobie, że Maciusia mogłoby z nami nie być, to spełnienie naszych marzeń. Gdybyśmy nie mieli dostępu do in vitro nigdy nie zostalibyśmy rodzicami! Jak można być tak bezdusznym i żądać ograniczenia dostępu do in vitro? Kto tego chce, ludzie, którzy są szczęśliwi, bo maja swoje dzieci i nie wyobrażają sobie, jakie to cierpienie ich nie mieć, kiedy się tego tak pragnie? To szczyt egoizmu. Uważam, że każdy powinien mieć szansę na zostanie rodzicem, nawet jeśli jest chory.

BLIŹNIAKI Z IN VITRO

Malwina, szczęśliwa mama bliźniaków również zaszła w ciążę dzięki in vitro. Udało się za pierwszym razem. Malwina ma 26 lat, jej mąż 30. Przyczyną niepłodności były nieprawidłowe parametry nasienia męża. Na samym początku zdecydowali się na inseminację. Kiedy okazała się nieskuteczna spróbowali z in vitro. Czy świeżo upieczona mama widzi coś złego w in vitro?

Mam dwójkę zdrowych dzieci, zajście w ciążę nie było łatwe, ale teraz szczęście jest podwójne. Nie uważam, abyśmy byli gorszymi rodzicami dlatego, że nasze dzieci nie zostały poczęte naturalne. Byliśmy bardzo zdeterminowani, wiele poświeciliśmy dla naszych maluchów i jesteśmy dumni, że są z nami. Co złego ludzie widzą w tym, że inni chcą być szczęśliwi? Niepłodne pary też mają prawo do rodzicielstwa.

NIEPOWODZENIE I PORONIENIE PO IN VITRO

Techniki wspomaganego rozrodu (ART) to dla wielu par jedyna szansa na posiadanie własnego potomstwa. Ci, którym się udało nie żałują niczego. Jednak szanse powodzenia tych metod wciąż są ograniczone. Więcej o metodach wspomaganego rozrodu i ich skuteczności znajdziesz tutaj:

Techniki wspomaganego rozrodu – ostatnia szansa na rodzicielstwo

Jak wyglądają sytuacje, kiedy wszystkie metody zawodzą, a kolejne próby kończą się niepowodzeniem? Co w przypadkach, kiedy ciąża się nie pojawia, albo po krótkim, pełnym nadziei czasie dochodzi do poronienia? O swoich doświadczeniach opowiedziała mi Małgosia:

Staraliśmy się o dziecko przez 2 lata i nic. Kiedy skończyliśmy po 30 lat poczuliśmy presję czasu, postanowiliśmy, że nie możemy już dłużej czekać. Poszliśmy do ginekologa. Zrobił mi wstępne badania, które nie wykazały żadnej nieprawidłowości. Nasienie męża również spełniało wszelkie normy. Przyszedł czas na coraz bardziej uciążliwe, inwazyjne i czasochłonne badania. Zajęły kilka miesięcy. Nie wykazały nieprawidłowości. Lekarz zasugerował nam, abyśmy trochę wypoczęli, przestali myśleć tylko o dziecku i może jeszcze się uda, może to przez stres. Łatwo powiedzieć… No ale spróbowaliśmy. Przestaliśmy liczyć dni płodne, wyjechaliśmy na wakacje, zrobiliśmy mały remont mieszkania, żeby zmienić coś w naszym życiu, które przez ostatni czas było podporządkowane staraniom o dziecko. Jednak kiedy minął kolejny rok nasze zmartwienia powróciły. Zgłosiliśmy się do kliniki leczenia niepłodności, gdzie zaproponowano nam in vitro. Zgodziliśmy się od razu. Procedury były czasochłonne i dość mocno obciążające, w czasie przyjmowania hormonów czułam się nie najlepiej, ale dla dziecka byłam skłonna do dużych poświęceń. Po transferze zarodków czekaliśmy na upragnione dwie kreski na teście ciążowym. Niestety nie pojawiły się. Spróbowaliśmy jeszcze dwa razy i w końcu się udało! Jednak moja radość trwała krótko. Kiedy zrobiliśmy pierwsze USG okazało się, że nie jestem w ciąży. Czy test kłamał? Raczej nie, zapewne poroniłam na samym początku ciąży.

