Strona główna » Blog » Moje wyjątkowe pacjentki

Moje wyjątkowe pacjentki

W swojej pracy spotykam kobiety w najtrudniejszych i najpiękniejszych momentach ich życia. Wiele z nich zapisało się w mojej pamięci na dłużej. Są to zarówno dobre jak i złe wspomnienia. Nieraz spotykam na swojej drodze osoby wyjątkowo uciążliwe: roszczeniowe, złośliwe i agresywne. O nich już pisałam tu: klik i tu: klik. Dlatego dziś dla równowagi napiszę o pacjentach wyjątkowych w dobrym tego słowa znaczeniu. Wyjątkowe pacjentki to te, które zaskakują, wzruszają, wzbogacają moje życie zawodowe ale i mnie jako człowieka, bo w kontakcie z nimi niejednokrotnie sama dużo się uczę. Celowo sięgnę pamięcią baaardzo daleko, nawet kilkanaście lat,  do czasów, kiedy byłam jeszcze studentką czy świeżo upieczoną położną. To pokazuje jak długo pamięta się ludzi wyjątkowych. Świeżymi przygodami podzielę się z Wami w innym wpisie 😉

PZ bardzo dawna… pamiętam niesamowitą kobietę, której w wielu 40 lat udało się zajść w ciążę dzięki technikom wspomaganego rozrodu – po kilkunastu latach starań i kilku nieudanych zabiegach in vitro. Ciąża była powikłana, a ona leżała kilka razy po kilka tygodni na oddziale patologii ciąży. Miała problem z cukrzycą ciążową i nadciśnieniem, potem dołączyła jeszcze niewydolność cieśniowo-szyjkowa i praktycznie leżący tryb życia w ostatnich 2 miesiącach ciąży. Ale ona się nigdy nie skarżyła, nie narzekała, dziękowała wszystkim, którzy walczyli o nią i jej dziecko. Mimo, że tak wiele przeszła nie traciła nadziei i pogody ducha, a na oddziale patologii ciąży była niesamowitym wsparciem dla innych kobiet – tych z zagrażającym poronieniem i porodem przedwczesnym i tych „tylko” z cukrzycą czy nadciśnieniem albo oczekujących na poród po terminie.

Ciąża musiała być rozwiązana cięciem cesarskim w 32 tygodniu. Z kolei po operacji pojawiły się powikłania w mamy – atonia i krwotok. Kobieta straciła dużo krwi, konieczna była transfuzja. Jednak maluch urodził się w niezłym, jak na wcześniaka stanie. Świeżo upieczona mama miała problem z karmieniem piersią, laktacja była opóźniona z powodu operacji, dużego osłabienia, utraty krwi i hektolitrów podanej wcześniej oksytocyny i leków. Mimo to dzielna mama wciąż próbowała przystawić dziecko do piersi. W efekcie wyszła ze szpitala ze zdrowym noworodkiem karmionym wyłącznie piersią.  wtedy jeszcze nie byłam doradcą laktacyjnym, ale byłam pod wielkim wrażeniem! N

Tamta Mama na oddziale położniczym była niesamowitym wsparciem dla innych mam, które czasem chciały się poddać, zrezygnować, czasem brakowało im siły i wiary w siebie. „Jeśli mnie się udało mimo tylu przeciwności, to i tobie musi się udać” – powtarzała. Nie umniejszam problemów mam związanych z tym, że dziecko za długo „wisi na piersi”, za mało śpi czy za dużo płacze, a po porodzie jest krwawienie i brzuch nadal czasem pobolewa. Jednak dla wielu z nich kontakt z osobą, która przeżyła tak wiele w tak krótkim czasie był jak terapia własnych dolegliwości i problemów.

Z takich sytuacji wynoszę przekonanie, że świat i nasze problemy są takie jakimi je postrzegamy. Inaczej widzę własne sukcesy i porażki, szczęścia i nieszczęścia, a inaczej oceni je ktoś inny patrząc z boku.

Do dziś pamiętam także zawsze uśmiechniętą twarz starszej kobiety z oddziału ginekologii onkologicznej. Miała na imię Honorata. Zawsze była życzliwa i miała mnóstwo pozytywnej energii, chociaż zaawansowany proces nowotworowy przysparzał jej wiele bólu. To było kilkanaście lat temu, a ja byłam jeszcze studentką. W czasie praktyk zawodowych spotkałam ją kilka razy. Nauka na tamtym oddziale była wyjątkowo trudna, bo przecież nie wszystko i nie zawsze udawało nam się idealnie, a pacjentki były zwykle cierpiące, przygnębione, często po długiej i uciążliwej hospitalizacji. Tym bardziej często byłam na siebie zła, że nie udało mi się założyć wkłucia za pierwszym razem lub nie zawsze potrafiłam udzielić porady czy pomocy. Pani Honorata była wyjątkowo wyrozumiała. Zawsze pamiętała moje imię. Po wykonanych przeze mnie, często nieperfekcyjnie zabiegach zapewniała, że było idealnie i wcale nie bolało. Pewnie było widać, że starałam się jak mogłam. Będąc studentką miałam ten luksus, że mogłam sobie czasem pozwolić na chwilę rozmowy z pacjentkami oddziału. I chyba te krótkie, kilkuminutowe dialogi najbardziej zapadły mi w pamięć. Zawsze pytałam panią Honoratę o samopoczucie i to, czy czegoś potrzebuje, a ona powtarzała, że jest na tyle dobrze na ile może być i pytała czy mam dziś dużo pracy, czy podoba mi się zawód położnej i jakie mam plany na weekend. Któregoś razu wspomniałam, że wyjeżdżam na weekend w góry. Moja mama nie wie na jaki szczyt mam zamiar wdrapać się tym razem, nie powiedziałam jej, bo bardzo stresują ją moje wyprawy, obawia się o moje życie. Pani Honorata powiedziała wtedy coś, co zapadło mi w pamięć na dobre „jest pani taka młoda, z życia trzeba korzystać. Ja uświadomiłam sobie to dopiero teraz, gdy jest za późno. W obliczu śmierci całe życie staje nam przed oczami i teraz mogę powiedzieć, że żałuję, że się bałam. Udało mi się uniknąć tylu zagrożeń dla życia, a przecież i tak umrę.”

Cały dzień myślałam o tych słowach, bo miały jakąś magiczną moc. Minęło kilkanaście lat, a one do mnie wracają w różnych momentach życia.

Za to kocham swoją pracę – za codzienny kontakt z ludźmi. Różnymi ludźmi w różnych sytuacjach. Czuję, że dzięki temu sama się rozwijam.

Położna pojawia się w życiu kobiety w chwilach, które są ważne, czasem trudne, niekiedy piękne, a innym razem dramatyczne. Myślę, że także niektóre z moich pacjentek pojawiły się w moim życiu po to, aby coś niezwykłego do niego wnieść.

Autor: Maria Lepucka

Maria Lepucka
Położna, certyfikowany doradca laktacyjny, doktorantka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zajmuje się pracą naukową i dydaktyczną z zakresu położnictwa i ginekologii, a także prowadzeniem edukacji przedporodowej dla przyszłych rodziców i opieką nad pacjentkami w każdym wieku. Prowadzi prywatną praktykę położniczą z poradnią laktacyjną we Wrocławiu: https://poloznawroclaw.pl. Założycielka i główna autorka wpisów i artykułów w portalu FeminaSum.pl. Więcej »

Nie przegap

Jak zabezpieczyć próbkę po poronieniu

Jak zabezpieczyć próbkę po poronieniu?

Prawidłowo zabezpieczony materiał poronny daje szansę na realizację dwóch bardzo ważnych dla rodziców badań genetycznych. …

3 komentarze

  1. wiat i nasze problemy są takie jakimi je postrzegamy. _ bARDZO MĄDRE SŁOWA

  2. Kasia Hartung

    Z wykształcenia jestem ratownikiem medycznym i wiem, co masz na myśli.
    Ja sobie bardzo cenię kontakt z innymi osobami.

  3. Piekna historia, wzruszająca i pokazująca że jak się chce to się zawsze da

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.