Strona główna » Blog » Studenci przy porodzie

Studenci przy porodzie

Czy student ma prawo być obecny w czasie porodu, wykonywania badań i zabiegów medycznych? Z jednej strony ciężarne coraz częściej z góry zapowiadają „nie wyrażę zgody na żadnych studentów”, a z drugiej – przecież student musi się gdzieś uczyć..

Przyszłe położne, lekarze, fizjoterapeuci i przedstawiciele innych zawodów medycznych zdobywają wiedzę i umiejętności, potrzebne do wykonywania pracy nie tylko w teorii – z książek ale także w praktyce. Każdą czynność trzeba przecież wykonać kiedyś po raz pierwszy na „żywym pacjencie” i wtedy ktoś tym pacjentem musi być… Trzeba jednak pamiętać o tym, że studentów, odbywających praktyki obowiązują pewne zasady oraz, że za wszystko co robią zawsze odpowiada ktoś, mający prawo wykonywania zawodu i doświadczenie w pracy. Studenci przy porodzie są zobowiązani do odpowiedniego zachowania, a po wyjściu ze szpitala czy oddziału – zachowania w tajemnicy wszystkiego, co widzieli i słyszeli.

W szpitalach można spotkać studentów, którzy uczą się wykonywać swój zawód oraz takich, którzy po prostu w toku kształcenia muszą odbyć praktyki na wielu oddziałach. Do tej drugiej grupy zaliczamy np. studentów kierunku lekarskiego (i stażystów), którzy niezależnie od tego, czy chcą być okulistami, laryngologami czy dermatologami, muszą w toku kształcenia odbyć praktyki i staże także na takich oddziałach jak blok porodowy, położnictwo czy ginekologia. Różnica w odbiorze tych grup studentów przez pacjentki jest czasem ogromna, bardzo różni się też sposób odbywania zajęć praktycznych przez studentów różnych kierunków medycznych. Studentki położnictwa na bloku porodowym opiekują się rodzącą od początku do końca pod okiem instruktorki lub doświadczonej położnej. Jedną rodzącą opiekuje się zwykle jedna lub maksymalnie dwie studentki . Najczęściej są one świetnym wsparciem – motywują, pocieszają, wspomagają, mają dużo czasu i cierpliwości, odpowiadają na wszystkie pytania, masują, proponują, podadzą szklankę z wodą.

O obecność studentów przy porodzie zapytałam mamy z mojej facebookowej grupy Ciąża i Poród z FeminaSum.pl. Wiele z nich miało takie doświadczenia, opisywały je zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Jedna z mam tak wspomina swój poród w obecności studentek położnictwa:

U mnie na szczęście były tylko studentki położnictwa. Dyskomfortu nie było, ponieważ wszystkie były zaabsorbowane porodem i żadnych rozmów, szeptów, chichów nie było. Było fajne wsparcie, życzliwy uśmiech, pomoc, gesty, że wszystko jest dobrze, a potem urocze chórkiem powiedziane „jaka śliczna! Gratulacje”. W mig zapomniałam o wszystkim.

Studenci przy porodzie to żadna nowość, młodzi adepci zawodów medycznych zawsze uczyli się w ten sposób. Inaczej chyba się nie da. Jedna z mam tak opisała swój poród sprzed 20 lat:

Było to 20 lat temu, w czasach gdy nie pozwalano wpuścić osobę towarzyszącą na porodówkę, odwiedziny matki i dziecka odbywały się „przez szybę”… no chyba że się „poprosiło”… Byłam młoda, niezorientowana co się dzieje ze mną i moim dzieckiem. Do dziś pamiętam uczucie zażenowania, gdy grupa młodych ludzi w białych fartuchach zaglądała jak postępuje poród i nikt nic do mnie nie mówił, tylko szeptali między sobą. Pamiętam ten strach, bo nikt mnie nie uprzedził, że będą studenci, więc pomyślała, że skoro jest tyle ludzi to może coś jest nie tak z moim dzieckiem. Myślę, że teraz czasy są jednak troszkę inne, że rodząca jest informowana o wizycie studentów, być może nawet ma prawo odmówić.

Czy czasy rzeczywiście się zmieniły? Swój niedawny poród wspomina Ania, autorka bloga Smaki Macierzyństwa:

Poród jest czymś bardzo osobistym. Ból jaki mu towarzyszy doprowadza nas do nietypowych zachowań, których czasem nawet nie pamiętamy, zmęczenie jest ogromne. W tym czasie jedyną osobą jaką chciałabym mieć przy sobie jest mój mąż i tak też na szczęście było. Oczywiście musiała też być położna, która co chwilę przychodziła sprawdzać czy z nami wszystko dobrze. Pod koniec porodu nagle na sali pojawia się lekarka w celu oceny czy z synkiem wszystko ok, pielęgniarka, lekarz, aby sprawdzić czy ze mną wszystko dobrze i tutaj powinno skończyć się moje wyliczanie. Niestety za lekarzem gęsiego weszło 7 czy 8 osób – studentów medycyny, którzy przyszli „popatrzeć”. Nikt nie pytał mnie o zdanie – czy mogą czy wyrażam zgodę na wejście do sali w której rodzę. Rozumiem, że przecież ci młodzi ludzie też muszą się uczyć, też gdzieś muszą zdobyć praktyki, ale istnieje coś takiego jak kultura i szacunek do drugiego człowieka. To chyba nie kosztuje dużo zapytać czy wyrażam zgodę na tak dużą grupę osób stojących i gapiących się w moje najbardziej intymne miejsce. Moje oburzenie i niesmak z perspektywy czasu są bardzo duże, zwłaszcza, że ci studenci przewijali się później na wizytach porannych, a także tuż przed porodem jak przyjechałam tylko do szpitala byłam badana raz przez lekarza i później bardzo boleśnie przez jeszcze jednego ze studentów. Wtedy nie miałam siły i głowy do zastanawiania się nad tym jakie mam prawa, to była moja pierwsza ciąża i najważniejszy dla mnie był Wiktor i to żeby wszystko było dobrze. Nauczona doświadczeniem wiem, że należy walczyć o swoje prawa. Dlatego przy następnej ciąży na pewno sporządzę plan porodu, na którym drukowanymi literami zaznaczę, że nie wyrażam zgody na udział osób trzecich podczas porodu.

Czy studenci mają prawo wchodzić w dowolnej chwili do gabinetu zabiegowego, gdzie właśnie odbywa się badanie ginekologiczne lub do sali porodowej, gdzie właśnie ma miejsce druga faza porodu? Czy studenci przy porodzie mogą pojawiać się jedynie za zgodą rodzącej? Polskie prawo tego jednoznacznie nie reguluje. Studenci kierunków medycznych mogą być obecni przy wszystkich zabiegach i badaniach, odbywających się w szpitalach klinicznych. W pozostałych pacjentka ma prawo nie wyrazić na nie zgody. Wygląda więc na to, że w klinikach kwestia zarówno samego udziału studentów w porodzie i badaniach jak i ilości takich osób jest kwestią nie do końca uregulowaną.

Z doświadczenia wiem, że wiele zależy od kultury osobistej, empatii, podejścia do drugiego człowieka. Sama prowadzę czasem zajęcia praktyczne ze studentkami położnictwa w szpitalach klinicznych. Jednak zawsze pytam pacjentki o zgodę na wykonanie zabiegu czy badania przez studentkę. Moje studentki wiedzą też, że zawsze muszą zapytać pacjentkę o zgodę na ich udział w jakichkolwiek działaniach medycznych czy nawet samą obecność w czasie ich wykonywania. Będąc na miejscu pacjentki chciałabym, aby mnie o taką zgodę zapytano i uszanowano moją decyzję. Nawet jeśli pacjentka nie ma nic przeciwko obecności studentów, zapytanie jej o zgodę pokazuje nasz szacunek i troskę o jej samopoczucie.

Autor: Maria Lepucka

Maria Lepucka
Położna, certyfikowany doradca laktacyjny, doktorantka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zajmuje się pracą naukową i dydaktyczną z zakresu położnictwa i ginekologii, a także prowadzeniem edukacji przedporodowej dla przyszłych rodziców i opieką nad pacjentkami w każdym wieku. Prowadzi prywatną praktykę położniczą z poradnią laktacyjną we Wrocławiu: https://poloznawroclaw.pl. Założycielka i główna autorka wpisów i artykułów w portalu FeminaSum.pl. Więcej »

Nie przegap

Jak rodzą się dzieci na przestrzeni czasu

Jak rodzą się dzieci na przestrzeni czasu?

Zastanawiałaś się jak rodziła Twoja babcia, jak Ty przyszłaś na świat, jak urodzą się Twoje …

4 komentarze

  1. Ja mam tak, że dobrze znoszę obecność 1-2 studentów przy zabiegach, ale jakoś nie mogę przetrawić całej dużej grupy studentów. W takim tłumie czuję się bardzo nieswojo. Mój poród przebiegł w kameralnym towarzystwie 😉 ale myślę, że gdyby ktoś zapytał mnie, czy mogą przy nim uczestniczyć studenci to bym się zgodziła (w końcu lepiej, żeby wyrośli z nich lekarze z wiedzą praktyczną a nie tylko teorią) 🙂