Zdecydowaliśmy się na kolejną próbę pół roku później. Znów ciąża i poronienie w 12 tygodniu. Badania genetyczne płodu nie wykazały nieprawidłowości. Wpadłam w depresję, strasznie to przeżyłam, czułam się gorsza, chora i stara. Po jakimś czasie poczuła, że chce spróbować ten ostatni raz. Mąż, rodzina, lekarz, wszyscy starali się mnie odwieść od tego pomysłu, ja jednak się uparłam. Dopiero wtedy się udało! Zaszłam w ciążę, która rozwijała się prawidłowo. Mój synek urodził się w 32 tygodniu ciąży, ważył przy porodzie 1400g, ale rośnie, rozwija się prawidłowo jak na wcześniaka. Poza tym jest zdrowy, nie ma dodatkowych wad i chorób, więc wierzę w to, że niedługo opuścimy klinikę razem.

Małgosię spotkałam w jednej z klinik na oddziale położniczym. Po bardzo długich staraniach została mamą. Co by się stało, gdyby wszystkie próby zakończyły się niepowodzeniem? Czy wtedy też uważałaby, że in vitro to dobre rozwiązanie dla niepłodnych par?

Zawsze trzeba spróbować wszystkiego. Ja się nie poddałam i spotkała mnie za to wspaniała nagroda. A gdyby się nie udało? Myślę, że wolałabym żyć ze świadomością, że wykorzystałam wszystkie możliwości i że do końca się nie poddaliśmy. Każdy powinien mieć takie prawo. Smuci mnie jednak fakt, że in vitro jest bardzo drogie. My akurat mogliśmy sobie na to pozwolić, ale wiele rodzin nie może.

REFUNDACJA IN VITRO

W niektórych ośrodkach leczenia niepłodności in vitro jest finansowane ze środków programu rządowego. Warto poszukać takiego miejsca i zapisać się na listę oczekujących. Ważne, aby wcześniej zapoznać się ze szczegółowymi warunkami programu. Wszelkie informacje na temat Programu Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego lata 2013-2016 znajdują się na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia.

Można skorzystać z leczenia niepłodności także prywatnie – szybciej i bez tylu formalności, ale trzeba liczyć się ze sporym wydatkiem. Koszt zapłodnienia in vitro i procedur z nim związanych jest bardzo duży. Cała procedura począwszy od wstępnej konsultacji, przez stymulację owulacji, badania i leki aż do pobrania, hodowli i implantacji zarodków (jednorazowej) to koszt 7- 11 tysięcy złotych. Transfer kolejnych zarodków po odmrożeniu to koszt ok. 1-1,5 tysiąca złotych, zamrożenie zarodków kosztuje ok. 800zł, a rok przechowywania 200zł.

OSTATNIA SZANSA NA DZIECKO

Dla wielu par in vitro to ostatnia deska ratunku. Czasem ta pomoc jest bardzo skuteczna. Dlatego takie zabiegi powinny być dofinansowane dla wszystkich osób, które chcą skorzystać z takiego leczenia. Głosy, że jest to „kaprys” albo „są poważniejsze choroby” są bardzo krzywdzące. Dla osób starających się bezskutecznie o dziecko niepłodność jest najpoważniejszą chorobą, która rujnuje im życie. Kobiety, poddając się leczeniu niepłodności metodą  in vitro narażają niejednokrotnie własne zdrowie, godzą się na obciążające dla organizmu zabiegi, badania, leki. Determinacja tych ludzi jest ogromna, a ich dzieci na pewno będą chciane i kochane.

Autor: Maria Lepucka

Maria Lepucka
Położna, certyfikowany doradca laktacyjny, doktorantka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zajmuje się pracą naukową i dydaktyczną z zakresu położnictwa i ginekologii, a także prowadzeniem edukacji przedporodowej dla przyszłych rodziców i opieką nad pacjentkami w każdym wieku. Prowadzi prywatną praktykę położniczą z poradnią laktacyjną we Wrocławiu: https://poloznawroclaw.pl. Założycielka i główna autorka wpisów i artykułów w portalu FeminaSum.pl. Więcej »

Nie przegap

Twoje prawa po poronieniu

Twoje prawa po poronieniu

Poronienie jest trudnym doświadczeniem, zaskoczeniem, , a towarzyszący mu smutek często utrudnia poszukiwanie informacji i …

28 komentarzy

  1. niech się pukną w łeb te rządowe pacany… powinni zarabiać najniższą krajową i sami nie mieć dzieci ciekawe czy wtedy zrobiliby to samo… ja akurat z zajściem w ciąże wielkiego problemu nie miałam mam 2 letniego synka i jestem bardzo szczęśliwa, teraz z moim obecnym partnerem próbujemy próbujemy i nic… no ale może kiedyś… in vitro się nie podejmę przez cenę i przez katolicyzm jaki panuje tu w domu… to przecież „nie po Bożemu”… ja nie jestem aż tak wierząca w sumie prawie wcale. Natomiast nie wyobrażam sobie aby utrudniać innym parom takiego „zabiegu” skoro nie mogą mieć swoich to po co ich jeszcze bardziej stresować i dobijać? rząd to chamy i idioci.

