Blog – FeminaSum.pl https://www.feminasum.pl Położna o ciąży, porodzie, antykoncepcji i dziecku Thu, 31 Jan 2019 08:52:58 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.0.3 Gdzie są moje włosy? https://www.feminasum.pl/blog/gdzie-sa-moje-wlosy/ https://www.feminasum.pl/blog/gdzie-sa-moje-wlosy/#comments Thu, 31 Jan 2019 08:44:48 +0000 https://www.feminasum.pl/?p=2684 Gdzie są moje włosy – o to pyta każdy, kto mnie zna i wie, że przez całe życie miałam włosy długie lub bardzo długie. Odpowiedź na to pytanie brzmi: nie wiem, ale na pewno w dobrych rękach, a właściwie mam nadzieję, że na czyjejś głowie. I Twoje włosy też mogą zmienić właściciela dzięki akcji „Daj …

The post Gdzie są moje włosy? appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
Gdzie są moje włosy – o to pyta każdy, kto mnie zna i wie, że przez całe życie miałam włosy długie lub bardzo długie. Odpowiedź na to pytanie brzmi: nie wiem, ale na pewno w dobrych rękach, a właściwie mam nadzieję, że na czyjejś głowie. I Twoje włosy też mogą zmienić właściciela dzięki akcji „Daj Włos!” Fundacji Rak’n Roll. Może masz długie włosy i chcesz zmienić swój wygląd? A może jesteś w ciąży? Nie czekaj aż włosy zaczną wypadać i zmarnieją po porodzie – obetnij je wcześniej, aby mogły być dla kogoś pięknym prezentem. Fundacja od lat pomaga kobietom, także tym, które chorują na nowotwór będąc w ciąży.

JAK WZIĄĆ UDZIAŁ W AKCJI DAJ WŁOS?

Jest kilka możliwości aby wziąć udział w akcji Daj Włos! Włosy można obciąć samodzielnie w odpowiedni sposób lub skorzystać z salonów fryzjerskich,  najlepiej współpracujących z fundacją. Takie salony znają procedury przygotowania i wysłania włosów. Jeśli w Twojej okolicy nie ma takiego salonu, włosy może obciąć każdy, ale wtedy zapoznaj się z procedurą wysyłania włosów dostępną na stronie fundacji.

Salony, które współpracują z fundacją Rak’n Roll zwykle obcinają włosy bezpłatnie, ale… Znalazłam salon we Wrocławiu i gdy zadzwoniłam w listopadzie usłyszałam, że bezpłatnie mogę oddać włosy dopiero w lutym. Ten salon oferował obcięcie włosów i wyrównanie końcówek bez stylizacji fryzury. Jednak nie zależało mi na obcięciu włosów bezpłatnie, więc po prostu umówiłam się na płatną usługę obcięcia i stylizacji włosów. A przy okazji moje włosy zostały wysłane do Fundacji.

Na miejscu fryzjer zapytał mnie jaką chcę mieć fryzurę. Wtedy uświadomiłam sobie, że NIE WIEM!! Chcę oddać jak najdłuższe warkoczyki na Daj Włos! dlatego przez ostatnie miesiące zapuszczałam i pielęgnowałam włosy głównie z tym nastawieniem. Jednak nie przemyślałam kwestii swojego nowego wyglądu. Wiedziałam jedynie, że z racji mojej pracy i aktywności muszę mieć szansę na związanie włosów tak, aby nie opadały mi na twarz i nie przeszkadzały. Ostatecznie decyzję zostawiłam fryzjerowi. W końcu życie jest pełne niespodzianek 😉 I tak powstał, jak się potem dowiedziałam, tzw. „long bob”.

Nowy look i „przeminęło z wiatrem”

Jeśli obcinasz warkoczyki samodzielnie lub w salonie, który nie współpracuje z fundacją, nie zapomnij o oświadczeniu z Twoim podpisem, wzór również jest na stronie fundacji. W moim przypadku formalnościami i wysyłką zajął się salon, a ja na zakończenie dostałam podziękowanie. To miłe:

Dla mnie to była przyjemność.

DLACZEGO WARTO POMÓC?

Włosy są ważnym elementem naszego wyglądu. Z łysą głową też można być piękną, co udowadnia akcja Pięknołyse fundacji Rak’n Roll. Znam kobiety, które po chemioterapii zdecydowały się nie zakrywać chwilowego braku włosów ani peruką ani chustką. Taki wygląd jednak przyciąga wzrok na ulicy, a nie każdy chce być w centrum uwagi z powodu swojego wyglądu po leczeniu. Wtedy można używać peruki. Jednak peruki nie są w Polsce refundowane, a te z naturalnego włosa są bardzo drogie. Dzięki akcji Daj Włos! kobiety po chemioterapii mają szansę na poprawę wyglądu i samopoczucia.

Oddanie włosów to jest drobny gest, jeśli masz ich sporo, podziel sie i zmień swój wizerunek 🙂

NIE MASZ DŁUGICH WŁOSÓW A CHCESZ POMÓC?

Fundacja Rak’n Roll często kojarzy się ze słynną zbiórką włosów. Jednak fundacja pomaga osobom chorym na raka także na inne sposoby, a jej działalność silnie nastawiona jest na kobiety w ciąży chorujące na nowotwory. Poza włosami możesz przekazać także środki finansowe, np. swój 1% podatku lub po prostu przelać dowolną sumę na konto fundacji. Możesz także zostać wolontariuszem fundacji – aby się zgłosić wypełnij formularz na stronie internetowej. Wspomóc fundację można także kupując produkty z ich aukcji lub strony internetowej, jak również wystawiając charytatywnie rzeczy na aukcję. Ta ostatnia możliwość jest dostępna w serwisie allegro. Szczegóły znajdziesz an stronie fundacji w zakładce „Chcę Pomóc”.

To jak – chcesz pomóc?

The post Gdzie są moje włosy? appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
https://www.feminasum.pl/blog/gdzie-sa-moje-wlosy/feed/ 6
Moje wyjątkowe pacjentki https://www.feminasum.pl/blog/moje-wyjatkowe-pacjentki/ https://www.feminasum.pl/blog/moje-wyjatkowe-pacjentki/#comments Wed, 11 Jul 2018 10:48:13 +0000 http://www.feminasum.pl/?p=2334 W swojej pracy spotykam kobiety w najtrudniejszych i najpiękniejszych momentach ich życia. Wiele z nich zapisało się w mojej pamięci na dłużej. Są to zarówno dobre jak i złe wspomnienia. Nieraz spotykam na swojej drodze osoby wyjątkowo uciążliwe: roszczeniowe, złośliwe i agresywne. O nich już pisałam tu: klik i tu: klik. Dlatego dziś dla równowagi …

The post Moje wyjątkowe pacjentki appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
W swojej pracy spotykam kobiety w najtrudniejszych i najpiękniejszych momentach ich życia. Wiele z nich zapisało się w mojej pamięci na dłużej. Są to zarówno dobre jak i złe wspomnienia. Nieraz spotykam na swojej drodze osoby wyjątkowo uciążliwe: roszczeniowe, złośliwe i agresywne. O nich już pisałam tu: klik i tu: klik. Dlatego dziś dla równowagi napiszę o pacjentach wyjątkowych w dobrym tego słowa znaczeniu. Wyjątkowe pacjentki to te, które zaskakują, wzruszają, wzbogacają moje życie zawodowe ale i mnie jako człowieka, bo w kontakcie z nimi niejednokrotnie sama dużo się uczę. Celowo sięgnę pamięcią baaardzo daleko, nawet kilkanaście lat,  do czasów, kiedy byłam jeszcze studentką czy świeżo upieczoną położną. To pokazuje jak długo pamięta się ludzi wyjątkowych. Świeżymi przygodami podzielę się z Wami w innym wpisie 😉

PZ bardzo dawna… pamiętam niesamowitą kobietę, której w wielu 40 lat udało się zajść w ciążę dzięki technikom wspomaganego rozrodu – po kilkunastu latach starań i kilku nieudanych zabiegach in vitro. Ciąża była powikłana, a ona leżała kilka razy po kilka tygodni na oddziale patologii ciąży. Miała problem z cukrzycą ciążową i nadciśnieniem, potem dołączyła jeszcze niewydolność cieśniowo-szyjkowa i praktycznie leżący tryb życia w ostatnich 2 miesiącach ciąży. Ale ona się nigdy nie skarżyła, nie narzekała, dziękowała wszystkim, którzy walczyli o nią i jej dziecko. Mimo, że tak wiele przeszła nie traciła nadziei i pogody ducha, a na oddziale patologii ciąży była niesamowitym wsparciem dla innych kobiet – tych z zagrażającym poronieniem i porodem przedwczesnym i tych „tylko” z cukrzycą czy nadciśnieniem albo oczekujących na poród po terminie.

Ciąża musiała być rozwiązana cięciem cesarskim w 32 tygodniu. Z kolei po operacji pojawiły się powikłania w mamy – atonia i krwotok. Kobieta straciła dużo krwi, konieczna była transfuzja. Jednak maluch urodził się w niezłym, jak na wcześniaka stanie. Świeżo upieczona mama miała problem z karmieniem piersią, laktacja była opóźniona z powodu operacji, dużego osłabienia, utraty krwi i hektolitrów podanej wcześniej oksytocyny i leków. Mimo to dzielna mama wciąż próbowała przystawić dziecko do piersi. W efekcie wyszła ze szpitala ze zdrowym noworodkiem karmionym wyłącznie piersią.  wtedy jeszcze nie byłam doradcą laktacyjnym, ale byłam pod wielkim wrażeniem! N

Tamta Mama na oddziale położniczym była niesamowitym wsparciem dla innych mam, które czasem chciały się poddać, zrezygnować, czasem brakowało im siły i wiary w siebie. „Jeśli mnie się udało mimo tylu przeciwności, to i tobie musi się udać” – powtarzała. Nie umniejszam problemów mam związanych z tym, że dziecko za długo „wisi na piersi”, za mało śpi czy za dużo płacze, a po porodzie jest krwawienie i brzuch nadal czasem pobolewa. Jednak dla wielu z nich kontakt z osobą, która przeżyła tak wiele w tak krótkim czasie był jak terapia własnych dolegliwości i problemów.

Z takich sytuacji wynoszę przekonanie, że świat i nasze problemy są takie jakimi je postrzegamy. Inaczej widzę własne sukcesy i porażki, szczęścia i nieszczęścia, a inaczej oceni je ktoś inny patrząc z boku.

