Strona główna » Blog » Poród domowy i szpitalny – oczami mam

Poród domowy i szpitalny – oczami mam

Poród domowy a poród w szpitalu – jakie są różnice widziane oczami mam, które miały okazję doświadczyć jednego i drugiego? Dlaczego za drugim razem zdecydowały się urodzić w domu? Czy miały jakiekolwiek obawy? Przedstawiam Wam historie dwóch Mam: Uli i Kasi. Zapytałam je o to,  jak wygląda poród domowy i szpitalny oczami mam, a one przelały swoje doświadczenia i wspomnienia na klawiaturę komputera. Oto kolejna historia porodów domowych…

STWORZONA DO RODZENIA – PORÓD DOMOWY ULI

Poród w domu to czasem decyzja, do której trzeba dojrzeć – tak twierdzi Ula, która podzieliła się ze mną historią narodzin dwójki swoich dzieci. Poród domowy okazał się być niesamowitą przygodą, ale wcześniej miała okazję urodzić w szpitalu. Nie było źle, ale… Ula opowiada o swoim odczuciach z tym związanych:

Nasz pierwszy poród odbył się w szpitalu. Już wtedy marzył nam się poród domowy, bardzo głęboko czułam, że to jest to. Jednak z jednej strony mieliśmy problem ze znalezieniem położnej, a z drugiej nie do końca wiedziałam, co mnie czeka – chyba jeszcze nie dojrzałam do tej decyzji. Rodziliśmy więc w szpitalu ale jak najdłużej pozostając w domu. I dużym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że wraz z wejściem do budynku szpitala, wywiadem w izbie przyjęć, badaniami, zupełnie wyciszyły się skurcze, które były już co 4 minuty. Sam poród przeżyłam i wspominam dobrze, do 3 fazy był całkowicie naturalny, położne i lekarz zapewnili nam poczucie intymności, mieliśmy poród prawdziwie rodzinny, wszyscy byli bardzo dyskretni, mogłam korzystać z wanny, wyposażenia sali rodzinnej i przyjmować dogodne pozycje. Dlatego 2 pierwsze okresy porodu wspominam bardzo dobrze, moje ciało wiedziało, jak się rodzi, umysł się wyłączył i było to piękne transformujące doświadczenie, które pozwoliło nie tylko urodzić się dziecku, rodzicom spotkać się z wyczekiwaną córką, ale pozwoliło mi narodzić się jako mamie i w pewnym sensie na nowo jako kobiecie.

Niestety pojawiła się pewna okoliczność, że po 10 (!) minutach łożysko jeszcze się nie urodziło, położne zdecydowały się podać oksytocynę, ja trochę nieświadomie się na to zgodziłam… W momencie wstrzyknięcia oksytocyny łożysko się urodziło (nie była więc do niczego potrzebna…?), a ja dostałam krwotoku, który praktycznie wyłączył mnie też z normalnego funkcjonowania.

To był dla mnie znak, że mimo podmiotowego traktowania, mimo pięknego porodu, potrzebuję czegoś innego.

Pobyt na oddziale położniczym tylko potwierdził tę myśl.

Bez wahania już na początku drugiej ciąży skontaktowaliśmy się z „naszymi” położnymi.

Jak Ula nawiązała kontakt z położnymi, przyjmującymi porody domowe? W Polsce to wciąż niszowe zjawisko, jednak jeśli czegoś bardzo chcemy, nie ma rzeczy niemożliwych. Ula także znalazła sposób:

O położnej dowiedziałam się od przyjaciółki, namiar znalazłam w Internecie i po pierwszym spotkaniu już wiedzieliśmy, że to jest TA nasza położna. Porody domowe przyjmowała z drugą położną. Towarzyszkę poznaliśmy już podczas pierwszego spotkania u nas w domu i co do niej też nie mieliśmy żadnych wątpliwości.

Jak widać znalezienie położnej do porodu domowego nie jest trudne. A jaka jest różnica między porodem szpitalnym, nawet takim, przebiegającym w przyjaznej atmosferze, a porodem w domu? Co sprawiło, że poród domowy był takim niezwykłym przeżyciem?

Jaka jest największa dla mnie różnica? Pewna niewytłumaczalna wspólnota, którą w naszym przypadku stworzyła rodząca się druga córka, ja, mój mąż, położne oraz otoczenie, bliskie, moje – to wszystko dawało mi poczucie, że z jednej strony, jest to największe święto naszej rodziny, a z drugiej, że narodziny dziecka są czymś zupełnie normalnym, naturalnym i nie potrzeba stanu „podwyższonej gotowości” i całego sztabu fachowców. Zostałam stworzona, by urodzić moje dzieci, a one do tego, by przyjść na świat. I domowe narodziny były pełnymi narodzinami gdzie nikt nikomu niczego nie odbierał, to raczej każdy coś pozostałym dawał i przyjmował.

Poród domowy jest w pełni naturalny, nie ma tu mowy o stosowaniu farmakologicznych znieczuleń lub innych „wspomagaczy”, czy to jest przeszkodą? Ula twierdzi, że nie:

W drugim porodzie ból był może nawet bardziej intensywny, w obu porodach był czymś w rodzaju przewodnika i sprzymierzeńca, jednak w domu przeżywałam go zupełnie inaczej.