  2. Przy drugim porodzie poproszono lekarza do zszycia krocza po nacięciu. Przydreptała za nim Pani (strzelam, że w trakcie specjalizacji) – ani Pan doktor ani ona nie przedstawili się, ani dzień dobry – totalnie nic. Położna dostała „ochrzan”, że dokumenty nie gotowe (do szpitala dotarłam z rozwarciem na 4 palce, więc było bardzo mało czasu – ogólnie jak wyszłam z windy położne stały i patrzyły na mnie jak na cud natury – że prawie pełne rozwarcie a ja sobie chodzę 😉 ). Potem spojrzał na łożysko i wskazując mnie palcem – „tu to trzeba łyżeczkowanie zrobić”. Oczywiście Pani stała cały czas wpatrzona w moje krocze… Potem lekarz usiadł i zaczął szyć – na moim kroczu demonstrując różne techniki (czułam szarpanie – nie bolało, ale opis był wyraźnie słyszalny, że tu można w ten sposób, o tak załapać tkanki głębokie – nie pamiętam dokładnie). Czułam się wtedy jak eksponat – sama jestem masażystką więc w trakcie nauki miałam kontakt z różnymi pacjentami i nie wyobrażam sobie podejść tak do pacjenta, a przecież masowałyśmy także Panie po mastektomii, przygotowywaliśmy je do różnych innych zabiegów fizjo – ale zawsze z szacunkiem i zwrócone w stronę pacjenta. Nasz opiekun zawsze pytał o zgodę pacjenta – czy to my możemy przeprowadzić zabieg. Dodam, że nie rodziłam w szpitalu klinicznym a w zwykłym szpitalu miejskim. Po porodzie rozmawiałam z położną, bo przyszła uzupełnić dokumenty i poruszyłam kwestię stosunku lekarza do niej – że zamiast zapytać jak pacjentka to o dokumenty się doczepił, chyba była już przyzwyczajona do takiego traktowania bo tylko machnęła ręką…

    • Ala-pacjentka+doswiadczona po 3 kier studiow

      Pewnie przyzwyczajona, lekarze zawsze zgrywają przy pacjentkach mości panów którzy niby rządzą..no właśnie..NIBY (to nawet jest zabawne…wyglądają jak takie niedowartościowane dzieci kłócące się o lepszą ocenę w szkole) a później się uśmiechają i przychodzą takie bidulki skromne do dyżurki położnej żeby sìę podowiadywać od niej o pacjentce…wtedy wielcy koledzy się robią i opowiadają żarciki…to taki teatrzyk. To chyba wynika z tego że to zawód trochę męski (więcej facetów jest jednak..) a faceci są narcystyczni i wojowniczy…lubią pokazywać jacy są waleczni i jak to świat by bez nich zginął…a byle pierdołę którą uczynią stawiają na podium i robią z tego ratowanie życia ludzkiego…wszyscy wtedy wzdychają z zachwytu i dziękują…śmieszne to z boku patrząc ale tak jest…
      Tak samo mężowie…”gdyby nie jaaaa…”- więc wniosek jest taki że to cecha męska 😉 kobiety z takimi cechami to rzadkość i chyba raczej wyuczone zachowania od kolegów.
      A co do studentów to zdecydowanie jest różnica między kierunkami, mam wrażenie że na lekarskim się „przelatuje” przez oddziały, zaglądają ci ludzie zza parawanów kiedy im się podoba- ani to nie uczy ani to nie służy pacjentce…pozniej zasiadają na lezankach w korytarzu i mysla jak wymknąć się wcześniej..nie mają wiedzy merytorycznej, dopiero w szpitalu podpytują i zaglądają. na polożnictwie jest najpierw teoria i praktyka na fantomie, egzamin i dopiero praktyki – nie uczy sie na pacjencie tylko doskonali.studentka pacjentkę i za nią odpowowiada pod nadzorem nauczyciela którym jest położna z Uniwersytetu bądź oddziału. na studiach to jest kultura WPAJANA, PACJENT TO NAJWAŻNIESZA OSOBA, (musztrowanie z zasad typu ‚nie usiądziesz bezczynnie obok cierpiącej kobiety bo to lekceważenie”, wygląd i zachowanie to wizytówka, sprawdzane ubranie czy jest czyste, krótkie paznokcie i związane włosy, zakaz spóźniania się. negatywne zachowania bardzo odbijają się na ocenie i wizerunku studenta. studentka jest w kontakcie z pacjentką, nie ma prawa wcześniej wychodzić więc skupia się na pracy, nie traktuje kobiety jak okaz do nauki tylko angażuje się w jej sytuację tak po ludzku…
      to nie ma związek ze spodobem prowadzenia praktyk bo na pewno nie z argumentacją ze lekarze nie maja czasu….bo maja..tylko trzeba im go dobrze zorganizowac.

      • Ala-pacjentka+doswiadczona po 3 kier studiow

        *to ma zwiazek ze sposobem prowadzenia praktyk a nie czasem, bo czas jest tylko trzeba go dobrze wykorzystac ze studentem.
        Pisalam z tel, przepraszam za bledy i chaos 😉 ale kto chce to zrozumie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.