Do dziś pamiętam także zawsze uśmiechniętą twarz starszej kobiety z oddziału ginekologii onkologicznej. Miała na imię Honorata. Zawsze była życzliwa i miała mnóstwo pozytywnej energii, chociaż zaawansowany proces nowotworowy przysparzał jej wiele bólu. To było kilkanaście lat temu, a ja byłam jeszcze studentką. W czasie praktyk zawodowych spotkałam ją kilka razy. Nauka na tamtym oddziale była wyjątkowo trudna, bo przecież nie wszystko i nie zawsze udawało nam się idealnie, a pacjentki były zwykle cierpiące, przygnębione, często po długiej i uciążliwej hospitalizacji. Tym bardziej często byłam na siebie zła, że nie udało mi się założyć wkłucia za pierwszym razem lub nie zawsze potrafiłam udzielić porady czy pomocy. Pani Honorata była wyjątkowo wyrozumiała. Zawsze pamiętała moje imię. Po wykonanych przeze mnie, często nieperfekcyjnie zabiegach zapewniała, że było idealnie i wcale nie bolało. Pewnie było widać, że starałam się jak mogłam. Będąc studentką miałam ten luksus, że mogłam sobie czasem pozwolić na chwilę rozmowy z pacjentkami oddziału. I chyba te krótkie, kilkuminutowe dialogi najbardziej zapadły mi w pamięć. Zawsze pytałam panią Honoratę o samopoczucie i to, czy czegoś potrzebuje, a ona powtarzała, że jest na tyle dobrze na ile może być i pytała czy mam dziś dużo pracy, czy podoba mi się zawód położnej i jakie mam plany na weekend. Któregoś razu wspomniałam, że wyjeżdżam na weekend w góry. Moja mama nie wie na jaki szczyt mam zamiar wdrapać się tym razem, nie powiedziałam jej, bo bardzo stresują ją moje wyprawy, obawia się o moje życie. Pani Honorata powiedziała wtedy coś, co zapadło mi w pamięć na dobre „jest pani taka młoda, z życia trzeba korzystać. Ja uświadomiłam sobie to dopiero teraz, gdy jest za późno. W obliczu śmierci całe życie staje nam przed oczami i teraz mogę powiedzieć, że żałuję, że się bałam. Udało mi się uniknąć tylu zagrożeń dla życia, a przecież i tak umrę.”

Cały dzień myślałam o tych słowach, bo miały jakąś magiczną moc. Minęło kilkanaście lat, a one do mnie wracają w różnych momentach życia.

Za to kocham swoją pracę – za codzienny kontakt z ludźmi. Różnymi ludźmi w różnych sytuacjach. Czuję, że dzięki temu sama się rozwijam.

Położna pojawia się w życiu kobiety w chwilach, które są ważne, czasem trudne, niekiedy piękne, a innym razem dramatyczne. Myślę, że także niektóre z moich pacjentek pojawiły się w moim życiu po to, aby coś niezwykłego do niego wnieść.

The post Moje wyjątkowe pacjentki appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
https://www.feminasum.pl/blog/moje-wyjatkowe-pacjentki/feed/ 7
Silikonowy odciągacz pokarmu https://www.feminasum.pl/blog/silikonowy-odciagacz-pokarmu/ https://www.feminasum.pl/blog/silikonowy-odciagacz-pokarmu/#comments Thu, 21 Jun 2018 07:31:29 +0000 https://www.feminasum.pl/?p=2578 Silikonowy odciągacz pokarmu często nazywany jest laktatorem, chociaż brak w nim jakiegokolwiek mechanizmu. Jest prosty w obsłudze, skuteczny i kosztuje niewiele. Wciąż nie jest na tyle popularny, na ile powinien być, stąd dzisiejszy wpis. Przedstawiam Wam kolektor mleka. To moje odkrycie ostatnich czasów, podzielę się z Wami moimi doświadczeniami z jego użytkowania przez liczną grupę …

The post Silikonowy odciągacz pokarmu appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
Silikonowy odciągacz pokarmu często nazywany jest laktatorem, chociaż brak w nim jakiegokolwiek mechanizmu. Jest prosty w obsłudze, skuteczny i kosztuje niewiele. Wciąż nie jest na tyle popularny, na ile powinien być, stąd dzisiejszy wpis. Przedstawiam Wam kolektor mleka. To moje odkrycie ostatnich czasów, podzielę się z Wami moimi doświadczeniami z jego użytkowania przez liczną grupę moich pacjentek.

SILIKONOWY ODCIĄGACZ POKARMU – CZYM JEST?

Silikonowy odciągacz pokarmu poznałam jakiś czas temu. Pierwszy raz spotkałam się z nim w domach moich pacjentek. Wtedy jeszcze importowały go aż z Chin, dziś jest już dostępny także w Polsce. Miałam okazję wielokrotnie przetestować taki kolektor mleka na swoich pacjentkach i jestem zachwycona prostotą, a jednocześnie skutecznością tego urządzenia.  Chociaż w sumie nawet trudno mówiąc o „urządzeniu”, ponieważ silikonowy odciągacz pokarmu, znany również jako magiczna buteleczka na mleko matki, jest po prostu małą silikonową bańką z kielichem takim jak przy laktatorze.  Wygląda tak:

Nie ma w nim żadnego mechanizmu, nie potrzebuje baterii, prądu i można go użyć w każdej sytuacji i w każdym miejscu. A co najlepsze bardzo często okazuje się że jest skuteczniejszy w odciąganiu mleka niż elektryczny laktator! Zdarzało się, że mamy które uznawały, że ich piersi są odporne na laktator świetnie radziły sobie właśnie przy użyciu kolektora pokarmu. Oczywiście nigdy nie jest tak, że jedno rozwiązanie jest jednakowo skuteczne u każdego ale nigdy nie spotkałam się z sytuacją aby magiczna buteleczka była całkowicie nieskuteczna.

JAK TO DZIAŁA?

Silikonowy odciągacz pokarmu nie tylko zbiera mleko wypływające z piersi ale też pod ciśnieniem delikatnie odciąga zwłaszcza, jeśli z drugiej piersi je dziecko lub podłączony jest laktator.

Silikonowy odciągacz mleka często stosowały moje pacjentki u których w czasie karmienia jedną piersią, w drugiej pojawiał się dość spory wypływ. Buteleczkę kupiły do „zbierania pokarmu”, aby go nie marnować. Szybko okazywało sie jednak, że kolektor pokarmu również całkiem nieźle odciągał pokarm. Takie odciąganie mleka jest bardzo proste i nie wymaga użycia rąk, do tego, jak wspominałam, można stosować kolektor pokarmu przy jednoczesnym odciąganiu laktatorem drugiej piersi lub karmieniu dziecka.

Ssanie przez dziecko lub odciąganie laktatorem stymuluje wypływ do magicznej buteleczki ale również działa to w drugą stronę – magiczna buteleczka przyssana do piersi może zwiększać ilość pokarmu odciąganego laktatorem (moja obserwacja), a więc pewnie także tą zjedzoną przez dziecko.

Odciąganie mleka w czasie karmienia wygląda tak:

Podkreślam, że nie widziałam nigdy badań naukowych na ten temat, póki co wynika to jedynie z mojej obserwacji.

GDZIE KUPIĆ? JAKA CENA?

Bardzo dużym plusem takiej metody odciągania jest cena. Niewiele mamy do stracenia, warto spróbować. Buteleczkę można kupić tu: www.mami-sklep.pl lub na allegro: http://allegro.pl/silikonowy-odciagacz-mleka-laktator-od-importera-i7086860348.html

Moja recenzja kolektora pokarmu jest zapewne dla niego reklamą, więc przy okazji dla moich pacjentek oraz czytelniczek Feminasum dostępna jest 15% zniżka na zakup magicznej buteleczki w mami-sklepie (na allegro niestety sie nie da, wiec lepiej skorzystać ze sklepu). Aby uzyskać rabat w czasie zakupu wystarczy wpisać kod: feminasum. Kod należy wpisać po dodaniu produktów do koszyka w czasie finalizacji zakupu.

Jeśli któraś z Was skorzystała już z kolektora pokarmu, podzielcie się swoimi doświadczeniami i opiniami.

The post Silikonowy odciągacz pokarmu appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
https://www.feminasum.pl/blog/silikonowy-odciagacz-pokarmu/feed/ 13
Rozmnażaj się jak królik – jak z Polaków kpi Narodowy Program Zdrowia https://www.feminasum.pl/blog/rozmnazaj-sie-jak-krolik-jak-z-polakow-kpi-narodowy-program-zdrowia/ https://www.feminasum.pl/blog/rozmnazaj-sie-jak-krolik-jak-z-polakow-kpi-narodowy-program-zdrowia/#comments Mon, 22 Jan 2018 17:37:40 +0000 https://www.feminasum.pl/?p=2511 Narodowy Program Zdrowia zachęca Polaków, aby rozmnażali się jak króliki. W kampanii promocyjnej, która kosztowała kilka milionów występuje liczna królicza rodzina, zachęcająca ludzi do takiej samej bezmyślnej prokreacji nastawionej na ilość, nie jakość. Po raz kolejny polska rodzina została ośmieszona i poniżona, a młodzi Polacy potraktowani jak bezmyślna masa, którą można dowolnie kształtować poprzez nakazy, …

The post Rozmnażaj się jak królik – jak z Polaków kpi Narodowy Program Zdrowia appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
Narodowy Program Zdrowia zachęca Polaków, aby rozmnażali się jak króliki. W kampanii promocyjnej, która kosztowała kilka milionów występuje liczna królicza rodzina, zachęcająca ludzi do takiej samej bezmyślnej prokreacji nastawionej na ilość, nie jakość. Po raz kolejny polska rodzina została ośmieszona i poniżona, a młodzi Polacy potraktowani jak bezmyślna masa, którą można dowolnie kształtować poprzez nakazy, zakazy, sugestie i datki. O ile program 500+ niektórym przypadł do gustu, o tyle kolejny pomysł, mający wpłynąć na zwiększenie przyrostu naturalnego nie został już przyjęty tak entuzjastycznie. Pewne granice teraz z całą pewnością zostały przekroczone.