PORÓD DOMOWY – NIESPEŁNIONE MARZENIE

Kasia nie miała najmniejszych wątpliwości, że chce rodzić w domu. Jednak przy pierwszym porodzie los zadecydował inaczej:

Od początku chciałam rodzić w domu, to była świadoma decyzja, poparta szeregiem lektur i opowieści o porodach domowych. To była dla mnie bardzo naturalna decyzja, wręcz nie wyobrażałam sobie urodzić inaczej. Położna domowa zadecydowała jednak w trakcie porodu, że jedziemy do szpitala. Sam przejazd był dla mnie sporą traumą, choć trwał zaledwie kilka minut, bo mieszkam blisko szpitala. Świadomość, że będę rodzić w innym środowisku, niż dom była początkowo druzgocąca. Moje oczekiwania nie były zbyt wygórowane, a że staram się być dość twarda, to jakoś zniosłam szpitalną atmosferę: KTG na stałe i kroplówkę, która została mi w pewnym momencie wyrwana bo jedna z położnych nadepnęła na rurkę. Zostałam nacięta mimo próśb, aby tego nie robić. Położna powiedziała, że jeśli się nie zgodzę na nacięcie krocza, dziecko urodzi się „chore na głowę”. Tak naprawdę nie wiem jakie inne interwencje u mnie przeprowadzono, bo nie byłam informowana co mi wstrzykiwano do kroplówki i czemu lekarz bardzo boleśnie mnie zbadał. Nic mi nie wyjaśniono. Jedynym pozytywnym aspektem było to, że wśród personelu była cudowna praktykantka, na której obecność wyraziłam zgodę, skoro już i tak wszyscy sobie mnie oglądali, to ta kolejna osoba mnie nie rozpraszała, zwłaszcza, że dzięki temu mogła się czegoś nauczyć.

Po porodzie nie pozwolono mi na długi kontakt skóra do skóry, jedynie przez kilka chwil. Potem dziecko razem z tatą przeszło pomiary i zabieg Credego (na który nie chciałam wyrazić zgody, ale nikt mnie nie zapytał o zdanie). Dziecko zostało też wymyte, czego również normalnie bym nie pozwoliła zrobić. Przez kilka godzin po porodzie zostałam odizolowana od dziecka, bo nie było dla mnie miejsca na oddziale i leżałam na korytarzu. Udało mi się szybko wypisać i sam wypis wspominam raczej pozytywnie, choć wielu osobom z personelu się to jawnie nie podobało.

PORÓD W DOMU – MARZENIA W KOŃCU SIĘ SPEŁNIAJĄ

Przedmiotowe traktowanie, działania wbrew oczekiwaniom i pomimo braku zgody pacjentki wciąż zdarzają się w polskich szpitalach. Nic więc dziwnego, że gdy Kasia zaszła w kolejna ciążę, była pewna, że chce urodzić w domu. Czy poród w domu spełnił jej oczekiwania? Jak wyglądał?

Przy drugim porodzie byłam bardzo zdeterminowana, żeby urodzić w domu i tym razem się udało. Poród domowy był zupełnie innym doświadczeniem. Mogłam robić dokładnie to co chciałam. Położna przyjechała bez pośpiechu, dzięki czemu mniej się stresowałam, bo łagodne skurcze znosiłam naprawdę dobrze. W głowie powtarzałam sobie: „Tym razem urodzisz w domu, wszystko będzie dobrze. Ból jest drogą do celu”. Bardzo mi takie myślenie pomogło. Położna szanowała mnie, moje decyzje odnośnie pozycji, miejsca, w którym w danym momencie byłam. Pytała, czy może mnie zbadać, a nie wykonywała rutynowe badania bez mojej zgody. Po każdym badaniu informowała mnie o tym, jak postępuje poród. Położna była dla mnie jak dobra ciocia, która wspiera, ale nie ocenia i nie wymaga bezwzględnego posłuszeństwa. W trakcie porodu, gdy jeszcze nie nastąpiły skurcze parte, byłam z moim starszym synkiem, złapaliśmy krótką drzemkę z przerwami na skurcze. Bardzo mi to pomogło w zebraniu sił na dalszą akcję. Położna w tym czasie siedziała z moim mężem w kuchni i pomagała mu przygotować obiad. Gdy już poczułam skurcze parte, zawołałam położną, a wszystko rozegrało się bardzo szybko, może w 10 minut. Położna zasugerowała mi pozycję, w której łatwiej jej będzie ochronić krocze i okazało się, że była to również dla mnie bardzo wygodna pozycja. Nie parłam, dziecko samo się wyłaniało, dzięki czemu nie pękłam i nie było konieczności zakładania szwów.

Łożysko również urodziło się dość szybko, dziecko od pierwszych chwil było przystawione do piersi. Na chwilę oddałam dziecko tatusiowi, żebym mogła się obmyć i całą rodziną poszliśmy do łóżka. Położna przyniosła kanapki, jeszcze chwilę z nami została, żeby sprawdzić, czy wszystko jest dobrze. Wypisała dokumenty i pojechała, zostawiając nas w absolutnie sielankowej atmosferze.