    • Maria Lepucka

      Zgodnie z Programem Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego w niektórych ośrodkach takie leczenie jest refundowane. Zapewne więcej jest chętnych niż funduszy, ale zawsze jest to jakaś szansa na leczenie dla osób, których nie stać na wielotysięczny wydatek.

  2. Wszystkim, którzy podjęli się zapłodnienia in vitro, myślą o tym, polecam obejrzeć film pt.:”Eugenika w imię postępu”. Nawet jakbym nie mogła mieć dzieci nie wyobrażam sobie poświecenia innych moich dzieci (zapłodnione komórki jajowe to nic innego jak człowiek z nieśmiertelną duszą), na rzecz tego jednego. Jeśli ktoś nie może mieć dzieci, co może być wielkim cierpieniem, należy patrzeć z ufnością, że nawet z największego cierpienia Bóg jest wstanie wyprowadzić niesamowite dobro.

    Króluj nam Chryste!

    • To patrz dalej. Zapłodnione komórki wypadły z Ciebie dziesiątki razy skoro bo skoro jesteś wierząca to nie znasz antykoncepcji … Nie uprawiaj seksu bo mordujesz ew. zarodki. I gdzie e dusze idą?

      • Chyba do końca nie rozumiem jakie zapłodnione komórki jajowe wypadające ze mnie masz na myśli. Po pierwsze nie mam męża więc wypowiadam się nie o sobie (chociaż racja nie wyobrażam sobie stosowania antykoncepcji) – nie stosując antykoncepcji daje się możliwość zapłodnienia, albo do niego dochodzi, albo nie. Jak nie to komórka jajowa jest usuwana z organizmu przy najbliższej miesiączce. Jeśli dojdzie do zapłodnienia to są dwie opcje, albo wszystko idzie zgodnie z planem i zygota znajduje dla siebie odpowiednie miejsce w macicy i ma umożliwiony dalszy rozwój, albo może dojść do poronienia np. o którym kobieta może nawet nie wiedzieć bo zapłodniona komórka zostanie wydalona z miesiączką. W takim wypadku nie ma wątpliwości, że dziecko było, że dusza była. Co się z nią dzieje? Idzie do Boga.

        • I zarodki, ktorym nie powiodlo sie podczas IVF tez ida do Boga. Tak samo jak podczas poczecia naturalnego. Chyba, ze uwazasz, ze zarodki powstale in vitro za gorsze od tych powstalych w jajowodzie????

    • Pani Małgorzato, swoją nienawiść do świata, do ludzi, którzy chcą mieć dziecko, proszę zachować dla siebie. Jest Pani fanatyczką, w dodatku niebezpieczną, bo pozbawioną krzty empatii do człowieka. Wypowiada się Pani pod artykułem, w którym przytoczono wzruszające historie cierpienia i trudnej drogi do upragnionego potomstwa. Ale Pani tego nie widzi, bredzi Pani tylko o jakiejś nieśmiertelnej duszy. Nie interesuje nas Pani wiara. Nie interesują nas Pani chore wymysły. Interesują nas żywi ludzie, ich dobro i szczęście. Jeżeli jakaś nadprzyrodzona, sprawiedliwa istota istnieje, to mam nadzieję, że surowo Panią ukarze za tą nienawiść.
      Zarodek to zarodek, nie dziecko ani nawet nie ciąża w przypadku zarodków, które nie zostały zaimplantowane. Brak mi słów na taką ignorancję. Niestety jest ona bardzo szkodliwa.

    • Większych bzdur nie czytałam.

  3. Nie, nie uważam, aby takie zarodki są gorsze. A to, że idą do Boga nie usprawiedliwia zabicia. Bo chodzi mi o to, że spośród zapłodnionych komórek jajowych wybiera się te najlepsze, te które według kogoś mają największą szanse na przeżycie, a reszta? Zamrożona, ani nie może się urodzić, ani umrzeć. Potem ewentualnie zostanie wykorzystana, ale przecież w innych krajach po 5 latach takie zarodki spokojnie można „utylizować”. W Polsce z tego co się orientuje prawo nie reguluje co należy z takimi zarodkami zrobić.