ROZMNAŻAJ SIĘ JAK KRÓLIK – CZYLI NARODOWY PROGRAM ZDROWIA PO POLSKU

Do prima aprilis jeszcze daleko, a Narodowy Program Zdrowia, zachęcający Polaków do rozmnażania jak króliki brzmi jak żart. Dość kosztowny, dlatego mało śmieszny. Film pełen puchatych króliczków ukazał się jakiś czas temu w mediach i wywołał niezłą burzę. Jeśli ktoś jeszcze go nie widział, jest dostępny poniżej:

Próbowałam podejść do tego na różne sposoby. Na początku z poczuciem humoru – niestety w tym wypadku mi go zabrakło. Pewnie nie tylko ja wyobraziłam sobie na co w Polsce przeznacza się kasę z naszych podatków. Teraz będę je płacić z jeszcze większym bólem serca. Smutna polska rzeczywistość.

Jeśli z kolei spróbowałam podejść do tego na serio, tak samo jak serio powinien być program rządowy i wydane na ten cel pieniądze – poczułam zażenowanie i…. złość. Bo w kraju, w którym brakuje pieniędzy na opiekę medyczną, w którym cały system jest niewydolny, a zdrowie Polaków poważnie zagrożone, w tym kraju kilka milionów złotych wydano na bajkę o króliczkach!

BEZMYŚLNE ROZMNAŻANIE NA ZDROWIE?

Swoją drogą namowa do bezmyślnej prokreacji zdecydowanie nie ma nic wspólnego z promocją zdrowia, a wręcz przeciwnie. To wydaje się oczywiste. Jednak nie dla Ministerstwa Zdrowia. Oczywiście można dopatrywać się w treści spotu informacji o tym, że trzeba żyć zdrowo, aby móc zostać rodzicem ale… nie sądzicie, że to zbyt oczywiste, aby wydawać na szerzenie tej wiedzy tajemnej taką kasę? Większość osób odbiera spot negatywnie, nie bez powodu jest on wyśmiewany czy atakowany. Porównanie do królików jest wyjątkowo nietrafione, a sama forma spotu infantylna (delikatnie rzecz ujmując).

Na ministerialnej stronie można znaleźć informacje o Narodowym Programie Zdrowia:

Narodowy Program Zdrowia jest dokumentem strategicznym dla zdrowia publicznego, a więc podstawą działań w tym zakresie. Cele NPZ to przede wszystkim:
– wydłużenie życia Polaków,
– poprawa jakości ich życia związanej ze zdrowiem,
– ograniczanie społecznych nierówności w zdrowiu.

Teraz spróbujmy to odnieść do dużej dzietności… Kilka(naście) porodów raczej żadnej kobiecie życia nie wydłużyło, nie poprawiło jakości związanej ze zdrowiem, a z całą pewnością nie ograniczyło społecznych nierówności w zdrowiu. Króliczkowa kampania Narodowego Programu Zdrowia jest więc dokładnym zaprzeczeniem jego podstawowych założeń. W moim odczuciu ta kampania promuje ryzykowne i szkodliwe zachowania zdrowotne.

DLACZEGO POLACY NIE MAJĄ WIĘCEJ DZIECI?

Z całą pewnością nie z braku kolejnych żenujących programów Ministerstwa Zdrowia. Polacy nie decydują się na dzieci lub na kolejne dzieci głównie ze względów finansowych. I program 500+ raczej niewiele tu zmieni, bo 500zł to wbrew pozorom datek niewielki w stosunku do potrzeb. Nie dziwi więc fakt, że Polacy w Anglii czy innych krajach, zapewniających kompleksową opiekę socjalną rodzinie, mają znacznie więcej dzieci niż w rodzimym kraju.

Skutkiem niskich zarobków jest zła sytuacja mieszkaniowa, brak poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa, co nie sprzyja zakładaniu rodziny.

Dodatkowo w Polsce bardzo utrudnia się założenie rodziny ludziom przedsiębiorczym, a matki prowadzące własną działalność są zwyczajnie dyskryminowane.

NIE MYŚL, ROZMNAŻAJ SIĘ

Oczywiście, można także nie myśleć o przyszłości swojej i swojej rodziny i radośnie rozmnażać się do woli, jak głosi „Narodowy Program Zdrowia”. Ale potem mogą pojawić się problemy zarówno z finansami jak i zdrowiem. Liczne porody są obciążeniem dla organizmu kobiety, zwiększają też ryzyko powikłań w okresie okołoporodowym w kolejnych ciążach. Zważywszy na odsetek cięć cesarskich w Polsce w ostatnich latach oraz tendencji wzrostowej tego zjawiska, można założyć, że skutki zakładania bardzo licznych rodzin byłyby jeszcze poważniejsze jeśli chodzi o względy zdrowotne.

Infantylna kampania z króliczkami w roli głównej jest odzwierciedleniem stosunku Ministerstwa do Polaków, ich inteligencji i zdrowia. Moim zdaniem poziom tego przekazu jest żenujący. Nie tędy droga do zwiększenia przyrostu naturalnego. Swoją drogą nie tylko ilość dzieci powinna mieć znaczenie…

The post Rozmnażaj się jak królik – jak z Polaków kpi Narodowy Program Zdrowia appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
https://www.feminasum.pl/blog/rozmnazaj-sie-jak-krolik-jak-z-polakow-kpi-narodowy-program-zdrowia/feed/ 17
Jak rodzą się dzieci na przestrzeni czasu? https://www.feminasum.pl/blog/rodza-sie-dzieci-przestrzeni-czasu/ https://www.feminasum.pl/blog/rodza-sie-dzieci-przestrzeni-czasu/#comments Mon, 18 Sep 2017 15:40:19 +0000 http://www.feminasum.pl/?p=2418 Zastanawiałaś się jak rodziła Twoja babcia, jak Ty przyszłaś na świat, jak urodzą się Twoje wnuki? Dziś porodom w krajach rozwiniętych towarzyszy rozwinięta medycyna. Z jednej strony to dobrze, bo w sytuacji zagrożenia zwykle udaje się uratować i matkę i dziecko, z drugiej, poród to intymny akt, a daleko posunięta medykalizacja odbiera mu pierwotną naturalność. …

The post Jak rodzą się dzieci na przestrzeni czasu? appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
Zastanawiałaś się jak rodziła Twoja babcia, jak Ty przyszłaś na świat, jak urodzą się Twoje wnuki?

Dziś porodom w krajach rozwiniętych towarzyszy rozwinięta medycyna. Z jednej strony to dobrze, bo w sytuacji zagrożenia zwykle udaje się uratować i matkę i dziecko, z drugiej, poród to intymny akt, a daleko posunięta medykalizacja odbiera mu pierwotną naturalność. Wiele kobiet, wracając do instynktu i wiary we własną kobiecość odwraca się od tego trendu i decyduje na poród domowy bez żadnych ingerencji. Nasze babki rodziły zupełnie inaczej niż my i co ciekawe mimo, iż ryzyko okołoporodowe było dużo większe, samemu rodzeniu i wychowaniu towarzyszył mniejszy lęk. Być może dlatego, że rodzenie było zwyczajnie częścią życia, czymś naturalnym i nie wymagało „filozofii” i rozmyślań, a młode mamy miały wsparcie tych starszych i bardziej doświadczonych.

RODZINA WIELODZIETNA – Z WYBORU CZY KONIECZNOŚCI?

Kiedyś rodziny były bardzo liczne. Nasze prababki miały często po kilkanaścioro dzieci. Rodziły w domach, bez opieki medycznej lub w towarzystwie akuszerki, czerpiącej głównie z medycyny ludowej. Śmierć lub kalectwo dziecka z powodu powikłań porodowych lub częstych wówczas chorób zakaźnych były dość częstym zjawiskiem. Można pomyśleć, że z tego powodu rodziny były tak liczne. Główna przyczyna była jednak znacznie bardziej prozaiczna – był nią brak skutecznej antykoncepcji.

Obecnie najpopularniejszy jest model rodziny z jednym lub dwójką dzieci. Porody odbywają się głównie w szpitalach, w otoczeniu sprzętu medycznego monitorującego przebieg porodu i pozwalającego na udzielenie pomocy w razie powikłań. Dzięki dobrym warunkom życia i powszechnym szczepieniom ochronnym ryzyko choroby zakaźnej, wraz z jej powikłaniami i zgonem jest niewielkie.

Oczywiście są też choroby, na które nie da się zaszczepić, których nie da się przewidzieć i uniknąć. Istnieją natomiast sposoby, aby zabezpieczyć się na taką ewentualność. Całkiem niedawno pisałam o bankowaniu krwi pępowinowej. To stosunkowo nowa możliwość zabezpieczenia swojego dziecka (ale często także rodzeństwa czy nawet rodziców) na wypadek poważnej choroby. Warto ją rozważyć, pomimo niemałych kosztów zwłaszcza wtedy, gdy w rodzinie występują np. choroby nowotworowe lub inne schorzenia, które są leczone dzięki komórkom macierzystym.

Tak zaawansowana medycyna jeszcze niedawno była trudna do wyobrażenia, dziś jest rzeczywistością. O ile zaawansowane metody diagnostyki i leczenia są niewątpliwym osiągnięciem medycyny, o tyle medykalizacja ciąży i porodu są skutkami ubocznymi utrudniającymi większości kobiet okres okołoporodowy.

CIĘCIE CESARSKIE

Pierwsze cięcia cesarskie wykonywano w starożytnym Rzymie na martwych kobietach w ciąży, gdyż prawo zakazywało pochowania matki wraz z dzieckiem w łonie. Cięcia cesarskie wykonywane na żywych kobietach, które skutkowały wydobyciem żywego dziecka zwykle i tak ostatecznie kończyły się śmiercią matki. Następowała ona w pierwszych minutach i godzinach po operacji wskutek krwotoku wewnętrznego. Kiedy nauczono się ograniczać krwawienie szyjąc odpowiednio rany, zwłaszcza te na macicy, większość matek i tak umierała w ciągu kilku – kilkunastu dni z powodu zakażenia.

Cięcia cesarskie jeszcze 20-30 lat temu należały do rzadkości i były związane ze sporym ryzykiem powikłań dla matki i dziecka ze względu na technikę operacji oraz znieczulenie ogólne, które było wówczas jedynym stosowanym do operacji.

Obecnie cięcia cesarskie są stosunkowo bezpieczne, dzięki zachowaniu zasad aseptyki, nowoczesnych rozwiązań chirurgicznych i znieczulenia regionalnego. Ryzyko powikłań dla matki i dziecka jest oczywiście wciąż znacząco wyższe niż po porodzie naturalnym. Mimo to oprócz operacji ze wskazań medycznych zdarzają się także cięcia cesarskie na życzenie kobiety.

PORODY NASZYCH BABĆ, MAM, NASZE I NASZYCH DZIECI

Porody naszych babć były z pewnością obarczone sporym ryzykiem okołoporodowym. Jeszcze 100 lat temu medycyna nie znała rozwiązań na większość okołoporodowych powikłań lub co gorsza stosowano różne metody „wspomagające poród”, które ostatecznie okazały się być zdecydowanie większym zagrożeniem niż korzyścią. Jednak w tamtych czasach kobietom nikt nie odbierał kompetencji i wiary w to, że mogą urodzić swoje dzieci. Poród był zjawiskiem intymnym, naturalnym i … kobiecym, bo obecność ojca przy porodzie raczej się nie zdarzała.

Jeśli masz jeszcze babcię, zapytaj ją o poród. Nawet jeśli ma już słabą pamięć, swoje porody pamięta niemal na pewno.

A jakie wspomnienia z porodu ma Twoja mama?

W czasach PRL umieralność okołoporodowa była zdecydowanie niższa niż przed wojną. Jednak życie kobiet wcale nie stało się łatwiejsze. O szpitalach położniczych z tamtych czasów do dziś krążą legendy. Kobiety rodziły na wieloosobowych salach, gdzie łóżka oddzielone były tylko parawanem, a przez cały czas porodu nie można było wstać nawet do toalety. Zakazywano także jedzenia i picia. Oczywiście o obecności bliskiej osoby w szpitalu nie mogło być mowy ani w czasie porodu ani też na oddziale położniczym.

Rozdzielano matki i dzieci, przynosząc maluchy jedynie na karmienie – regularnie co 3 godziny niezależnie od potrzeb dziecka. W ten sposób podstawowe potrzeby noworodka – bliskość i karmienie na czas, nie były zaspokajane.

Współczesne matki mają dużo więcej szczęścia, ponieważ poród rodzinny jest dziś normą, szpitale dysponują salami jednoosobowymi, zapewniającymi intymność. W wielu szpitalach można także skorzystać ze znieczulenia do porodu oraz licznych niefarmakologicznych metod łagodzenia bólu. Poród w naturalnej, wertykalnej pozycji nie jest także niczym nadzwyczajnym.

Noworodki po porodzie są cały czas z mamami, pieszczone i karmione na żądanie. Zaraz po porodzie zapewnia się im kontakt ze skórą matki i wtedy mają szansę po raz pierwszy przyssać się do piersi.

Naszym oddziałom do ideału wiele brakuje ale patrząc na to, jak szybko zmieniają się warunki, w jakich rodzimy, można przypuszczać, że będzie tylko lepiej.

Sądzę, że obecnie opieka okołoporodowa rozwija się w jednym z dwóch kierunków – powrotu do natury lub dalszej medykalizacji. Wiele zależy od poziomu świadomości i oczekiwań społeczeństwa, więc w pewnym stopniu dalszy los porodów w Polsce jest e naszych rękach.

The post Jak rodzą się dzieci na przestrzeni czasu? appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
https://www.feminasum.pl/blog/rodza-sie-dzieci-przestrzeni-czasu/feed/ 24
Bezczelne reklamy mleka modyfikowanego https://www.feminasum.pl/blog/bezczelne-reklamy-mleka-modyfikowanego/ https://www.feminasum.pl/blog/bezczelne-reklamy-mleka-modyfikowanego/#comments Wed, 16 Aug 2017 16:38:31 +0000 http://www.feminasum.pl/?p=2383 Nie ma się co oszukiwać, mleko modyfikowane jest reklamowane mimo wszelkich rekomendacji i zakazów. I to nie tylko to dla dzieci powyżej szóstego miesiąca życia. Zresztą co to za różnica? Dla rodzica prawie żadna! Reklamowane jest konkretne mleko modyfikowane i nie ma znaczenia czy jest ono w reklamie oznaczone cyfrą 1, 2 czy 3. Mleko …

The post Bezczelne reklamy mleka modyfikowanego appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
Nie ma się co oszukiwać, mleko modyfikowane jest reklamowane mimo wszelkich rekomendacji i zakazów. I to nie tylko to dla dzieci powyżej szóstego miesiąca życia. Zresztą co to za różnica? Dla rodzica prawie żadna! Reklamowane jest konkretne mleko modyfikowane i nie ma znaczenia czy jest ono w reklamie oznaczone cyfrą 1, 2 czy 3. Mleko modyfikowane to mleko modyfikowane! Rodzic zapamięta markę, nie numerek. W dodatku mieszanka przedstawiana jest jako zdrowe żywienie i to co najlepsze dla dziecka.

SZTUCZNA MIESZANKA – ALTERNATYWA DLA MLEKA MATKI?

Nigdy! Nie jesteśmy w stanie w laboratorium odtworzyć nawet połowy składników mleka matki. W reklamach telewizyjnych możemy zobaczyć kochającą mamę karmiącą dziecko mlekiem modyfikowanym, a cały obrazek opatrzony jest komentarzem o tym, że matka wie, co dla dziecka jest najlepsze i jak wspierać jego rozwój. Wspieranie rozwoju poprzez… żywienie sztuczne?  Kochasz – karmić (tak jak możesz i potrafisz), ale granie na emocjach w reklamie mleka sztucznego to w moim odczuciu przesada. Oczywiście, że każda matka kocha swoje dziecko ale wyrazem tego z pewnością nie jest sposób żywienia, zwłaszcza TĄ KONKRETNĄ mieszanką. Większość matek podaje mleko sztuczne, bo nie potrafiły poradzić sobie inaczej, nie uzyskały pomocy w karmieniu piersią i z wielu innych powodów, a naprawdę bardzo rzadko z wyboru czy niewiedzy.  Kochająca matka… czyli miłość można mierzyć sposobem karmienia? Bez przesady! Doskonale wiemy, że każda matka chce dla dziecka jak najlepiej i sugerowanie, że „najlepiej” podać mieszankę określonej firmy jest dla mnie nie do przyjęcia.  Zalety produktu można pokazać w mniej rażący sposób. Poza tym prawda jest taka, że każda mieszanka zawiera praktycznie to samo, bo normy dotyczące ich składu są bardzo wąskie.

Jednak producenci mieszanek wprowadzają w błąd, i to delikatnie mówiąc, bo wielokrotnie też spotkałam się z reklamą bezczelną i przekraczającą wszelkie granice. Zgodnie z Kodeksem Marketingu Produktów Zastępujących Mleko Kobiece do rodziców nie powinna docierać reklama mleka modyfikowanego dla dzieci do szóstego miesiąca życia. Jak już wspominałam powyżej to właściwie niewiele zmienia. Producenci przedstawiają dokładnie taką samą mieszankę tylko przeznaczoną dla nieco starszych niemowląt.

Reklamy mieszanek są dostępne na wielu konferencjach dla położnych, domyślam się że także na tych dla lekarzy. Profesjonaliści zwykle nie są naiwni i z dużym przymrużeniem oka traktują wymienione przez sprytnych marketingowców zalety mleka modyfikowanego. Wracając więc do reklam dla rodziców…

MIESZANKA TAKA JAK MLEKO MAMY?

Na jednej z konferencji dla rodziców przedstawicielka znanej marki mleka modyfikowanego próbowała przekonywać rodziców, że praktycznie każdy zawarty w mieszance składnik jest „dokładnie taki sam jak w mleku matki”. Notorycznie używała właśnie tego sformułowania „dokładnie taki jak w mleku matki”. Jak to działa na psychikę? Moim zdaniem to jest perfidna manipulacja. Przedstawicielka firmy poddawała jej każdego rodzica, który podszedł do stoiska. Kiedy rodzice weszli do sali wykładowej podeszłam do przedstawicielki i zapytałam dlaczego stosuje uparcie właśnie takie sformułowania. Kobieta była wielce oburzona i nadal twierdziła, że wszystkie składniki mieszanki są dokładnie takie jak w mleku matki. Nie dość, że takie twierdzenie jest dalekie od prawdy, to jeszcze zapomniała dodać, że większości składników mleka matki w tej mieszance nie ma w ogóle i pewnie nigdy nie będzie.

Nikt nie sprawdza tego jaki przekaz proponują przedstawiciele handlowi firm produkujących mleko modyfikowane w bezpośrednim kontakcie z rodzicami, tego się nie da udowodnić i tylko dlatego nie podaje nazwy marki, o którą chodzi.

W rozmowie przedstawicielki z rodzicami bardzo często pojawiało się także sformułowanie „gdyby jednak nie mogła pani karmić piersią”. Dlaczego miałaby nie móc? Dlaczego kobiecie w ciąży co najmniej 5 razy powtórzono, że być może nie będzie mogła karmić piersią? Do tego słowa „wiele matek nie może karmić piersią”, jakby usprawiedliwiające ewentualne szybkie podanie mm, bo przecież pewnie jesteś w tej grupie, która „nie może”.

MAMA KARMI PIERSIĄ, TATA PODAJE BUTELKĘ

Chamski marketing jest, był i będzie. Pewnie mój wpis też tego nie zmieni. Dlaczego więc go popełniam? Otóż parę dni temu, na jednej z grup facebookowych rozgorzała dyskusja wokół reklamy mleka modyfikowanego firmy Nestle. Akurat trwał tydzień karmienia piersią.

Z tej okazji powinniśmy spotykać się z akcjami promującymi i wspierającymi karmienie naturalne, a tu taka niespodzianka: producent mleka Nan promuje swój produkt jako alternatywę dla karmienia naturalnego. Reklama bije po oczach:

Bezczelne reklamy mleka modyfikowanego

„Mama karmi piersią, tata podaje butelkę” – co to do cholery ma być? Oburzone matki postanowiły napisać wiadomość w tej sprawie do przedstawiciela firmy, zajmującego się facebookowym fanpagiem Nestle – zdrowy start w przyszłość (już sama nazwa fanpaga jest irytująca, czyż nie?), na którym pojawiła się ta żenująca reklama. Jedna z mam przesłała treść swojej wiadomości na facebooku oraz odpowiedź wysłaną automatycznie z fanpaga Nestle.

Żeby nie wklejać niezliczonej ilości screenów, napiszę, że odpowiedź na tę wiadomość brzmiała tak:

Justyno, w pełni popieramy stanowisko Światowej Organizacji Zdrowia, która zaleca wyłączne karmienie piersią przez pierwsze 6 miesięcy życia. Uważamy, że karmienie piersią jest najlepszym sposobem żywienia niemowląt i powinno być kontynuowane tak długo jak to możliwe. Najlepszym i najbardziej wartościowym pokarmem dla niemowląt jest mleko matki. Zaspokaja ono w pełni potrzeby organizmu malca zapewniając mu niezbędne składniki odżywcze, wzmacnia także system odpornościowy dziecka chroniąc przed chorobami i infekcjami. Promujemy karmienie piersią i czujemy się zobligowani do przestrzegania postanowień przyjętych przez WHO. W konsekwencji nie oferujemy bezpłatnych lub po obniżonej cenie preparatów do początkowego żywienia niemowląt oraz ich próbek. Dodatkowo, respektujemy również zakaz reklamy tych produktów. Oprócz tego rokrocznie wspieramy Światowy Tydzień Karmienia piersią na Facebooku na naszym profilu Nestlé Zdrowy Start w Przyszłość. Treści promujące karmienie piersią można także znaleźć na naszej stronie internetowej www.zdrowystartwprzyszlosc.pl. Każdy Rodzic jest świadomy i to on podejmuje decyzje, jak karmi swoje maleństwo na różnych etapach jego życia. Niektóre mamy wracają do pracy po 6. miesiącu życia dziecka i chcą połączyć karmienie piersią z mlekiem modyfikowanym, inne chcą karmić w sposób mieszany, czyli pierś i butelka w parze, z innych powodów. Uważamy, że mają prawo do pełnej informacji o każdym ze sposobów karmienia, a także do świadomego wyboru, co do sposobu, w jaki żywią swoje dziecko.

 

Jako doradca laktacyjny, położna, kobieta, nie godzę się na tak bezczelne reklamy. Wiem też, że nie ma sensu rozmawiać z producentem. Dlatego zdecydowałam się na ten wpis wraz z podaniem marki mleka i miejsca gdzie można znaleźć reklamę. Producent mleka modyfikowanego wspiera karmienie naturalne? Czyli woli nie zarabiać? Przezabawne. Pod przykrywką  promocji karmienia piersią przemyca się reklamę mieszanki, to popularne zagranie marketingowe. W dodatku za stronie Nestle można znaleźć stek bzdur o karmieniu piersią, takich jak dieta matki karmiącej, która rzekomo powinna wystrzegać się cukru i kapusty oraz innych potraw wzdymających. Ręce opadają. No ale raczej nikt nie przykłada uwagi do jakości porad na temat czegoś, co jest zagrożeniem dla sprzedaży produktu.

Wracając do reklamy…  mama karmi piersią, tata podaje butelkę, ale… butelką można podać też odciągnięte mleko mamy. Przecież mieszanka jest skrajną ostatecznością wtedy, kiedy matka naprawdę nie chce lub nie może karmić piersią. Mleko modyfikowane nie jest alternatywą dla taty żeby też mógł karmić dziecko, alternatywne mogą być metody podania mleka, a nie jego rodzaj. Oczywiście, na fanpagu Nestle pada pytanie czy karmisz mieszanie czy odciąganym mlekiem ale moim zdaniem odbiór i tak jest tylko jeden… a może się mylę i to tylko moje wrażenie?

Agresywny marketing sztucznych mieszanek powoduje, że jeszcze bardziej ostrożnie podchodzę do samych produktów i ich jakości. Rodzice również są na szczęście coraz bardziej ostrożni w interpretacji reklam, a mimo to reklamy wciąż działają, nie bez powodu idą za nimi olbrzymie pieniądze. Reklamy mleka modyfikowanego coraz częściej są agresywne, nachalne i … zwyczajnie nieprawdziwe. Warto zachować zdrowy rozsądek, a może i reagować…?

Swoją drogą jest duże ryzyko, że reklama mieszanki właśnie wyświetla Ci się mniej więcej na początku tekstu (a google daje możliwość blokowania reklam alkoholu ale mieszanek juz nie!), co w kontekście tego wpisu jest nieco zabawne. Widzisz to? Ja TAK 😉

 

The post Bezczelne reklamy mleka modyfikowanego appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
https://www.feminasum.pl/blog/bezczelne-reklamy-mleka-modyfikowanego/feed/ 48
Miesiączka to zło? Niefortunna wypowiedź ginekologa hitem Internetu https://www.feminasum.pl/blog/miesiaczka-to-zlo-niefortunna-wypowiedz-ginekologa-hitem-internetu/ https://www.feminasum.pl/blog/miesiaczka-to-zlo-niefortunna-wypowiedz-ginekologa-hitem-internetu/#comments Tue, 27 Jun 2017 20:13:45 +0000 http://www.feminasum.pl/?p=2340 Miesiączka to zło! Na szczęście można się jej pozbyć i to w każdym wieku! Są na to metody, np. termoablacja, czyli „wypalenie” śluzówki macicy. Ewentualnie można jak najszybciej zajść w ciążę, a następnie w kolejną zaraz po urodzeniu dziecka i tak do końca okresu płodności czyli przez jakieś 30-40 lat. Brzmi niedorzecznie? A jednak są …

The post Miesiączka to zło? Niefortunna wypowiedź ginekologa hitem Internetu appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
Miesiaczka to zło! Niefortunna wypowiedź ginekologa hitem InternetuMiesiączka to zło! Na szczęście można się jej pozbyć i to w każdym wieku! Są na to metody, np. termoablacja, czyli „wypalenie” śluzówki macicy. Ewentualnie można jak najszybciej zajść w ciążę, a następnie w kolejną zaraz po urodzeniu dziecka i tak do końca okresu płodności czyli przez jakieś 30-40 lat. Brzmi niedorzecznie? A jednak są to twierdzenia lekarza, ginekologa, który występuje w roli eksperta w śniadaniowej telewizji.

Ginekolog Tomasz Zając, ekspert porannego programu „Pytanie na Śniadanie” miał opowiadać o faktach i mitach związanych z miesiączką. Wydaje się, że to temat neutralny, a jednak cytaty z tego krótkiego wywiadu obiegły już całą Polskę, krążą w mediach społecznościowych, na portalach internetowych i co ciekawe bywają różnie interpretowane. Nie sposób przejść obojętnie obok zjawiska tak zaskakującego jak wypowiedź ginekologa, który sam siebie nazywa „zaciekłym nieprzejednanym wrogiem miesiączki” oraz twierdzi, że „kobieta bez miesiączki jest kobietą luksusową i na to zasługuje”.

Słuchając tego wywiadu po raz pierwszy czułam się zażenowana i byłam nie mniej zdziwiona niż prowadząca, która rozmawiała z ginekologiem – ekspertem. Potem przesłuchałam nagranie jeszcze raz i przez dłuższą chwilę zastanawiałam się jaki był cel tej wypowiedzi. Czy to wyjątkowo źle przekazany komunikat, nieporozumienie? A może ginekolog chciał przekazać jak współczuje kobietom, że są… kobietami? Padło nawet sformułowanie „uciążliwe życie kobiece” w kontekście miesiączkowania. Miesiączka do przyjemności nie należy ale jednocześnie jest naturalnym zjawiskiem i skutkiem hormonozależnych przemian w obrębie błony śluzowej macicy. Te same hormony odpowiadają również za przebieg cyklu owulacyjnego, który opisywałam już kiedyś tutaj. Hamowanie tego naturalnego procesu zawsze wiąże się z ryzykiem wystąpienia objawów niepożądanych, czasem zdecydowanie bardziej dokuczliwych niż miesiączka, a niekiedy wręcz niebezpiecznych.

Ginekolog Tomasz Zając jako propozycję poradzenia sobie z miesiączką podał… termoablację! Cóż to takiego? Termoablacja to zastosowanie lasera, który rozgrzewa tkankę do bardzo wysokiej temperatury, powodującej jej martwicę. Zabieg stosuje się w wyjątkowych sytuacjach jako alternatywę dla usunięcia macicy, przy dużych krwawieniach u kobiet, które nie planują już ciąży, sytuacjach, gdy wymagane leczenie hormonalne nie jest możliwe. Jest on związany z takimi skutkami ubocznymi jak zapalenie endometrium, krwiaki, urazy termiczne czy przebicie ściany macicy.

Mimo tak absurdalnych wątków w wypowiedzi ginekologa, udało mi się znaleźć także głosy poparcia np. na stronie polityka.pl w artykule Joanny Gierak-Onoszko: „Kobieta bez miesiączki jest kobietą „luksusową”? Tak, bo ma kontrolę nad swoją rozrodczością”. Już sam tytuł pokazuje punkt widzenia autorki, który po części rozumiem ale nie do końca się z nim zgadzam. Bo o ile antykoncepcja rzeczywiście daje kontrolę nad swoją rozrodczością, o tyle można dyskutować komu ten fakt przynosi korzyści, a komu kolejne niedogodności. Nie da się bowiem ukryć, że stosowanie antykoncepcji hormonalnej nie jest obojętne dla zdrowia i samopoczucia. Stosując środki hormonalne w celu  uniknięcia nieprzyjemności związanych z miesiączką, można więc wpaść z deszczu pod rynnę, jeśli okaże się, że skutki uboczne stosowania takiej metody są bardziej nieprzyjemne niż sama miesiączka. Powstaje też pytanie czy kobieta stosując antykoncepcję hormonalną jest wolna i wyzwolona, czy po prostu bardziej przystępna? Współżyją dwie osoby, a konsekwencje fizyczne i tak zawsze spadają na kobietę – czy to w postaci skutków antykoncepcji hormonalnej czy też ciąży. Biologię nie do końca da się oszukać.

Być może ekspert śniadaniówki „chciał dobrze”, ale skutki widzimy – ogólne oburzenie. Trudno dziwić się takiej reakcji, zwłaszcza ze strony kobiet.  Decyzja o stosowaniu lub niestosowaniu antykoncepcji powinna należeć do kobiety. Rolą ginekologa jest pomoc w doborze odpowiedniej metody, opieka medyczna i udzielanie wyczerpującej informacji. Jednak określanie kobiety bez miesiączki „luksusową” jest oceniające i wartościujące zarówno w stosunku do tych pań, które miesiączkują jak tych, które z różnych względów miesiączek nie mają.

Na koniec przypomnę, że ja również byłam gościem Pytania na Śniadanie, dlatego mimo wszystko staram się zrozumieć całą sytuację. Doskonale wiem, jaki pośpiech panuje w studio i że bardzo trudno jest w tak krótkim czasie programu na żywo wyrazić swoje zdanie tak, aby zrozumiano nasze intencje. W przypadku pana Zająca chyba wyszło nie najlepiej. Za to plusem całej sytuacji jest to, że o miesiączce wreszcie mówi się głośno.

The post Miesiączka to zło? Niefortunna wypowiedź ginekologa hitem Internetu appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
https://www.feminasum.pl/blog/miesiaczka-to-zlo-niefortunna-wypowiedz-ginekologa-hitem-internetu/feed/ 11
Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong https://www.feminasum.pl/blog/rodzicielstwo-bliskosci-w-plemieniu-hmong/ https://www.feminasum.pl/blog/rodzicielstwo-bliskosci-w-plemieniu-hmong/#comments Fri, 05 May 2017 14:49:57 +0000 http://www.feminasum.pl/?p=2291 Kobiety z plemienia Black Hmong nie korzystają z ciążowych „L-czwórek”, urlopów macierzyńskich, nie boją się porodu, a ciążę uznają za „normalny stan kobiety”. Dzieci Hmongów prawie nie płaczą, nie mają powodów – są wciąż noszone, przytulane, karmione, kołysane, a gdy podrosną, swobodnie poznają świat. Nikt nie stawia im sztucznych barier i nie biega za nimi …

The post Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
Rodzicielstwo bliskości w plemieniu HmongKobiety z plemienia Black Hmong nie korzystają z ciążowych „L-czwórek”, urlopów macierzyńskich, nie boją się porodu, a ciążę uznają za „normalny stan kobiety”. Dzieci Hmongów prawie nie płaczą, nie mają powodów – są wciąż noszone, przytulane, karmione, kołysane, a gdy podrosną, swobodnie poznają świat. Nikt nie stawia im sztucznych barier i nie biega za nimi krzycząc – „uważaj, bo się przewrócisz!”. Krótki czas spędzony wśród plemienia Black Hmong był niezwykle inspirujący i w pewnym stopniu zmienił moje spojrzenie na kwestie ciąży, porodu i opieki nad dzieckiem. Rodzicielstwo bliskości jest tam czymś naturalnym, to pielęgnowany od lat i przekazywany z pokolenia na pokolenie sposób opieki nad dzieckiem.

CIĄŻA I PORÓD NATURALNIE CZY MEDYCZNIE?

W Polsce podejście do ciąży i porodu jest coraz bardziej medyczne, coraz mniej naturalne. Zdecydowana większość kobiet wykonuje masę badań w czasie ciąży, zażywa suplementy diety, rodzi dziecko w szpitalu w otoczeniu sprzętu medycznego i często przy użyciu leków. Dzieci śpią w swoich łóżeczkach, wożone są w wózkach i dość wcześnie oddzielane od rodziców na większą część dnia. Nieliczni rodzice zagłębiają się w rodzicielstwo bliskości ale w naszych warunkach i tak jest to dość specyficzne dla sposobu życia w rozwiniętym regionie świata. Dlatego wizyta w wiosce Hmongów była jak przejście na drugą stronę, niezwykłe doświadczenie, oderwanie od mojej położniczej codzienności.

Wioski Hmongów nie odwiedziłam z zamiarem obserwacji życia rodzinnego w plemieniu. Po prostu wyjechałam na długi urlop do Wietnamu, chcąc zobaczyć kawałek innego świata, poznać różnorodność kulturową w tym pięknym kraju. Stąd też pomysł odwiedzenia mniejszości etnicznej, żyjącej wśród tarasów ryżowych w odciętej od świata górskiej wiosce. Dotarcie tam było możliwe dzięki organizacji, wspierającej tę mniejszość. Umożliwia ona spotkanie z przedstawicielem plemienia – przewodnikiem, który prowadzi do wsi i opowiada o życiu miejscowej ludności.

Naszym przewodnikiem okazała się młoda kobieta, a ponieważ wyruszyliśmy czteroosobową grupą, towarzyszyło jej jeszcze kilka kobiet z plemienia Hmong. Wszystkie panie ubrane były w identyczne, barwne stroje, a jedna z nich miała przywiązane na plecach niemowlę. Rodzicielstwo bliskości nie przeszkadzało jej w codziennej pracy, tym razem w oprowadzaniu po wsi i okolicy. Chłopczyk miał pół roku, mama zawinęła go w coś na kształt chusty. Od wioski dzieliła nas długa 16 kilometrowa droga, prowadząca przez tarasy ryżowe. Jak się później okazało droga była bardzo śliska, błotnista, nietrudno było się przewrócić, co zresztą kilka razy mi się zdarzyło. Padał deszcz, a wędrówka wąskim skrawkiem gliniastej ziemi wzdłuż tarasu ryżowego groziła upadkiem. Oprócz zanurzenia nogi w błotnistym tarasie ryżowym można było upaść dużo boleśniej, do tyłu, a tam wysokość była już znacznie większa. W tej sytuacji niesamowite było to, że przez cały czas wraz z nami wędrowała mama z półrocznym dzieciątkiem na plecach. Na bosych stopach miała gumowe klapki i nawet przez chwilę nie straciła równowagi. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby się pośliznęła i upadła.

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Niemowlęta uwiązane na plecach mam to tutaj naturalny widok

Każda z kobiet miała na plecach uwiązany pakunek, zwykle w postaci wiklinowego kosza. Być może dopiero po dłuższym czasie zwróciłam uwagę na zawiniątko na plecach naszej głównej przewodniczki. Wyglądało tak:

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Zawiniątko na plecach naszej lokalnej przewodniczki

Okazało się, że w przywiązanym na plecach kocyku znajdował się 3 tygodniowy noworodek. Kobieta w połogu, przemierzająca kilkanaście kilometrów w ciągu dnia taką trasą była dość zaskakującym zjawiskiem. Poza tym okazało się, że „odpoczynek po porodzie” to tutaj zaledwie… kilka dni! Oczywiście ciekawość położnej wzięła górę i już po chwili rozmawiałam z obiema mamami o macierzyństwie w plemieniu Hmongów.

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
3-tygodniowy noworodek wędrujący na plecach mamy

PRZYGOTOWANIE DO PORODU I CIĄŻA

Byłam ciekawa jak wygląda przygotowanie do przyjścia na świat dziecka, ciąża i poród w odległej od jakiegokolwiek miasta i opieki medycznej wiosce.

Okazało się, że Hmongowie nie przygotowują się jakoś szczególnie do narodzin dziecka, nie kupują wózków, łóżeczek, ubranek, bo niemowlęta noszone są w chustach, śpią z całą rodziną, a ubranka kobiety szyją zwykle same, więc koszty wyprawki i utrzymania dziecka są prawie żadne. Później, w domu gościnnych Hmongów przekonałam się, że rzeczywiście cała rodzina śpi razem, zazwyczaj na słomianym materacu umieszczonym na podłodze domu, składającego się często z jednego pomieszczenia, będącego jednocześnie kuchnią, pokojem, sypialnią, bawialnią. Niemowlęta zawsze noszone są przez rodzica w specjalnej chuście, dopóki nie nauczą się same chodzić.

Zdrowe kobiety z plemienia Hmongów rzadko korzystają z jakiejkolwiek opieki medycznej w czasie ciąży. Żyją „normalnie”, a więc pracują jak dotychczas, odżywiają się jak zazwyczaj. W zasadzie ciąża nie zmienia nic. W razie komplikacji kobiety w ciąży jeżdżą do miasta, do przychodni lub szpitala. Najbliższa palcówka medyczna oddalona jest o około 1,5 godziny jazdy motocyklem…

Założę się, że wielu z Was przeszła w tym momencie przez głowę myśl: „no tak, ale skąd mają wiedzieć, że coś jest nie tak, skoro nie robią badań?”. Takie pytania są chyba typowe dla człowieka przesiąkniętego cywilizacją. Ja też o to zapytałam. Młoda mama z uśmiechem na twarzy powiedziała mi, że w zasadzie nie mają wyboru, nie byłyby w stanie w każdej ciąży co kilka tygodni odwiedzać lekarza, bo w ich plemieniu rodzi się dużo dzieci, a pracować trzeba każdego dnia. Naturalnie nasunęło się kolejne pytanie o to, jak często zdarzają się niepowodzenia, poronienia, wcześniaki, dzieci chore. Okazało się, że są to bardzo rzadkie przypadki. O dzieciach z wadami nikt nawet nie słyszał, poronienia zdarzają się bardzo rzadko, a wcześniaki czasem się rodzą ale w szpitalach.

PORÓD DOMOWY W WIOSCE ODDALONEJ OD MIASTA

Większość kobiet z plemienia Hmong rodzi w domu bez opieki medycznej. W porodzie towarzyszą im najbliższe kobiety – siostry, mamy, a także teściowe (w plemieniu Hmong stosunki z teściową są ciepłe i bardzo bliskie ;-)). Te kobiety są dla rodzącej wsparciem. Nie mają wiedzy czy umiejętności medycznych, bazują wyłącznie na swoim doświadczeniu i instynkcie. Okazuje się, że można urodzić bez badań, monitorowania i leków, a taki poród ma duże szanse zakończyć się powodzeniem. Oczywiście w naszych europejskich warunkach nie polecam aż tak minimalistycznych rozwiązań ale może warto pokusić się o chwilę refleksji nad tym dokąd zmierza opieka okołoporodowa w naszym kraju? W Polsce poród domowy, nawet w asyście świetnej i doświadczonej położnej wciąż bywa różnie oceniany.

Zapytałam oczywiście co w sytuacji komplikacji w czasie trwania porodu. To jest duży problem, ponieważ, jak wspominałam, do najbliższego szpitala można dojechać motocyklem i zajmuje to około 1,5 godziny. W czasie porodu wydaje się to niewykonalne, a jednak od czasu do czasu taka sytuacja się zdarza. Innego wyboru nie ma.

RODZICIELSTWO BLISKOŚCI I KARMIENIE PIERSIĄ

Po prawie trzech godzinach wędrówki zatrzymaliśmy się na mały odpoczynek, bo młodszy osesek zaczynał się już nerwowo wiercić w swoim kokonie. Obie mamy wyjęły swoje dzieciątka z zawiniątek. Nakarmiły (piersią oczywiście) i zawinęły ponownie. Jako doradca laktacyjny od razu zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy kobiety w plemieniu Hmong maja problemy laktacyjne. Poza tym dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że żaden z maluchów ani raz nie zapłakał. Jak to możliwe? Rodzicielstwo bliskości to także zaspokajanie potrzeb dziecka, wtedy jest zdecydowanie mniej powodów do płaczu.