Te dwa porody różniły się dosłownie wszystkim – miejscem, atmosferą, samopoczuciem mamy, zachowaniem jej prawa do intymności i przeżywania porodu zgodnie z własnymi oczekiwaniami. Jak Kasia porównuje poród w szpitalu i poród domowy?

Porównując te dwa doświadczenia oczywistym jest, że poród domowy stanowi znacznie piękniejsze przeżycie, które można zwyczajnie celebrować. Taki poród to jest naprawdę ogromne święto. Porodu szpitalnego nie wspominam jako traumy. Byłam gotowa na wszystkie interwencje, ponieważ wiedziałam, że gdy trafię do szpitala, będzie to oznaczało konieczność pewnego rodzaju podporządkowania się. Nie spodziewałam się jednak tego, że poród naturalny (choć co do jego pełnej naturalności mam pewne wątpliwości) może przebiec aż tak poza moją kontrolą. Tak naprawdę dopiero około rok po tym porodzie zaczęłam sobie uzmysławiać, że nie do końca mi się on podobał. Wcześniej po prostu żyłam tym, że jestem matką, mam dziecko do wychowania. Refleksja i głębsza analiza przyszła dopiero potem. Jestem w kolejnej ciąży i nie wyobrażam sobie znów pozwolić komuś aż tak bardzo wkroczyć w moją intymność.

PORÓD W DOMU A SZPITALNY

Poród w domu daje poczucie bezpieczeństwa, kontroli nad własnym ciałem, spokoju, a także  jedności z otoczeniem – własnym domem i najbliższymi osobami. We własnym domu nie jest się gościem, nie obowiązują narzucone przez nikogo zasady. Potwierdzają to wypowiedzi moich Gości – mam, które miały okazję rodzić zarówno w szpitalu jak i w domu.

Chociaż poród domowy wciąż należy w Polsce do rzadkości, dość często spotykam kobiety, które dokonały takiego wyboru. Zawsze był to wybór świadomy, poprzedzony odpowiednimi przygotowaniami i radosnym oczekiwaniem. Poziom lęku przed porodem wydaje się w tych przypadkach być naprawdę niewielki (albo nie ma go w ogóle!), jest za to poczucie pewności i przekonanie, że ciało kobiety zaprojektowane jest z myślą o rodzeniu, a ona sama powinna wiedzieć, że da radę!

Autor: Maria Lepucka

Maria Lepucka
Położna, certyfikowany doradca laktacyjny, doktorantka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zajmuje się pracą naukową i dydaktyczną z zakresu położnictwa i ginekologii, a także prowadzeniem edukacji przedporodowej dla przyszłych rodziców i opieką nad pacjentkami w każdym wieku. Prowadzi prywatną praktykę położniczą z poradnią laktacyjną we Wrocławiu: https://poloznawroclaw.pl. Założycielka i główna autorka wpisów i artykułów w portalu FeminaSum.pl. Więcej »

Nie przegap

Ciężarne stracą prawo wyboru miejsca porodu i specjalisty prowadzącego ciążę

Ciężarne stracą prawo wyboru miejsca porodu i specjalisty prowadzącego ciążę

Już niedługo prawa kobiet w ciąży zostaną mocno ograniczone – zniknie możliwość swobodnego wyboru specjalisty …

6 komentarzy

  1. Poród domowy to takie moje małe marzenie ale chyba bym się bała.

  2. Bardzo ciekawy artykuł. Ja wciąż zastanawiam się, czy nie zdecydować się na poród domowy i na pewno doświadczenia Pani Uli pomogą mi w podjęciu decyzji.

  3. Na tydzien przed planowana data porodu postanowilam, ze nie chce w szpitalu, a w centrum poloznych – warunki jak w domu. Cudowne miejsce, a przede wszystkim cudowny personel. Corka miala jednak inne plany. Urodziła sie bad ranem w dniu gdy mialam byc zapisana. Porod trwal 2 godziny.

  4. Ja natomiast wszystkie trzy porody miałam w szpitalu. Nigdy nie odważyłabym się na poród w domu.. tam czułam się bezpiecznie, otoczona odpowiednią opieką.. „w razie czego” wszystko pod ręką. Podziwiam oczywiście kobiety, które decydują się rodzić w domach ja natomiast jestem zbyt wielkim bojuchem. 🙂

    • Teoretycznie..a w praktyce to z pośpiechem lekarzy różnie bywa. Tam gdzie nietrzeba to się wtrąca i pospieszaja i bardziej boli albo sie blokuje, a tam gdzie trzeba np cc to majaaa czaaass…
      Badania naukowe wyraźnie mówią że poród szpitalny nie jest bardziej niebiespieczny od szpitalnego. Wręcz przeciwnie- jest bardziej naturalny i tym samym obarczony mniejsza zabiegowoscia typu nacięcie krocza itd najlepsza opcja są domy narodzin prowadzone przez położne z dostepem do sali operacyjnej w przypadku wskazan do cc

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *