Życzliwość w polskich szpitalach

Dziś obchodzimy Światowy Dzień Życzliwości. Co sądzicie o wprowadzeniu go także do polskich szpitali? Byłoby cudownie, gdyby ten dzień, zamienił się w tydzień, miesiąc i rok, a potem został w naszej świadomości na zawsze, prawda? Przecież życzliwość powinna nam towarzyszyć każdego dnia, być nieodzowną częścią nas samych, naszego zachowania i stosunku do drugiego człowieka, niezależnie od tego jaką rolę życiową czy zawodową akurat przyjdzie nam spełniać.

Niedawno wspominałam o akcji „Lepszy Poród” jako o inicjatywie szkodliwej, chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że to walka o słuszne cele. Tej akcji towarzyszył wyjątkowy… brak życzliwości. W największym stopniu ze strony personelu różnych placówek medycznych. Czasem także brak życzliwości ze strony pacjentów i innych osób (np. komentujących wpisy na ten temat). Ci, którzy nie zrozumieli przesłania mojej wypowiedzi również mnie zarzucili brak życzliwości.

Życzliwość nic nie kosztuje. Pozytywny stosunek do drugiego człowieka sprawia, że sami mamy lepsze samopoczucie, a jednocześnie życzliwość procentuje i wraca do nas. Staram się obdarzać nią swoje pacjentki przede dlatego, że z natury mam w sobie sporo empatii i traktuję innych tak jak sama chciałabym w danej sytuacji zostać potraktowana ale także z czysto „egoistycznych” pobudek: wtedy pracuje się lepiej, przyjemniej i bez zbędnego stresu. Mamy go przecież wystarczająco dużo. W tym miejscu wypadałoby się zastanowić nad sposobem myślenia personelu medycznego, odnoszącego się do pacjentek w sposób arogancki, niegrzeczny, wulgarny, lekceważący. Nic kompletnie nie przychodzi mi do głowy… Próba dowartościowania się? Na dłuższą metę odnosi chyba odwrotny skutek. Tzw. „gorszy dzień” także nie tłumaczy takiego zachowania. Pracujemy w stresie, zmęczeniu, niewyspaniu i byle jakich warunkach ale pacjent nie jest temu winny, więc jaki jest sens wyżywać się na kim popadnie? Poza tym „gorszy dzień” stanie się jeszcze gorszy jeśli spędzimy go w nieprzyjemnej atmosferze i kłótniach. Na szczęście takie przypadki są marginalne ale przecież w ogóle nie powinno ich być!

Traktowanie innych tak jak sami chcielibyśmy być traktowani, zgodnie z przysłowiem „nie czyń drugiemu co tobie niemiłe” czasami jest jednak bardzo trudne. Kiedy? Przede wszystkim wtedy, gdy dana osoba zachowuje się w sposób daleko wykraczający poza ramy, których sami się trzymamy.

Niewłaściwe zachowania dotyczą nie tylko lekarzy czy położnych ale także pacjentów. Oczywiście niektóre zachowania pacjenta są spowodowane stresem, bólem czy złością na cały system opieki zdrowotnej (naprawdę się temu nie dziwię, my też się z tego powodu złościmy!), dlatego w dużym stopniu spotykają się ze zrozumieniem i są tolerowane, chociaż bywają naprawdę uciążliwe.

Zupełnie odrębne zjawisko to tzw. „pacjent roszczeniowy”, przekraczający próg placówki medycznej z negatywnym nastawieniem do wszystkich i wszystkiego, co znajduje się wewnątrz. Pamiętam pacjentkę, której trzeba było pobrać krew do badań. Prowadziłam akurat zajęcia praktyczne ze studentkami położnictwa. Zaprosiłyśmy pacjentkę do gabinetu zabiegowego. Po wejściu nie odpowiedziała „dzień dobry”, za to oznajmiła: „studentki nic nie będą przy mnie robić, nie życzę sobie i mają wyjść, pani mnie obsłuży” – zwróciła się do mnie. Dobrą chwilę zajęło mi przetworzenie tej informacji, a właściwie sposobu, w jaki została przekazana nim oznajmiłam, że studentki oczywiście wyjdą, ja razem z nimi, krew natomiast pobierze inna położna. Położna była jednak zajęta innym zabiegiem, więc dotarła do gabinetu zabiegowego po 10 minutach. Opowiedziała potem, że spotkała się z komentarzem: „ile można czekać, narzekacie, że mało zarabiacie, a pracować nie ma komu, banda nierobów”. Szczerze mówiąc cieszę się, że już nas tam nie było.

Fora internetowe, dotyczące rozmaitej tematyki, związanej opieką medyczną aż kipią od pełnych nienawiści komentarzy i to nie tylko pod adresem konkretnych osób, które wyjątkowo zalazły komuś za skórę. Czytałam ostatnio wywiad ze znaną polską położną, świetną, ciekawie opowiadającą o swoich doświadczeniach zawodowych, porodach i trendach w polskim położnictwie. Pod spodem znajdują się głównie negatywne komentarze, nieuzasadnione, pełne zawiści. „Babsko ma parcie na szkło”, „wykonuje swoje obowiązki i co w tym niezwykłego, za to jej płacą”, „kto lansuje ta babkę”, „rzygam już tym tematem, drogami rodnymi i lansem” – to tylko niektóre z nich. Raczej nie dojrzałam żadnej pozytywnej wypowiedzi, a było ich kilkadziesiąt. Położna, promująca wolność rodzącej, fizjologię, porody domowe i właściwe traktowanie kobiety została za te słowa zmieszana z błotem. To zaskakujące, przykre i niestety dość typowe.

Całkiem niedawno miała miejsce fala protestów pielęgniarek, które domagały się podwyżki wynagrodzeń. Taka sytuacja powtarza się od czasu do czasu jako przejaw buntu pielęgniarek i położnych wobec głodowych pensji i zbyt małej ilości personelu w szpitalach. Przejrzałam kilka takich wpisów. Pod nimi znów pełne nienawiści wypowiedzi: „co niby takiego robią, że chcą zarabiać więcej, górnik pracuje ciężko, a nie piguła”, „akurat poniżej 2 tysięcy zarabiają, niech powiedzą ile dostają pod stołem od pacjentów i w prezentach”. Tu brakuje i życzliwości i empatii. Długo się zastanawiałam nad sposobem myślenia takich osób. Nic nie wymyśliłam. Nic…

Życzliwości w polskich szpitalach jak widać czasem brakuje zarówno ze strony personelu, jak i pacjentów. Niestety stosunki pomiędzy lekarzami, położnymi i pozostałym personelem też pozostawiają często wiele do życzenia. Czy nie byłoby przyjemniej i łatwiej, gdybyśmy traktowali się z wzajemną życzliwością? Myślę, że warto zacząć właśnie dziś!

Autor: Maria Lepucka

Maria Lepucka
Położna, certyfikowany doradca laktacyjny, doktorantka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zajmuje się pracą naukową i dydaktyczną z zakresu położnictwa i ginekologii, a także prowadzeniem edukacji przedporodowej dla przyszłych rodziców i opieką nad pacjentkami w każdym wieku. Prowadzi prywatną praktykę położniczą z poradnią laktacyjną we Wrocławiu: https://poloznawroclaw.pl. Założycielka i główna autorka wpisów i artykułów w portalu FeminaSum.pl. Więcej »

Nie przegap

Położna na całe życie

Położna w każdym okresie twojego życia

Z okazji Dnia Położnej postanowiłam napisać o wyjątkowym zawodzie, jaki mam zaszczyt wykonywać. Większość kobiet …

5 komentarzy

  1. Warto, warto 🙂
    Sam artykuł wydał mi się mało pozytywny, choć zakończenie miłe.

    Mam koncepcję dlaczego Pani, która przyszła na pobranie krwi, zachowała się tak niemiło. Może zirytował ją fakt, że studentki były w gabinecie zabiegowymi i bez pytania by się na niej uczyły? Nie zakładam, że tak jest, ale tak mogła pomyśleć. Nie usprawiedliwia to oczywiście jej zachowania.
    Co do personelu szpitala, myślę, że swoich problemów nie potrafią zostawić poza pracą, więc złość i frustrację wyładowują na współpracownikach i pacjentach.
    Zbyt niskie zarobki tego nie usprawiedliwiają, aczkolwiek w przypadku pielęgniarek i położnych powinny być co najmniej kilkukrotnie wyższe, adekwatne do ryzyka wpisanego w zawód, wymaganej wiedzy i odpowiedzialności.

  2. są takie grupy zawodowe, które bez względu na to co robią, przez ludzi anonimowych mieszani są z błotem. kiedy nie wiadomo kto komentuje człowiekowi rozwiązuje się język. nauczyciele, lekarze, pielęgniarki, położne, egzaminatorzy wszelkiej maści, policjanci, politycy (tu aż ciężko się nie uśmiechnąć ale zakładam, że nie może każdy być kanalią 😛 ) nowy typ człowieka z którym mamy kontakt to typ roszczeniowy. jeszcze nic się nie wydarzyło, jeszcze nikt nic nie zawinił ale w atmosferze bojowej wkracza do akcji. normalka. syndrom nowych czasów, innego wychowania. teraz każdy jest albo kupującym (uprzywilejowanym, klientem) albo sprzedawcą (mającym służyć i nadskakiwać).
    kiedy byłam na porodówce na sali obok rodziła z mężem kobieta. położne strasznie się złościły, bo facet krzyczał, że „jego żona potrzebuje środków przeciwbólowych, bo przecież widać że cierpi a nic nie dostaje”. „jest olewana przez położne” i „czemu to tak długo trwa! przecież dostałą kroplówkę, to miało być szybciej”. w pewnym momencie usłyszałam, że samodzielnie podkręcił kroplówkę z oksy. żeby szło szybciej. typowy obrońca uciśnionych.

    poza tym z sal obok wydobywały się takie wrzaski, że trochę mnie to zestresowało. kobiety krzyczały na położne, na mężów, ogólnie wyły też z bólu. nie mówię, że mnie nie bolało, ale w takiej sytuacji, kiedy ktoś nie jest odporny na stres i ból, przychodzi na salę porodową ze złym nastawieniem i ze strachem to broni się agresją (nawet jeżeli agresor jest urojony)

    • ale być moze mąż tej pani denerwował się słusznie, skoro nie dostała znieczulenia, mimo że tego potrzebowała. rodziłam z syntetyczną oksytocyną i wiem, jaki to straszny ból, mimo aparatu tens, prysznica i masażu partnera nie wytrzymałam i poprosiłam o zzo, na szczęście w tym szpitalu nie było problemu, ale są ciągle szpitale, w których zzo jest niedostępne dla rodzących drogami natury, i to bez względu na ich próg bólu. moim zdaniem nosi to znamiona znęcania się nad rodzącą.
      oczywiście co do samodzielnego podkręcania kroplówki z oksytocyną….. brak słów.

    • Akurat w tym przypadku to nie wina położnych bo jak wspominałem która chce ciąży to ma skłonności masochistyczne a jak nie chciała to pretensje do tych co utrudniali aborcję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.