Kiedy zapytałam o problemy laktacyjne, żadna z pań nie wiedziała co to takiego, serio… Musiałam im wyjaśniać, że chodzi o problemy z karmieniem piersią i czy zdarza się, że karmienie naturalne jest niemożliwe. „Ale dlaczego?”, pytały dalej. Spróbowałam więc z innej strony – czy wszystkie kobiety w plemieniu karmią piersią? „A jak inaczej?” – padła odpowiedź. I wszystko jasne!  A jak długo dzieci Hmongów piją mleko mamy? Tu odpowiedź też była zaskakująco prosta: „tak długo jak chcą i kiedy chcą”.

Czy dzieci Hmongów często płaczą? We wsi spędziłam dwa dni i byłam otoczona maluchami w różnym wieku, żaden z nich nie urządził sceny histerii, żaden nie płakał. Czasem zdarzyło się, że niemowlę cichutko zakwiliło ale nawet nie można było nazwać tego płaczem, nie takim jaki znam z polskich domów. Wyjaśnienie tej kwestii było proste, wystarczyła krótka obserwacja tego, jak rodzice opiekują się dziećmi. Rodzicielstwo bliskości, spokój i czułość ale jednocześnie spora dawka wolności – to było widać na pierwszy rzut oka. Rodzice od urodzenia noszą swoje dzieci. Noszą i kołyszą. Dzieciątko uwiązane na plecach mamy lub taty czuje zapach i ciepło rodzica. Kiedy nasza przewodniczka zatrzymywała się w drodze, by o czymś ciekawym nam opowiedzieć, cały czas leciutko kołysała się na boki. Noworodek był cały okryty, miał osłoniętą przed słońcem buzię. Musiał czuć się bezpiecznie jak w brzuchu mamy – kołysany, ciasno otulony, w półmroku, czuł ciepło, zapach i słyszał głos mamy.

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Dzieci Hmongów zawsze są blisko rodziców

 

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Również ojcowie chętnie opiekują się swoimi dziećmi

Większe dzieci beztrosko biegają po podwórku. Kiedy się przewrócą, podnoszą się i idą dalej, nikt za nimi nie biega i nie krzyczy – „uważaj, bo się przewrócisz!”. Te dzieci wyglądają na szczęśliwe i beztroskie – bawią się sporymi grupami, są brudne i roześmiane. Obserwując je przypominałam sobie swoje dzieciństwo. 20-30 lat temu mieliśmy okazję żyć bez komputera, komórki, a w telewizji ewentualnie od czasu do czasu oglądało się dobranockę. Do wioski Hmongów pewnie też za chwilę zawita postęp ze wszystkimi swoimi dobrodziejstwami i zagrożeniami. Wtedy już nic nie będzie takie samo…

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Małe dzieci biegają po podwórku brudne i szczęśliwe 🙂

 

Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong
Chłopiec beztrosko bawi się przy sklepie, w którym pracuje jego mama

The post Rodzicielstwo bliskości w plemieniu Hmong appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
https://www.feminasum.pl/blog/rodzicielstwo-bliskosci-w-plemieniu-hmong/feed/ 23
Poród domowy i szpitalny – oczami mam https://www.feminasum.pl/blog/porod-domowy-szpitalny-oczami/ https://www.feminasum.pl/blog/porod-domowy-szpitalny-oczami/#comments Wed, 08 Feb 2017 13:34:58 +0000 http://www.feminasum.pl/?p=2268 Poród domowy a poród w szpitalu – jakie są różnice widziane oczami mam, które miały okazję doświadczyć jednego i drugiego? Dlaczego za drugim razem zdecydowały się urodzić w domu? Czy miały jakiekolwiek obawy? Przedstawiam Wam historie dwóch Mam: Uli i Kasi. Zapytałam je o to,  jak wygląda poród domowy i szpitalny oczami mam, a one …

The post Poród domowy i szpitalny – oczami mam appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
Poród domowy a poród w szpitalu – jakie są różnice widziane oczami mam, które miały okazję doświadczyć jednego i drugiego? Dlaczego za drugim razem zdecydowały się urodzić w domu? Czy miały jakiekolwiek obawy? Przedstawiam Wam historie dwóch Mam: Uli i Kasi. Zapytałam je o to,  jak wygląda poród domowy i szpitalny oczami mam, a one przelały swoje doświadczenia i wspomnienia na klawiaturę komputera. Oto kolejna historia porodów domowych…

STWORZONA DO RODZENIA – PORÓD DOMOWY ULI

Poród w domu to czasem decyzja, do której trzeba dojrzeć – tak twierdzi Ula, która podzieliła się ze mną historią narodzin dwójki swoich dzieci. Poród domowy okazał się być niesamowitą przygodą, ale wcześniej miała okazję urodzić w szpitalu. Nie było źle, ale… Ula opowiada o swoim odczuciach z tym związanych:

Nasz pierwszy poród odbył się w szpitalu. Już wtedy marzył nam się poród domowy, bardzo głęboko czułam, że to jest to. Jednak z jednej strony mieliśmy problem ze znalezieniem położnej, a z drugiej nie do końca wiedziałam, co mnie czeka – chyba jeszcze nie dojrzałam do tej decyzji. Rodziliśmy więc w szpitalu ale jak najdłużej pozostając w domu. I dużym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że wraz z wejściem do budynku szpitala, wywiadem w izbie przyjęć, badaniami, zupełnie wyciszyły się skurcze, które były już co 4 minuty. Sam poród przeżyłam i wspominam dobrze, do 3 fazy był całkowicie naturalny, położne i lekarz zapewnili nam poczucie intymności, mieliśmy poród prawdziwie rodzinny, wszyscy byli bardzo dyskretni, mogłam korzystać z wanny, wyposażenia sali rodzinnej i przyjmować dogodne pozycje. Dlatego 2 pierwsze okresy porodu wspominam bardzo dobrze, moje ciało wiedziało, jak się rodzi, umysł się wyłączył i było to piękne transformujące doświadczenie, które pozwoliło nie tylko urodzić się dziecku, rodzicom spotkać się z wyczekiwaną córką, ale pozwoliło mi narodzić się jako mamie i w pewnym sensie na nowo jako kobiecie.

Niestety pojawiła się pewna okoliczność, że po 10 (!) minutach łożysko jeszcze się nie urodziło, położne zdecydowały się podać oksytocynę, ja trochę nieświadomie się na to zgodziłam… W momencie wstrzyknięcia oksytocyny łożysko się urodziło (nie była więc do niczego potrzebna…?), a ja dostałam krwotoku, który praktycznie wyłączył mnie też z normalnego funkcjonowania.

To był dla mnie znak, że mimo podmiotowego traktowania, mimo pięknego porodu, potrzebuję czegoś innego.

Pobyt na oddziale położniczym tylko potwierdził tę myśl.

Bez wahania już na początku drugiej ciąży skontaktowaliśmy się z „naszymi” położnymi.

Jak Ula nawiązała kontakt z położnymi, przyjmującymi porody domowe? W Polsce to wciąż niszowe zjawisko, jednak jeśli czegoś bardzo chcemy, nie ma rzeczy niemożliwych. Ula także znalazła sposób:

O położnej dowiedziałam się od przyjaciółki, namiar znalazłam w Internecie i po pierwszym spotkaniu już wiedzieliśmy, że to jest TA nasza położna. Porody domowe przyjmowała z drugą położną. Towarzyszkę poznaliśmy już podczas pierwszego spotkania u nas w domu i co do niej też nie mieliśmy żadnych wątpliwości.

Jak widać znalezienie położnej do porodu domowego nie jest trudne. A jaka jest różnica między porodem szpitalnym, nawet takim, przebiegającym w przyjaznej atmosferze, a porodem w domu? Co sprawiło, że poród domowy był takim niezwykłym przeżyciem?

Jaka jest największa dla mnie różnica? Pewna niewytłumaczalna wspólnota, którą w naszym przypadku stworzyła rodząca się druga córka, ja, mój mąż, położne oraz otoczenie, bliskie, moje – to wszystko dawało mi poczucie, że z jednej strony, jest to największe święto naszej rodziny, a z drugiej, że narodziny dziecka są czymś zupełnie normalnym, naturalnym i nie potrzeba stanu „podwyższonej gotowości” i całego sztabu fachowców. Zostałam stworzona, by urodzić moje dzieci, a one do tego, by przyjść na świat. I domowe narodziny były pełnymi narodzinami gdzie nikt nikomu niczego nie odbierał, to raczej każdy coś pozostałym dawał i przyjmował.

Poród domowy jest w pełni naturalny, nie ma tu mowy o stosowaniu farmakologicznych znieczuleń lub innych „wspomagaczy”, czy to jest przeszkodą? Ula twierdzi, że nie:

W drugim porodzie ból był może nawet bardziej intensywny, w obu porodach był czymś w rodzaju przewodnika i sprzymierzeńca, jednak w domu przeżywałam go zupełnie inaczej.

PORÓD DOMOWY – NIESPEŁNIONE MARZENIE

Kasia nie miała najmniejszych wątpliwości, że chce rodzić w domu. Jednak przy pierwszym porodzie los zadecydował inaczej:

Od początku chciałam rodzić w domu, to była świadoma decyzja, poparta szeregiem lektur i opowieści o porodach domowych. To była dla mnie bardzo naturalna decyzja, wręcz nie wyobrażałam sobie urodzić inaczej. Położna domowa zadecydowała jednak w trakcie porodu, że jedziemy do szpitala. Sam przejazd był dla mnie sporą traumą, choć trwał zaledwie kilka minut, bo mieszkam blisko szpitala. Świadomość, że będę rodzić w innym środowisku, niż dom była początkowo druzgocąca. Moje oczekiwania nie były zbyt wygórowane, a że staram się być dość twarda, to jakoś zniosłam szpitalną atmosferę: KTG na stałe i kroplówkę, która została mi w pewnym momencie wyrwana bo jedna z położnych nadepnęła na rurkę. Zostałam nacięta mimo próśb, aby tego nie robić. Położna powiedziała, że jeśli się nie zgodzę na nacięcie krocza, dziecko urodzi się „chore na głowę”. Tak naprawdę nie wiem jakie inne interwencje u mnie przeprowadzono, bo nie byłam informowana co mi wstrzykiwano do kroplówki i czemu lekarz bardzo boleśnie mnie zbadał. Nic mi nie wyjaśniono. Jedynym pozytywnym aspektem było to, że wśród personelu była cudowna praktykantka, na której obecność wyraziłam zgodę, skoro już i tak wszyscy sobie mnie oglądali, to ta kolejna osoba mnie nie rozpraszała, zwłaszcza, że dzięki temu mogła się czegoś nauczyć.