  4. „zapłodnione komórki jajowe to nic innego jak człowiek z nieśmiertelną duszą” – uśmiałem się do łez 😀

  5. Nie zapominajmy o tym, że bardzo często zapłodnione komórki jajowe same obumierają i nie ma większego wyboru…

  6. Małgorzata, w XXI wieku nie powinno być miejsca na taką ignorancję. Wierz sobie w co chcesz, ale nauka to coś czego inteligentna osoba nie spycha na drugi plan. Każdego miesiąca kobieto, niezapłodnione jajeczko – czy jak ty to nazywasz człowiek z duszą – wychodzi z ciebie z menstruacją, czyli następuje naturalne wydalenie twoich komórek. Zachowaj swoje opinie dla siebie, bo nie są wiele warte. Milczenie jest złotem jak to mawiają…

    • Nie powiedziałam, że komórka jajowa to człowiek z duszą. Tylko, że zapłodniona komórka jajowa, a to już znaczna różnica. Inteligenty człowiek nie podważa tego, ze życie zaczyna się od zapłodnienia (jak z resztą mówi o tym nauka). I nie trzeba być w tym wszystkim człowiekiem wierzącym. Po prostu jestem przeciwna segregacji na lepszy i gorszych. Bo to się dzieje kiedy wybiera się te „najsilniejsze” zarodki, a co z resztą? Według człowieka zostały pozbawione prawa do życia, a prawo do życia jest najbardziej pierwotnym prawem i dotyczy KAŻDEGO człowieka.

      • Maria Lepucka

        Pani Małgorzato, oczywiście, że życie komórki z nowym, niepowtarzalnym materiałem genetycznym zaczyna się od zapłodnienia. Jednak oczywiste jest również to, że często kończy się ono chwilę później. Będąc przeciwniczką segregacji jest Pani przeciwna podstawowym prawom natury. Segregacja była, jest i miejmy nadzieję, że będzie, bo dzięki temu istnieją na świecie miliony gatunków i nie wyginęły, przetrwać mogą najsilniejsze osobniki. Tak jest w całym świecie zwierząt, chociaż wydaje sie to okrutne (najsilniejsze pisklę wyrzuca z gniazda pozostałe, słabsze skazując je na okrutną śmierć, matka zjada, zagryza lub porzuca chore młode). Ludzie wyróżniają się tym, że mają uczucia i dlatego nikt normalny nie zaprzeczy, że o osoby chore i niepełnosprawne należy sie troszczyć. Jednak jeśli chodzi o zarodki ludzkie – w naturze i bez ingerencji również większość z nich nie przeżyje. Zaledwie 30% zapłodnionych komórek jajowych przetrwa kilka dni i zaimplantuje się macicy. To znaczy, że natura już w pierwszych dniach eliminuje większość z nich. Segregacja. W pierwszych dniach po implantacji giną kolejne zarodki – kobieta często nie zdaje sobie sprawy, że była w ciąży. Segregacja. Najwięcej wad pojawia się w pierwszym trymestrze ciąży, dlatego też spory odsetek ciąż kończy się poronieniem na wczesnym etapie. Segregacja.
        W tym miejscu należy wspomnieć, że techniki wspomaganego rozrodu pozwalają nie tylko wybrać najlepszy zarodek do transferu ale też najpierw wybrać najlepszy plemnik i komórkę jajową i je połączyć, co daje zarodkowi większe szanse na przeżycie niz w przypadku spontanicznego zapłodnienia.

  7. Człowiek nie ma prawa decydować o tym komu można dać szansę by się urodził, a komu nie. I okej bywa tak, że kobieta nawet nie wiem, że była w ciąży, czy właśnie pojawiają się poronienia itd. Ale to wszystko dzieje się naturalnie i nie zawsze tylko z „winy” zarodka bo i może to wynikać z stanu zdrowia kobiety, czynników zew. itp. Z resztą nadal rodzą się osoby niepełnosprawne, chore itd. więc ta „segregacja” nie jest wcale taka idealna. Nie podważam praw, które są w naszym świecie, ale człowiek nie jest od tego by decydować komu dać szansę, a komu nie, bo wydaje się być słabszy i nieodpowiedni. Każdy zasługuje na szansę i w naturalnych sposobach właśnie każdy ją otrzymuje. Potem dzieją się różne rzeczy z różnych powodów, ale nikt nie może wtedy sobie zarzucić, że przez próbę poczęcia życia odebrano szanse innym.

    • Pani Małgorzato Było by naprawdę miło gdyby Pani sie nie wypowiadała na temat który Pani niedotyczących! Dlaczego w Polsce wszyscy musza obrzucać poglądy innych błotem, a zwłaszcza Ci których dany problem nie dotyczy. Dziękuje Bogu ze wyjechałam z tego kraju i moge skorzystać z invitro bezpłatnie a nie czekać jak banda idiotów powoła ustawę!

    • A dlaczego człowiek nie ma prawa decydować? Zwierzęta mają prawo i to jest ok, a człowiek nie może? Zwierzę slabszego osobnika zabije. Skoro tak wierzysz w boga, to dlaczego nie zauważysz, że skoro ludzie potrafią przeprowadzić in vitro, to znaczy że Bóg im dał taką umiejętność? Przeciez to podobno Bóg nas stworzył na swoje podobieństwo. Skoro on stworzyl nas, skoro decyduje o naszym życiu, tak samo też decyduje o tym, że potrafimy walczyć z niepłodnością. Widocznie zdecydował że jednym będzie łatwo zrobić dziecko po pijaku w krzakach a inni muszą powalczyć dłużej i poddac się medycynie aby to dziecko mieć. Gdybyśmy mieli tak myśleć jak Ty, to po co się leczyć? Skoro bóg chce żeby ktoś umarł to niech umiera i nie leczy się. Skoro ktoś nie ma nogi, to po co mu proteza? Trzeba patrzeć szerzej a nie tylko na czubek własnego nosa. I życzę Ci, żebyś kiedyś miała ten sam problem co miliony ludzi na świecie i musiała zdecydować się na in vitro. Najwiecej mają do powiedzenia ci, których to najmniej dotyczy.

      • 1. Zwierzęta nie decydują. Zwierze przed wykonaniem czynności nie zastanawia się czy to wykonać czy nie. A może zabije, a może nie. Po prostu to robi ze względu na swój instynkt. Prawdą jest, że słabsi bardzo często umierają, a mocna jednostka jest utrwalana – to jest logiczne.

        2. Bóg dał świat, dał nam wszelkiego rodzaju możliwości i dał wolną wole. Dlatego na świecie jest zło, ponieważ człowiek nie zawsze potrafi dokonywać dobrych wyborów. Gdyby było tak, że skoro Bóg nam daje wszystko po to żeby z tego korzystać to rozumiem, że broń nam dał po to żeby między innymi zabijać?

        3. On wie co dla nas jest najlepsze, ale do niczego nas nie zmusza. Każdy może wybrać drogę, którą chce iść. I to nie Bóg komuś daje płodność czy odbiera (racja skoro mówimy, że Bóg jest wszechmocny to On może zrobić dosłownie wszystko, ale nas szanuje i nasze wybory i nie będzie na siłę ingerował). O płodności decydują geny, środowisko, styl życia, choroby itd. I one wynikają z wielu złożonych czynników, a nie od tego czy Bóg sobie palcem wskazał na panią Kowalską i stwierdził – a niech ma w życiu trudniej. Bóg bardzo dobrze pokazuje jak z ciężkich sytuacji wyprowadza dobro i dobre dla nas doświadczenia. Jednak to bardzo często człowiek zauważa dopiero po czasie.

        4. Leczenie jest jak najbardziej dobrem, a in vitro nim nie jest. In vitro niczego nie leczy. Kobieta, która zajdzie w ciążę tą metodą, po urodzeniu dziecka nadal jest bezpłodna. Leczenie ma na celu usunięcie stanu patologicznego jakim jest niepłodność. Sprawienie, że kobieta w sposób naturalny będzie mogła mieć potomstwo.

        5. Jak tak bardzo boli Was Bóg w tej dyskusji to na ludzki rozum wystarczy przyjąć argumenty co do in vitro.
        a) metoda ta ma swoje korzenie z sztucznego rozmnażania bydła – pierwotnie miała czemu innemu służyć, dopiero później wpadł pomysł przeniesienia tego na ludzi
        b) wiele zarodków ginie podczas tej metody (życie zaczyna się od poczęcia, więc wniosek sam się nasuwa)
        c) istnieje ryzyko eugenicznego podchodzenia do życia ludzkiego
        d) in vitro niczego nie leczy

        Bóg w tym wypadku jest Tym, który pomaga zrozumieć cierpienie, owocnie je przeżyć, odnaleźć szczęście i sens życia

        Pozdrawiam 🙂

        • OK p Małgorzato -zatem pomińmy Boga i zajmijmy się Pani argumentami – rzekomo wystarczającym.

          ad 5a – argument jest bezzasadny , całe mnóstwo materiałów i metod stosowanych dziś w technologiach medycznych ma swoje żródło w zupełnie innych zastosowaniach – np USG ma swoje korzenie w defektoskopii materiałowej a wiele materiałów stosowano w przemyśle- także zbrojeniowy.

          ad 5b – argument bezzasadny albowiem wiele zarodków ginie także w prokreacji naturalnej

          ad5c – argument bezzasadny – ryzyko to ryzyko , niczego nie przesądza.

          ad5d – argument bezzasadny – często powtarzany choć wyjątkowo bzdurny. Medycyna stosuje leczenie objawowe – by-pass tętnic wieńcowych nie leczy z miażdżycy tętnic , pacjent nadal ma miażdżycę ale dzięki by-passowi żyje

          Żaden z Pani argumentów nie ma podstaw. Walka z in vitro ma wyłącznie podłoże religijne.

    • Życzę aby panią spotkał problem bezpłodności. Pozdrawiam

  8. Droga Małgorzato…. nie życzę Ci problemów z poczęciem ale jakbyś je kiedyś miała zrozumiesz sens in vitro…i z jakimi negatywnymi emocjami borykają się ludzie którzy „nie mogą spłodzić dziecka”- czegoś tak niby oczywistego…
    Pozdrawiam

  9. Pani Małgorzato ”Fanatycy-katolicy ”(bo tylko tacy czepiają się in-vitro) mam pytanie a jak została poczęta Maryja też nie ”naturalnie” ?

    • Nie rozumiem dlaczego miałaby zostać poczęta nienaturalnie?
      A to nie fanatycy-katolicy się czepiają, tylko prawdziwi katolicy – ci którzy odwiedzają Kościół częściej niż na Święta.

  10. Chciałabym żeby kiedyś osoby medyczne przestały nazywać in vitro metoda leczenia niepłodności, bo nią nie jest. Jest metodą leczenia bezdzietności. Po urodzeniu dziecka pary nadal są bezpłodne ale mają dziecko. Wg mnie zdecydowanie bliżej leczenia bezpłodności jest NaPro, jeśli to zawiedzie zostaje in vitro.

    • Maria Lepucka

      To, co nazywamy „naprotechnologią” powinno być początkiem każdego prawidłowo prowadzonego leczenie niepłodności metodą tradycyjną. In vitro stosuje się w przypadkach, w których leczenie przyczynowe jest niemożliwe.

  11. Szkoda że zdania w tym kraju potrafią się tak mocno dzielić nawet w tak oczywistym temacie.

  12. A CZY KTOŚ PRÓBOWAŁ LECZYĆ BEZPŁODNOŚĆ METODĄ NAPROTECHNOLOGII? JA TAK I TO DŁUGO ZA DŁUGO, JEDNYM SŁOWEM KANT I OSZUST. ŚCIĄGNELI Z NAS MASĘ PIENIĘDZY, NAJPIERW JAKIEŚ CHORE SPOTKANIA Z INSTRUKTORKĄ, KTÓRA NIE MA WYKSZTAŁCENIA MEDYCZNEGO, DOPIERO POTEM Z LEKARZEM (ZAZNACZĘ, ŻE SAMA JESTEM OSOBĄ PO STUDIACH MEDYCZNYCH), WMAWIANIE JAKICHS ALERGII. JA MAM ENDOMETRIOZĘ III STOPNIA, PAN DOKTOR NAPROTECHNOLOG TWIERDZIŁ, ŻE TO NIEMOZLIWE..PO OPERACJI STAŁO SIĘ JASNE. OSZUKUJA LUDZI. OBECNIE JESTEM W CIĄZY PO IN VITRO, NIE ŻAŁUJĘ. pROSZE TYLKO OSOBY, KTÓRYCH PROBLEM NIE DOTYCZY, ABY NIE WYPOWIADAŁY SIĘ, BO KOMPLETNIE NIE MAJA ZIELONEGO POJĘCIA O PROBLEMIE, KOMPLETNIE JESTEŚCIE ZIELONI TYLE WAM POWIEM.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.