Po porodzie nie pozwolono mi na długi kontakt skóra do skóry, jedynie przez kilka chwil. Potem dziecko razem z tatą przeszło pomiary i zabieg Credego (na który nie chciałam wyrazić zgody, ale nikt mnie nie zapytał o zdanie). Dziecko zostało też wymyte, czego również normalnie bym nie pozwoliła zrobić. Przez kilka godzin po porodzie zostałam odizolowana od dziecka, bo nie było dla mnie miejsca na oddziale i leżałam na korytarzu. Udało mi się szybko wypisać i sam wypis wspominam raczej pozytywnie, choć wielu osobom z personelu się to jawnie nie podobało.

PORÓD W DOMU – MARZENIA W KOŃCU SIĘ SPEŁNIAJĄ

Przedmiotowe traktowanie, działania wbrew oczekiwaniom i pomimo braku zgody pacjentki wciąż zdarzają się w polskich szpitalach. Nic więc dziwnego, że gdy Kasia zaszła w kolejna ciążę, była pewna, że chce urodzić w domu. Czy poród w domu spełnił jej oczekiwania? Jak wyglądał?

Przy drugim porodzie byłam bardzo zdeterminowana, żeby urodzić w domu i tym razem się udało. Poród domowy był zupełnie innym doświadczeniem. Mogłam robić dokładnie to co chciałam. Położna przyjechała bez pośpiechu, dzięki czemu mniej się stresowałam, bo łagodne skurcze znosiłam naprawdę dobrze. W głowie powtarzałam sobie: „Tym razem urodzisz w domu, wszystko będzie dobrze. Ból jest drogą do celu”. Bardzo mi takie myślenie pomogło. Położna szanowała mnie, moje decyzje odnośnie pozycji, miejsca, w którym w danym momencie byłam. Pytała, czy może mnie zbadać, a nie wykonywała rutynowe badania bez mojej zgody. Po każdym badaniu informowała mnie o tym, jak postępuje poród. Położna była dla mnie jak dobra ciocia, która wspiera, ale nie ocenia i nie wymaga bezwzględnego posłuszeństwa. W trakcie porodu, gdy jeszcze nie nastąpiły skurcze parte, byłam z moim starszym synkiem, złapaliśmy krótką drzemkę z przerwami na skurcze. Bardzo mi to pomogło w zebraniu sił na dalszą akcję. Położna w tym czasie siedziała z moim mężem w kuchni i pomagała mu przygotować obiad. Gdy już poczułam skurcze parte, zawołałam położną, a wszystko rozegrało się bardzo szybko, może w 10 minut. Położna zasugerowała mi pozycję, w której łatwiej jej będzie ochronić krocze i okazało się, że była to również dla mnie bardzo wygodna pozycja. Nie parłam, dziecko samo się wyłaniało, dzięki czemu nie pękłam i nie było konieczności zakładania szwów.

Łożysko również urodziło się dość szybko, dziecko od pierwszych chwil było przystawione do piersi. Na chwilę oddałam dziecko tatusiowi, żebym mogła się obmyć i całą rodziną poszliśmy do łóżka. Położna przyniosła kanapki, jeszcze chwilę z nami została, żeby sprawdzić, czy wszystko jest dobrze. Wypisała dokumenty i pojechała, zostawiając nas w absolutnie sielankowej atmosferze.

Te dwa porody różniły się dosłownie wszystkim – miejscem, atmosferą, samopoczuciem mamy, zachowaniem jej prawa do intymności i przeżywania porodu zgodnie z własnymi oczekiwaniami. Jak Kasia porównuje poród w szpitalu i poród domowy?

Porównując te dwa doświadczenia oczywistym jest, że poród domowy stanowi znacznie piękniejsze przeżycie, które można zwyczajnie celebrować. Taki poród to jest naprawdę ogromne święto. Porodu szpitalnego nie wspominam jako traumy. Byłam gotowa na wszystkie interwencje, ponieważ wiedziałam, że gdy trafię do szpitala, będzie to oznaczało konieczność pewnego rodzaju podporządkowania się. Nie spodziewałam się jednak tego, że poród naturalny (choć co do jego pełnej naturalności mam pewne wątpliwości) może przebiec aż tak poza moją kontrolą. Tak naprawdę dopiero około rok po tym porodzie zaczęłam sobie uzmysławiać, że nie do końca mi się on podobał. Wcześniej po prostu żyłam tym, że jestem matką, mam dziecko do wychowania. Refleksja i głębsza analiza przyszła dopiero potem. Jestem w kolejnej ciąży i nie wyobrażam sobie znów pozwolić komuś aż tak bardzo wkroczyć w moją intymność.

PORÓD W DOMU A SZPITALNY

Poród w domu daje poczucie bezpieczeństwa, kontroli nad własnym ciałem, spokoju, a także  jedności z otoczeniem – własnym domem i najbliższymi osobami. We własnym domu nie jest się gościem, nie obowiązują narzucone przez nikogo zasady. Potwierdzają to wypowiedzi moich Gości – mam, które miały okazję rodzić zarówno w szpitalu jak i w domu.

Chociaż poród domowy wciąż należy w Polsce do rzadkości, dość często spotykam kobiety, które dokonały takiego wyboru. Zawsze był to wybór świadomy, poprzedzony odpowiednimi przygotowaniami i radosnym oczekiwaniem. Poziom lęku przed porodem wydaje się w tych przypadkach być naprawdę niewielki (albo nie ma go w ogóle!), jest za to poczucie pewności i przekonanie, że ciało kobiety zaprojektowane jest z myślą o rodzeniu, a ona sama powinna wiedzieć, że da radę!

The post Poród domowy i szpitalny – oczami mam appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
https://www.feminasum.pl/blog/porod-domowy-szpitalny-oczami/feed/ 6
4. urodziny Kobiety! https://www.feminasum.pl/blog/4-urodziny-kobiety/ https://www.feminasum.pl/blog/4-urodziny-kobiety/#comments Sat, 12 Nov 2016 13:13:35 +0000 http://www.feminasum.pl/?p=2223 Czwarte urodziny Kobiety – Feminy! Jak ten czas szybko mija! Pamiętam początki, a dziś już czwarta rocznica! Jak minęły te 4 lata? Kobiecość, macierzyństwo, zdrowy styl życia to tematy, które były poruszane w wielu już odsłonach. Grono czytelniczek rośnie, a ja mogę kolejny raz podziękować za spędzony wspólnie rok, za zaufanie i zainteresowanie jakim obdarzyłyście …

The post 4. urodziny Kobiety! appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
Czwarte urodziny Kobiety – Feminy! Jak ten czas szybko mija! Pamiętam początki, a dziś już czwarta rocznica! Jak minęły te 4 lata? Kobiecość, macierzyństwo, zdrowy styl życia to tematy, które były poruszane w wielu już odsłonach. Grono czytelniczek rośnie, a ja mogę kolejny raz podziękować za spędzony wspólnie rok, za zaufanie i zainteresowanie jakim obdarzyłyście Feminę. To także dobra okazja, aby wyjaśnić co tak naprawdę znaczy nazwa strony! Skąd ten pomysł? Otóż wiele razy spotykałam się z zaskakującą, dziwną interpretacją nazwy strony, a nawet jej wymową.

„Femina sum” z łaciny  oznacza „jestem kobietą”. Wymowa jest dokładnie taka sama jak piszemy. Niby proste, ale słyszałam już o „femina san” i „Femina sam”.

FeminaSum wielu osobom kojarzy się z feminizmem (chyba drobne przeczenie sprawia, że widzą „feminism”). Kilku znajomych pytało mnie dlaczego prowadzę blog feministyczny. Strona poświęcona jest kobiecości, więc nie przeszkadzałaby mi taka interpretacja gdyby nie fakt, że w polskim społeczeństwie pojmowanie feminizmu  jest bardzo wąskie, stereotypowe i często zwyczajnie niepoprawne.

FeminaSum stworzyłam, aby dzielić się swoją wiedzą, doświadczeniem, pomóc w znalezieniu odpowiedzi na pytania, promować zdrowy styl życia. Później powstał także blog położnej, na którym do dziś dzielę się swoimi przemyśleniami oraz różnymi aspektami pracy położnej. Pierwszy wpis, który opublikowałam dotyczył oceny noworodka w skali Apgar – do dziś cieszy się dużym powodzeniem.

W ciągu tych 4 lat niezmiennie zaskakiwało mnie to, które treści cieszyły się Waszym największym zainteresowaniem, które wywołały najwięcej kontrowersji i burzliwe dyskusje, a które najwięcej pytań. Najpopularniejszym wpisem w FeminaSum nadal pozostaje artykuł o plastrach antykoncepcyjnych, który dotychczas skomentowano 419 razy i wyświetlono prawie 30 000 razy! Z wpisów blogowych największe zainteresowanie wzbudził ten dotyczący portalu Znany Lekarz, udostępniającego dane użytkowników-pacjentów lekarzom, o których napisali „anonimowo” opinie.

FeminaSum powstała dla Was i dlatego jestem wciąż otwarta na Wasze propozycje zmian, nowych tematów wpisów, pytań, na które szukacie odpowiedzi. Jeśli macie pomysły i sugestie – piszcie, są dla mnie bardzo cenne.

Z okazji urodzin FeminaSum zaproponowałam także nowy wygląd strony, logo, kolorystykę. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu? A może można coś jeszcze ulepszyć? Piszcie!

Zachęcam do zamówienia newslettera (po prawem stronie w ramce wpisujemy swój mail i aktywujemy link, który dotrze na podany adres), aby otrzymywać informacje o nowościach oraz dodatkowe treści mailowo. Dzięki polubieniu facebookowego fanpaga zyskacie także dostęp do konkursów z nagrodami, ciekawostek z cyklu „czy wiesz, że” i dowiecie się o nowościach na stronie.

Jeszcze raz dziękuję za zaufanie, jakim niezmiennie darzycie FeminaSum od 4 lat i zapraszam do odwiedzania strony. Już wkrótce kolejne nowości i zmiany!

The post 4. urodziny Kobiety! appeared first on FeminaSum.pl.

]]>
https://www.feminasum.pl/blog/4-urodziny-kobiety/feed/ 9